niedziela, 12 stycznia 2014

Rozdział 23.

                                                                              ~Laura~
Nie wiedziałam co mam powiedzieć!.Czułam że stoję tam z otwartą buzią,i nie wiem co odpowiedzieć.On mi się oświadcza?!Czy ja śnię mam dopiero 18 lat!.Kocham go najbardziej na świecie i chcę z nim być ale czy on jest tego pewien?
-Lau nie strasz mnie no powiedz coś!-powiedział lekko zaniepokojony Ross.
-Ja..-zaczęłam-J..ja..-nie mogłam wydusić nawet słowa.-Tttaaak.
-Co?
-Wyjdę za ciebie Ross-powiedziałam a blondyn włożył mi pierścionek na palec a potem czule mnie pocałował.Na sali rozbrzmiało wielkie Awwww.Staliśmy jeszcze chwile wtuleni w siebie aż wreszcie odezwała się Delly.
-Wiedziałam że się zgodzi mówiłam Ross!-powiedziała-chodźcie do nas na małą imprezkę z tej okazji!
-Jacy oni są słodzcy-westchnęli Raini i Calum.Zgodziliśmy się i poszliśmy na tą imprezkę a ja po tym co zrobił Ross całkiem dałam sobie spokój z Emily.Kiedy puścili wolną balladę siedziałam przy stoliku razem z Raini.
-Nie mogę uwierzyć że się zgodziłaś-powiedziała.
-Ja też nie ale..jestem bardzo szczęśliwa że to zrobił-powiedziałam.W tej chwili podeszli do nas Rossy i Calum.
-Panie pozwolą-zaśmiali się i wyciągnęli ręcę.Podeszłam do Rossa i zaczęliśmy tańczyć wolnego.Cały czas patrząc sobie przy tym w oczy.Nie mogłam się powstrzymać więc  wbiłam się w usta chłopak i zaczęliśmy się całować.Zarzuciłam mu ręcę na szyję o on objął mnie w tali.Całowaliśmy się długo.Potem mnie przytulił.
-Kochanie chodź do mnie-powiedziałam-Chcę być z tobą sama.-Blondyn przytulił swoją twarz do mojej twarzy.-Jestem lekko zmęczona.
-Dobrze co tylko chcesz-powiedział i mnie pocałował.Oznajmiliśmy wszystkim że idziemy do mnie.Nie byłam wcale zmęczona tak naprawdę chciałam spędzić ten wieczór z Rossem.Kiedy dotarliśmy do domu Ross wziął mnie na ręce i "rzucił na łóżko".Znów zaczęliśmy się całować.Niestety naszą sielankę przerwało burczenie mojego brzucha.
-Głodna?-spytał.
-Tak trochę.
-Zaraz nam zrobię jakąś romantyczną kolację.-powiedział i pocałował mnie w czoło.Naprawdę się postarał!Zrobił naleśniki z truskawkami i nalał nam po lampce wina.Siedzieliśmy razem przy świeczkach.Nagle Ross zadał mi pytanie które zwaliło mnie z nóg.
-Wiesz co...-zaczął-Skoro już ..jest jak jest..em-zacinał się-Rozsądnie byłoby zamieszkać razem.
-Eemmm-zaczęłam-Ross kocham cię jesteś miłością mojego życia ale..-zacinałam się-Jesteś pewien?
-Tak-powiedział.
-Skoro tak to..-zaczęłam-Dobrze ale dziś i tak śpisz ze mną.
-No raczej nie inaczej!-wybuchnęliśmy śmiechem.Skończyliśmy jeść.
-Masz na coś ochotę?-spytałam.
-Obejrzałbym jakiś film.
-Dobrze to ty coś wybierz a ja posprzątam ze stołu-powiedziałam.
-O nie nie nie-powiedział-Nic z tego kochanie ja posprzątam a ty coś wybierz.-Posłałam mu spojrzenie zabójcy.
-Oj ok ok jak chcesz-powiedział.
-Niedługo mamy być małżeństwem-powiedziałam-będziesz musiał się przyzwyczaić.-Zaśmialiśmy się.Zaczęłam sprzątać a Ross poszedł szukać filmu.Wreszcie posprzątałam a blondyn wybrał "Titanic".Oglądałam to już z zyriald razy ale co tam.Włączyliśmy film i zajęliśmy się oglądaniem.
                                                                                ~Ross~
"Titanica" oglądałem miliony razy.Ale lubiłem ten film.Od samego początku seansu Laura tuliła się do mojego torsu.Wreszcie doszliśmy do sceny pocałunku Rose i Jacka.
-O patrz moja ulubiona scena!-powiedziałem ale Lau nic nie mówiła.-Lau??Laura?-Dziewczyna zasnęła.Wzięłem ją delikatnie na ręcę i zaniosłem do sypialni.Była ubrana i co teraz?Ściągnęłem jej leginsy i koszulkę.Była w samej bieliźnie.Nie chciało mi się szukać jej piżamy więc nałożyłem na nią swoją koszulkę na ramiączkach a sam poszedłem się umyć.Wzięłem krótki prysznic i położyłem się obok mojej ukochanej.Pocałowałem ją lekko i zanęłem.
                                                                               ~Laura~
Następnego ranka obudził mnie dudniący telefon Rossa.Był to nie kto inny jak sam Calum.Odebrałam telefon.
L:Calum..co gdzie jak...co jest?
C:Słuchaj Lau mam propozycję.
L:Tak?
C:Może pomógłbym Rossowi wybrać garnitur na ślub a ty i Raini byście wybrały sukienkę.
L:Ok nie ma sprawy.-Umówiliśmy się na 11:00 jest 10:00 więc musiałam obudzić Rossa.Pocałowałam go w policzek.
-Kochanie wstawaj.
-Co??-spytał zaspany.-Opowiedziałam mu o dzisiejszych planach zgodził się i poszliśmy się ogarnąć.Zjedliśmy jajecznicę zrobioną przez Rossa i około 11:00 do drzwi zapukali Calum i Raini.Ross poszedł po garnitur natomiast ja i Raini wybierałyśmy suknię.Wreszcie znaleźliśmy idealną.Sprzedawczyni była bardzo zdziwiona tym że taka młoda dziewczyna już się żeni.Kupiliśmy ją według Raini będzie dla mnie idealna więc nawet jej nie przymierzyłam.Miałam zrobić to w domu.Około 15:00 wróciliśmy do mnie do domu.Rossa jeszcze nie było.Usiedliśmy z Raini na kanapie w salonie.
-Boże on mnie tak bardzo kocha-westchnęłam mając na myśli Rossa.Przytuliłam się do Raini.-Co ja robię tulę się do cb jak do Rossa odwala mi ze szczęścia!
-Leć przymierzyć tę suknię ślicznoto-powiedziała.Tak też zrobiłam wyglądałam pięknie.Zeszłam po schodach melancholijnym krokiem niczym Ania Shirley kiedy pokazywała się w sukni Dianie.
-Wyglądasz pięknie-powiedziała Raini.
-No wiem-powiedziałam-Masz świetny gust kochana.W tej chwili do domu wszedł Ross.Raini natychmiast mnie zasłoniła.
-Ross debilu zobaczenie panny młodej w sukni ślubnej przynosi pecha!-krzyknęła.
-Nic nie widziałem-powiedział.Raini zmusiła go do wyjścia.Po kilku minutach się przebrałam i poszłam na dół.Rossiu wszedł do domu.
-Naprawdę nic nie widziałem-powiedział i mnie przytulił.Reszta dnia minęła mi bardzo miło.Razem z całym R5 Calumem i Raini poszliśmy na plażę.Kiedy Ross się opalał podbiegłam do niego i oblałam go wiadrem wody.Ten wziął mnie na ręcę i wkoczył ze mną do wody.Nie pamiętam kiedy ostatni raz się tak bawiłam.Potem blondyn spakował swoje rzeczy i wprowadził się do mnie.Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam taka szczęśliwa..
************************************************
Siemacie Ziomeczki <3
Więc takjest i rozdział.
Prawię cały napisała moja ukochana siorka.
Której bardzo dziękuje za wczoraj <3
Jak i za pomysł na rozdział.
Dacie radę dobić 17 komentarzy??
Zależy mi na tym! <3
Mrs.Lynch <33


piątek, 10 stycznia 2014

Rozdział 22.

                                                                              ~Laura~
Obudziłam się w ciepłych ramionach mojego chłopaka.Spojrzałam w górę i pogładziłam ręką policzek chłopaka.Jeszcze spał,co chwila uśmiechał się lekko przez sen."Jaki słodziutki"-pomyślałam i pocałowałam go lekko w usta.Obudził się.
-Hej misiaczku-powiedziałam.
-Cześć kochanie-powiedział.
-Obudziłam cię?
-Tak..ale jak romantycznie-powiedział-pocałunek z ukochaną osobą..-rozmarzył się-idealne rozpoczęcie dnia.Cały czas nurtowało mnie jedno pytanie "Emily czy on ją kocha albo kochał?".Przytuliłam się do jego nagiego torsu i pocałowałam go w tę jego klatę.
-Mogę cię o coś spytać?
-No jasne wiesz że możesz pytać o wszystko-powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Kochasz Emily?-spytałam a on się ode mnie oderwał.
-Lau znowu drążysz ten sam bezsensowny temat?!-krzyknął-Nie kocham jej nie kochałem i nie pokocham!-wybuchnął-Kocham ciebie jesteś miłością mojego życia z tobą miałem swój pierwszy raz i pierwszy pocałunek-powiedział.
-Ze mną całowałeś się po raz pierwszy?-spytałam.
-Tak-powiedział.
-Przepraszam-powiedziałam i chciałam się do niego przytulić ale on się odwrócił.Nazbierało mi się łez w oczach.-Żartowałem-powiedział,przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Nie żartuj tak więcej-powiedziałam kiedy się od niego oderwałam.
-Przepraszam-powiedział i przytulił mnie.Znów zaczęliśmy się całować.Niestety naszą "zabawę" przerwał dudniący telefon Rossa.Chłopak oderwał się odemnie i z niechęcią odebrał telefon od nieznanego numeru.Na moje nieszczęście była to Emily!.
R:Tak??
E:Hejka Ross to ja Emily.
R:Cześć co tam?
E:Mam małą prośbę..Nauczyłbyś mnie i moje kumpelki jak grać na gitarze?
R:Emm..
E:Weź Lau nie chcę żeby czuła się zazdrosna.
R:No co ty na to Lauruś? (pokiwałam głową na tak będę go pilnować!)Ok.
E:Super!Przyjdzcie na Wall Street.85.
R:Pa.
Chłopak się rozłączył.Ach ta Emily nienawidzę już jej chociaż jej nie znam!.Jak ja nią gardzę.Miałam w nocy gorączkę i Ross kazał mi się wygrzać więc byłam spocona.Poszłam wziąć prysznic.Kropelki wody delikatnie muskały moje ciało.Kiedy już się umyłam chciałam wyjść z wanny aż tu nagle..
-A!!!!!!!!!!!!!!-rozpiszczałam się na cały dom.
-Laura co się stało?-spytał Ross który wleciał do łazienki.Wskazałam mu ręką na zlew.-Oj uspokój się to tylko pająk-powiedział.
-Tylko pająk?-spytałam-A co jak mnie zeżre?
-Oj daj spokój-powiedział i wypuścił go za okno.Przez chwilę się we mnie wpatrywał.
-Już możesz sobie iść-powiedziałam.Chłopak uśmiechnął się i wyszedł.Już miałam wyjść ale on znów wszedł.Puścił mi oczko.
-Zboczeniec!-zaśmiałam się.
-Jakoś niedawno się mnie nie wstydziłaś-powiedział.
-Wyjdź chce się ubrać-rzuciłam w niego butelką po szamponie.Wreszcie Blondyn wyszedł a ja w spokoju mogłam się ubrać.Za kilka minut zeszłam na dół i zjadłam naleśniki zrobione przez Rossa.Jak się już wcześniej umówiliśmy poszliśmy do Emily.Szlag mnie trafia!.On ma ją dotykać niedoczekanie!!!!!!!!!!!!Około 13:30 byliśmy na Wall Street.85 i pukaliśmy do drzwi tej dziewczyny.
-Hej-powiedziała.Na sam widok Rossa zabłyszczały jej się oczy!
-Hej-przywitałam się z niechęcią.
-Wejdźcie-nie powiem mieszkała ładnie.W jej domu było jeszcze 7 innych dziewczyn.Świetnie-pomyślałam.Ross usiadł wygodnie na krześle i pokazywał im co mają robić.Wstawał i sprawdzał dziewczyny.Te tylko się do niego uśmiechały.To jest żałosne!!.
-Nie wiecie co?-spytał.-Podejdźcie tu do mnie-powiedział.Dziewczyny zaraz go okrążyły Emily patrzyła się na umięśnione ciało Rossa.Myślałam że wybuchnę jak zaczęła go dotykać.
-Łał ale ty jesteś umięśniony-powiedziała jakaś blondyna i rówież zaczęła go macać.Szlag mnie trafiał!.
-Ross wychodzimy!-powiedziałam.
-Nie ma mowy chcę je nauczyć-powiedział.Jakaś dziewczyna zaczęła mu masować kark.
-Rób sobie co chcesz  ja stąd idę!.-powiedziałam i wybiegłam na dwór zupełnie nie wiedząc gdzie.Trafiłam do parku.Usiadłam pod dużym drzewem i zaczęłam płakać.Dlaczego on to zrobił?Chyba już mu się znudziłam!.
                                                                                 ~Ross~
Jakim ja jestem dupkiem!!!!!!!Co ja do cholery narobiłem cały czas nie przejmowałem się Laurą .Co ja robię?Nawet nie zauważyłem a wybił wieczór a ja siedziałem u Emily,jak debil.
-Muszę już iść-powiedziałem.
-Czekaj-powiedziała i zbliżyła się do mnie.-Pomyślałam że należy ci się mała nagroda..za..naukę-powiedziała gładząc ręką po moim torsie.-Weź mnie.
-Co?!!!!!-krzyknąłem i odskoczyłem od niej jak poparzony.
-Oj no weź-zaczęła-Wiem że tego chcesz.Zaczęłem się opierać aż wreszcie wybiegłem z domu tej wariatki.Co ona sobie myślała?Że pójdę z nią do łóżka.W panice zaczęłem szukać Lau.Bałem się że znów coś jej się stanie.Około 19:00.Wbiegłem do parku.Cały czas wołałem dziewczynę.Nie dawała znaku życia,nie ma jej w domu ani u siebie ani u mnie,ani u Vanessy.Do tego nie odbiera komórki.Zrezygnowany usiadłem na ławce.Po chwili za moimi plecami usłyszałem cichy płacz...i ulubioną piosenkę Lau.Odwróciłem się i zobaczyłem Laurę siedziała zapłakana pod drzewem i słuchała przez słuchawki Eminema i Rihannę.
-Lau!-krzyknęłem i podbiegłem do niej.
-Co już je zaliczyłeś?!-Wrzasnęła.
-Co?!-krzyknąłem-Zwariowałaś przecież ja cię kocham!
-Serio?-spytała.
-Tak!-odpowiedziałem w pełni szczerze.-Byłaś zazdrosna?
                                                                                  ~Laura~
Zabolało mnie to,że flirtował z innymi dziewczynami na moich oczach!
-Dziwisz się że byłam zazdrosna..-zaczęłam-jak te wszystkie dziewczyny próbowały cię poderwać?
-Co-spytał lekko zdziwiony.
-Widziałam jak z tobą flirtowały-powiedziałam-A ty nie robiłeś nic..nic by je powstrzymać-podniosłam się i spojrzałam mu w oczy.-To mnie zabolało.
-Serio???-spytał znów jeszcze bardziej zdziwiony-Flirtowały ze mną???
-Tak to żenujące i wstrętne!-powiedziałam.
-T-taakkk-przeciągnął-Wszystkie?!-spytał znów.
-Jak mogłeś nie zauważyć?-spytałam.
-Bo ja..-zaczął-Ja zauważam tylko ciebie-powiedział i pogładził ręką mój policzek.
-Awwww-nie no jest za słodki nie da się na niego gniewać.Uśmiechnęłam się do niego szeroko.Chłopak zaczął się do mnie zbliżać i po chwili czule się pocałowaliśmy.Oderwaliśmy się od siebie dopiero kiedy zabrakło nam powietrza w płucach.
-Chodź ze mną-powiedział.-Kiedy będę kazał zamkniesz oczy dobrze?
-Po co???-spytałam.
-Zobaczysz-powiedział i mnie przytulił.To gdzie Ross mnie zaprowadził...Nie do opisania.Nie mogłam uwierzyć że to się stało naprawdę.Ross zaprowadził mnie do ogromnej sali.Kiedy zapaliły się światła zobaczyłam pełno obrączek i naszyjników no i pierścionków.Oraz całą rodzinę Rossa,Ellingtona łącznie z Van i Shanem byli nawet moi rodzice.
-Ok...-zaczęłam Ross co się dzieje?-spytałam.
-Ja..ja wiem-zaczął-Może ci się to wydać chorę bo mamy dopiero 18 lat-widziałam że zżerają go nerwy.-Ale..
-Co?-spytałam-Kochanie nie strasz mnie o co chodzi?.-Sięgnął do kieszeni i wyciągnął pudełeczko.Uklęknął na kolano.
-Boże-powiedziałam.
-Lauro Marie Marano-zaczął a ja nie mogłam w to uwierzyć-Zostaniesz moją żoną??Stałam jak słup i patrzyłam w oczy blondyna.Nie wiedziałam co mam powiedzieć..
******************************************
Hej wam<333
No nwm co mam tu pisać...
Tsssa Ross się oświadczył ale to nie koniec problemów!
Zostawcie mi jakiś komentarz <3
Mrs.Lynch <3

wtorek, 7 stycznia 2014

Rozdział 21.

                                                                               ~Laura~
Otworzyłam zaspane oczy.Moją pierwszą myślą która przemknęła mi przez głowę były wczorajsze wydarzenia.Uśmiechnęłam się szeroko i o dziwo pocałowałam poduszkę a nie swojego chłopaka.Ross?!-krzyknęłam.Obróciłam się nie było go.Zawinęłam się w koc bo byłam naga i weszłam do łazienki tam też go nie było.Spokojnie Lau nie panikuj nie uciekł-powiedziałam sobie i usiadłam na łóżku.Po chwili drzwi mojego pokoju cichutko się otworzyły.Zobaczyłam w nich Rossa który trzymał tackę a na niej różne pyszności.
-No nie moja królewna już nie śpi?-spytał.
-Tak a dlaczego nie było przy mnie mojego księcia z bajki?-spytałam.
-Chciałem zrobić ci małe śniadanie.-powiedział i usiadł obok mnie.-Zrobiłem naleśniki z bitą śmietaną i do tego sok pomarańczowy jak lubisz-dodał.
-Chcesz mnie utuczyć?!-powiedziałam i posłałam mu "spojrzenie mordercy".-Co ja mówię miałabym tego nie zjeść?-cmoknęłam go w policzek.Zajęliśmy się jedzeniem zjadłam dużo więcej od Rossa.-Dlaczego tak na mnie patrzysz?
-Mhym..-westchnął.-Moje kochanie chce coś jeszcze?
-Wiesz..-zaczęłam-miałam ochotę na jeszcze trochę soku..-powiedziałam.-Ale zmieniłam zdanie.
-Czego sobie życzysz?-spytał.
-Ciebie!-krzyknęłam i rzuciłam go na łóżko.Dosłownie weszłam na swojego chłopaka.Spojrzałam mu w oczy i zaczęłam gładzić ręką jego policzek.Po chwili pocałowałam go co odwzajemnił.Po 2 minutach lekko oderwaliśmy się od siebie.
-To dziwne..-zaczął-Jedna mała rzecz..zgubiłaś pamiętnik..-mówił-i..wtedy wszystko miało swój początek...-powiedział-Nie sądziłem że będę chciał spędzić z tobą resztę swojego życia.
-Awww jesteś słodziutki-powiedziałam i pocałowaliśmy się.-Jesteś kimś o kim marzyłam od 13 roku życia.-przytuliłam się do niego a on pocałował mnie w policzek i wtulił w siebie mocniej.Po kilku minutach wstaliśmy i ogarnęliśmy się.Ross poszedł do domu przebrać się w świeże ubrania.Szczęśliwa siedziałam i czekałam na mojego chłopaka.Po kilku minutach ktoś zapukał do drzwi.O dziwo nie był to Ross,ale Raini wraz moją siostrą i Rydel.
-Siemka laski-powiedziałam i wpuściłam moje przyjaciółki do domu.Usiadłyśmy na kanapie.Dziewczyny cały czas się uśmiechały.
-Co?-spytałam.
-Jak tam sprawy z Rossem?-spytała Raini.
-Właśnie-powiedziała Delly.
-Gadaj-dodała Vanessa i szturchnęła mnie w ramię.
-Co niby?-oczywiście udawałam głupio.
-Oj na weź-powiedziały razem.
-Nie jesteście parą?-spytała.
-Em..-zaczęłam a one z niecierpliwością słuchały.-Bo..my no-zacinałam się specjalnie-Wczoraj..-uśmiechnęłam się.
-Ty dziwko zrobiliście to!!!!!!-krzyknęły i oberwałam od każdej poduszką.
-Jak było?-spytała Raini.
-Było...niesamowicie-powiedziałam-nigdy nie zapomnę tej nocy.
-Awww-rozmarzyła się Vanessa.-Chodź no tu-powiedziała i rozłożyła ręce.Przytuliłam się do siostry.-Pamiętam jak niedawno byłaś małą smarkulą a teraz co?-zaśmiała się.
-Właściwie to gdzie jest Ross?-spytała Raini-Zaraz musimy iść na plan.-W tym momencie ktoś zapukał do drzwi poszłam i otworzyć za nimi stał oczywiście Calum i Ross.
-Cześć kotku-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Gdzie byłeś tak długo tęskniłam-powiedziałam.
-Sorry ale czekał na mnie-powiedział Calum,i również cmoknął mnie w policzek.Wpuściam ich do środka chwilę jeszcze pogadaliśmy i razem z Raini i naszym kochanym rudzielcem poszliśmy na plan.Jak ten czas szybko leci!.Dzisiaj nagrywamy już "Ferris Wheels & Funky Breath".Na planie gra z nami Kiersey Clemons.Gra Kirę-przyszłą dziewczynę mojego Rossyego.Byłam o niego bardzo zazdrosna.Ale Kiersey to świetna laska!.Akurat kręciliśmy ostatnią scenę.Ross musiał się ślinić fuuuu.Ale odcinek boski!.Za dwa dni nakręcamy "Girlfriends and Girl Friends" tam moja postać zakochuje się w Austinie,będzie się o wiele lepiej grało odkąd Ross jest moim chłopakiem.Po nakręceniu odcinka Ross zabrał mnie do naszego ulubionego parku.Było bardzo ciepło.Usiedliśmy na ławce,chłopak objął mnie a ja przytuliłam się do niego.
-Kocham cię-powiedział i pocałował mnie w czoło.
-Ja ciebie też-powiedziałam i mocno go przytuliłam.
                                                                             ~Narrator~
W trakcie gdy Ross i Lau,beztrosko siedzieli na ławce okazując sobie uczucia,nie mieli pojęcia że obserwuję ich Emily Hempshire.Pierwsza dziewczyna Rossa.Narobiła sobie najdzieji że Ross ją kocha.Ona zdradziła go z jego najlepszym "byłym" kumplem Avanem Jogią.Ross nie ma pojęcia że ona knuję spisek przeciwko Laurze.Dziewczyna stała i patrzyła zza drzewa na całujących się Rossa i Lau.Zrobię wszystko by go odzyskać-powiedziała i odeszła.
                                                                               ~Laura~
Ross zabrał mnie dziś na randkę.To była moja pierwsza i była cudowna.Niestety zaczęłam się źle czuć.Cały czas bolała mnie głowa.Ross wracał ze mną do domu.Szliśmy trzymając się za ręce.
-To była wspaniała randka-powiedziałam.
-Cieszę się że ci się podobała.-powiedział.W tym momencie zauważyłam ładną brunetkę,szła w naszym kierunku.
-Ross!-krzyknęła.
-Emily?-spytał lekko zszokowany Ross.Dziewczyna przytuliła go-Cześć.
-Ross kto to jest?-spytałam.
-To Emily kiedyś była moją dziewczyną ale teraz się przyjaźnimy.-powiedział.
-Cześć Emily Hemshire-powiedziała i przytuliła mnie.
-Laura Marano-powiedziałam.
-Ross dużo o tobie mówił-powiedziała.
-Serio?-spytałam.
-Tak-powiedziała-Wspominał że jesteś bardzo atrakcyjna..-zaczęła-ale nie wspominał że nie masz biustu.
-To nie było miłe-powiedziałam.
-Przecież żartuję-zaśmiała się.-Mieszkam niedaleko-dodała.
-Serio?-spytał Ross.-może moglibyśmy się kiedyś we trójkę umówić?-spytał Ross i spojrzał na mnie.
-No pewnie-powiedziałam byłam cholernie zazdrosna.Chwilę jeszcze pogadaliśmy i potem poszliśmy do mnie.Siedziałam w moim pokoju i czekałam na Rossa który szukał jakiegoś filmu.
Po kilku minutach wrócił z "Silent Hill".Położył się obok mnie i objął.Film był niesamowity!.Dalej źle się czułam Ross okrył mnie kocem.
-Kochanie zimno ci?-spytał bo się trzęsłam.
-Tak-chłopak położył mi rękę na czole.-Masz gorączke-powiedział.
-Co?-Ross poszedł do kuchni bo coś co zbije mi gorączke.Wrócił z rozgniecioną tabletką i szklanką soku.Jaki on kochany.Wzięłam to ohydztwo.Chłopak znów się obok mnie położył i mocno mnie przytulił.Przykrył mnie kocem.
-Chyba masz grypę-powiedział,pocałował mnie w czoło.
-Kochanie..-zaczęłam.
-Tak kotku?
-Czy ty nadal coś czujesz do Emily?
-Oczywiście że nie-powiedziałam.
-Kocham cię ale nie chcę cierpieć.-powiedziałam.
-Serio nie masz się czym martwić-powiedział.-Jestem twój.Przytuliłam się do niego jeszcze mocniej.
-Zostań.
-Zostanę nigdzie się nie ruszam.-powiedział.Zaczynałam zasypiać mu na rękach.Po chwili poczułam,że chłopak bierze mnie na ręce.Zaniósł mnie do pokoju i przykrył.Czekałam aż się umyję.Wreszcie pojawił się w moim pokoju.Pocałował mnie i szepnął "dobranoc".Przytuliłam się do niego i zasnęłam.
*********************************************
Siemacie!
Jest i rozdział co myślicie??
Mi się nie podoba jest jakiś no nwm.
Piszcie co myślicie!
Aha i chciałabym wam podziękować za..
12.717 wejść.
Kocham was!!!!!!
Mrs.Lynch <3



niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 20.

Jeżeli nie lubisz wątków "erotycznych" nie czytaj!!!                                                                       
                                                                            ~Laura~
Dzisiaj wychodzę ze szpitala.Ross był przy mnie przez cały czas.Walczyłam tylko dla niego.Już 12..dlaczego nikogo jeszcze nie ma?Kto mnie odbierze?O dziwo to nie Shane przyniósł mi wypis.A codziennie on do mnie zaglądał.Co jest?-Moje przemyślenia przerwał lekarz który przyszedł do mnie z wypisem.
-Panienka Marano?-spytał.
-Tak to ja-powiedziałam i z uśmiechem na ustach podpisałam świstek.-Przepraszam gdzie jest doktor Gray?-spytałam lekarza o Shanea.
-Emm...-powiedział-Wziął wolne!-krzyknął-Źle się czuł.
-Aha-Czekałam na Rossa..albo na kogo kolwiek kto by mnie odebrał do 13:00.Jak widać wszyscy mają mnie gdzieś.-pomyślałam.Postanowiłam,że pójdę zobaczyć do Vanessy co tam z Shanem.On się mną opiekował cały czas w szpitalu więc na pewno się ucieszy że zajrzałam.Kiedy dotarłam do domu Vanessy zapukałam do drzwi.Pukałam ale nikt nie otwierał.Dziwne pomyślałam...No trudno idę do Rossia-pomyślałam.Minęłam mój dom i poszłam do domu Rossa.Zapukałam..tu też nikt nie otwierał!Co jest!?Zadzwoniłam do Caluma-nieosiągalny,Raini też!O co tu chodzi?Zrezygnowana poszłam do domu.Zrobiłam sobie coś do jedzenia i usiadłam przed telewizorem.Pogrzebałam w płytach i znalazłam horror "The Ring".Obejrzałam dwie części ale horrorem bym tego nie nazwała.Potem znalazłam jeszcze komedię "spadaj tato".Zajęłam się oglądaniem filmu.Był niezły dziewczyna zdradzała narzeczonego z własnym bratem!.Kiedy film się skończył dostałam sms od Kevina: "Lau chodź na plan muszę ci koniecznie coś przekazać".Po chwili odpisałam "spoko niedługo będę"-krótko,zwięźle i na temat!-pomyślałam.Trochę się ogarnęłam.Po po kilku godzinach przed telewiorem i jedzeniu lodów czekoladowych wyglądam prawie jak Samara z tego niby "horroru".Wyszłam z domu i idąc na skróty poszłam na plan.Dziwne ciemno.Zaczęłam pukać do drzwi.Nikt nie otwierał złapałam za klamkę.Było otwarte.Weszłam do środka.
-Kevin???-spytałam.-Heath??-Nagle światło się zapaliło a ja usłyszałam "Niespodzianka"!!!!!!!
Byli tam wszyscy cała rodzina Rossa,Ellington,Calum,Raini,Shane i Vanessa,Kevin i Heath.No i Ross.
-O matko co się dzieje?-spytałam.
-Zrobiliśmy ci małą imprezkę-powiedział Riker.
-Tak i kto jest za to odpowiedzialny!!!!!!!!!!!!!-krzyknęłam z radości.
-To Ross-powiedziała Vanessa.
-Zrobiłeś mi przyjęcie niespodziankę?-spytałam i podeszłam do chłopaka.
-No pewnie-powiedział.
-Jesteś mega słodki-powiedziałam i przytuliłam go.-Dziękuję-cmoknęłam go w policzek.
-Brianna nam pomagała-powiedział Rocky.
-Chcę żebyś mnie polubiła-powiedziała.
-Lubię cię jesteś spoko-powiedziałam i przytuliłam ją.
-Mamy coś dla ciebie-powiedziała Delly.Rodzeństwo Lynch weszli na scenę i zaśpiewali swoje hity mniej więcej."LOUD" "PASS MY BE" .Ich koncert trwał do 22:00.Impreza były nieziemska!!!!!!!!.Nie pamiętam kiedy ostatnio aż tak fajnie..fajnie??Zajebi**cie się bawiłam!.Ale tego się nie spodziewałam.Po koncercie Ross zwołał jeszcze swój zespół na scenę.Zaczął grać na pianinie i powiedział: "Ta piosenka jest o dziewczynie na której bardzo mi zależy".Chłopak zaczął śpiewać:
Odłożyłem dziś telefon..
Po raz pierwszy coś się wydarzyło.
Głęboko w środku..
Coś we mnie pękło..poruszyło mnie...
Ponieważ możliwość...
Że poczujesz kiedyś do mnie to co ja do ciebie...
To za dużo..po prostu zbyt wiele..
 
Dlaczego uciekam od prawdy?
Myślę tylko o tobie.!
Zahipnotyzowałaś mnie!
Tak oczarowałaś...
I po prostu muszę wiedzieć..
 
Czy kiedykolwiek myślisz..
Gdy jesteś całkiem sama..
Kim moglibyśmy dla siebie być??
Gdzie by nas to zaprowadziło??
Zwariowałem czy zakochałem się???
A może to po prostu kolejne zauroczenie??
Łapiesz oddech...
Kiedy na ciebie spoglądam...
Czy się powstrzymujesz?!
Tak jak ja??
Ponieważ próbuję i próbuję zapomnieć.
Ale to uczucie nigdy nie przemija!!!
Nigdy nie przemija!!!
 
Czy przeszło ci przez myśl???...
Gdy spędzamy ze sobą czas dziewczyno..
To,że jesteśmy dla siebie tylko przyjaciółmi..
Czy łączy nas coś więcej??
Widzisz musimy skorzystać z tej szansy!
Bo wierzę że moglibyśmy to przeobrazić w coś co trwało by wiecznie!
Wiecznie!!
 
Czy kiedykolwiek myślisz??
Gdy jesteś całkiem sama..
Kim moglibyśmy dla siebie być??
Gdzie by nas to zaprowadziło??
Zwariowałem czy zakochałem się???
A może to po prostu kolejne zauroczenie??
Łapiesz oddech..
Kiedy na ciebie spoglądam...
Czy się powstrzymujesz?!
Tak jak ja??
Ponieważ próbuję i próbuję zapomnieć.
Ale to uczucie nigdy nie przemija!!!
Nigdy nie przemija!!!
 
Dlaczego uciekam od prawdy??
Myślę tylko o tobie.!
Zahipnotyzowałaś mnie...
Tak oczarowałaś..
I po prostu muszę wiedzieć..
 
Czy kiedykolwiek myślisz??
Gdy jesteś całkiem sama..
Kim moglibyśmy dla siebie być??
Gdzie by nas to zaprowadziło??
Zwariowałem czy zakochałem się??
A może to po prostu kolejne zauroczenie?
Łapiesz oddech..
Kiedy na ciebie spoglądam.
Czy się powstrzymujesz?!
Tak jak ja??
Ponieważ próbuję i próbuję zapomnieć.
Ale tu uczucie nie przemija!
Nie przemija..
Nie przemija..
Ross skończył śpiewać.Wszyscy nagrodzili go oklaskami.A ja....czułam jakby on ją śpiewał dla mnie..Sama nie wiem dlaczego.Poszłam na ladę "sonic bomma" i usiadłam na niej.Po chwili podszedł do mnie Ross.
-Lau?-spytał.
-Tak.
-Miałabyś ochotę na spacer w świetle księżyca?-spytał.
-Tak.
-Co?!!!!!-krzyknął-Nic nie słyszałem muzyka jest za głośna.
-Jasne!!!!!!!-krzyknęłam.Wyszliśmy z tego hałasu.Poszliśmy na spacer.Było tak romantycznie....księżyc i gwiazdy tak pięknie świeciły...Dookoła cisza..Nie było słychać zupełnie nic a nic.Jednak Ross był jakiś dziwny.
-Hej co ci jest?-spytałam.
-Co??-spytał.-Wszystko ok.
-Na pewno?-spytałam.
-Tak jasne.
-Czekaj-zaczęłam-To miało być tak jasne! czy taaakkk jasne.?
-Powiedz mi lepiej co z tobą-zaśmiał się-boli cię jeszcze głowa?-spytał.
-Czasami-powiedziałam i westchnęłam.
-Co tak wzdychasz?-zaśmiał się.
-Uwielbiam nocne spacery-powiedziałam-Zobacz jak romantycznie..tak pięknie i cicho.Spacerowaliśmy długo..Ross odprowadził mnie pod sam dom.Chwilę jeszcze staliśmy przed moim domem.
-Jakie jest twoje marzenie?-spytał nagle.
-Znal..
-Oprócz tego-przerwał mi.
-Chciałabym pojechać z chłopakiem do tajlandi..-rozmarzyłam się-spędzić tam z nim piękne chwile.
-Twoje marzenia się spełnią zobaczysz-powiedział i cmoknął mnie w policzek.-Zmarzłaś?-spytał.
-Tak zimno mi -powiedziałam.Ross sciągnął swoją bluzę i włożył ją na mnie.
-Lepiej-spytał i znów mnie pocałował.Tym razem jego twarz była zbliżona do mojej.
-Tak o wiele-powiedziałam i pogładziłam dłonią jego policzek.Potem zahipnotyzowały mnie jego śliczne ciemne oczęta.Zaczęliśmy się do siebie zbliżać...Był tak blisko że czułam jego oddech widziałam tylko jego oczy..i słyszałam jak biło mu serce..On stał chwilę w niepewności.Byłam już wtedy pewna że coś do mnie czuję!Uśmiechnęłam się do blondyna..on do mnie rówież.Sama nie wierzyłam w to co się stało ale...Ross wbił się w moje usta.Połączył nas szczery i pełny pożądania pocałunek.Nigdy czegoś takiego nie czułam.Całowaliśmy się długo bo oderwaliśmy się od siebie dopiero wtedy kiedy zabrakło nam powietrza w płucach.
-Kocham cię-powiedział.Pierwszy raz w życiu usłyszałam coś takiego od chłopaka.
-Naprawdę?-spytałam.
-Najbardziej na świecie-tu znowu wbił się w moje usta tym razem jeszcze bardziej się wczuwając.Po 3 minutach odkleiliśmy się od siebie.
-Ja ciebie też-powiedziałam-Pragnę cię bardziej niż czego kolwiek.-powiedziałam i znów go pocałowałam.On przeniósł się na moją szyję.
-Będziesz moją dziewczyną?-spytał.
-Oczywiście że tak..-powiedziałam i znów go pocałowałam-Bardzo tęskniłeś?
-Jak nigdy-powiedział.
-Wiesz co?-spytałam i spojrzałam w jego piękne oczy.-Kiedy śpiewałeś tamtą piosenkę-zaczęłam-Przez cały czas czułam jakbyś śpiewał o nas.
-Bo tak było-powiedział.
-Nie chcę się z tobą już rozstawać-powiedziałam.
-Ja też nie-powiedział i mocno mnie do siebie przytulił.-Kochanie mogę u ciebie zostać?
-Kochanie..-rozmarzyłam się-Na noc...????
-No tak-powiedział.
-Wiesz..-zaczęłam-jesteśmy razem....nie będziecie cię korcić żeby pójść ze mną do łóżka.?
-Laura..-zaczął.Oderwał się lekko odemnie tak że patrzył mi w oczy.-Ja cię nie będę do tego zmuszał.
-Serio?
-Myślę że Seks..-zamyślił się-To poważna sprawa i powinniśmy to zrobić dopiero kiedy będziemy na to gotowi-dodał.
-Ciesze się żę tak myślisz-powiedziałam.
-Jedyne czego chcę to położyć się z moją ukochaną i zasnąć-powiedział i pocałował mnie.
-Chodź-powiedziałam.Poszliśmy do mnie i zaczęliśmy oglądać "Titanica".Film zszedł na drugi plan bo my woleliśmy się poprzytulać.Sama nie wiem czemu ale usiadłam na nim okrakiem.Zaczęliśmy namiętnie się całować.Chłopak pieścił moją szyję.Zaczęłam ściągać z niego koszulkę.
-Czekaj stop-powiedział-Na pewno tego chcesz?
-Tak-powiedziałam przekonująco.
-Jesteś pewna-powiedział-Dopiero się zeszliśmy.
-Oczywiście-powiedziałam.Znów zaczęliśmy się całować.Ściągnęłam z niego koszulkę on to samo zrobił z moją.Czułam w spodniach Rossa wybrzuszenie.Zaczęłam lekko się na nim poruszać,aż te wybrzuszenie było coraz większe.
-Nie tutaj-powiedział Ross.Po kilku sekundach byliśmy u mnie w pokoju.Chłopak całując mnie po szyji niepewnie zdjął mi stanik.Po kilku minutach byliśmy zupełnie nadzy.Położyłam się nałóżku i rozkraczyłam lekko nogi.Ross zbliżył się do mnie.
-Jesteś pewna?-spytał.
-Tak-powiedziałam-Wierzę że będziesz delikatny.Chłopak po chwili wszedł we mnie.Poczułam duże podniecenie.Blondyn przytulił się do mnie i stale mnie całując poruszał się raz szybciej raz wolniej.Tak było przez 3 godziny.Kiedy było już po wszystkim Ross położył się a ja przytuliłam się do jego torsu.
-Nie za szybko to zrobiliśmy?-spytał lekko dysząc.
-Mam rozumieć że żałujesz?-spytałam.
-Nie o to mi chodziło-powiedział i pocałował mnie.-Byłem delikatny.
-Nawet za bardzo-powiedziałam-Nic nie poczułam...żadnego bólu.
-Mówili że już się nie obudzisz-powiedział-Zdarzył się cud.
-Jestem zmęczona-powiedziałam i wtuliłam się w niego mocniej.Chłopak pocałował mnie w czoło i po chwili oboje zasnęliśmy.Szczęśliwi z tej całej sytuacji...
*****************************************************
Siemanko 0_o
Ale odwaliłam rozdział XD.
Cieszycie się???
Bo ja taaaak <333333
Sorry że taki krótki postaram się dodać następny dłuższy.
Mrs.Lynch ;D

 


sobota, 4 stycznia 2014

Rozdział.19.

2.tygodnie później~
                                                                               ~Ross~
Minęły dokładnie dwa tygodnie odkąd Laura,miała ten tragiczny wypadek...Nie mogłem nazwać tego wypadkiem ktoś chciał ją zabić wiem to...Dlatego też złożyłem zawiadomienie policji.Nie wiem ile osób było w to zamieszane ale dowiem się wszystkiego!-pomyślałem.Mam teraz dużo problemów a jakby tego było mało..stan Lau znacznie się pogorszył.Dziewczyna wypluła kawałek płuca.Strasznie przy tym krwawiła a do tego nie może jeszcze sama oddychać.Jakby tego było mało jest w śpiączce.Od jakiegoś czasu ma przetaczaną krew.Na szczęście ja byłem dawcą krwi.A nie ktoś obcy.Vanessa jest w kompletnym załamaniu.A ja..mam taką depresję że muszę chodzić do psychiatry.W ten sam dzień w którym miała atak..wróciłem do domu.Zamknęłem się w pokoju..nie jadłem..nie piłem..nie mówiłem i nie wychodziłem przez 8 dni.Dla mnie świat przestał istnieć.Laura jest dla mnie wszystkim nie wiem co zrobię kiedy ją stracę.Nie wolno mi tak myśleć..-krzyknąłem w myślach i spojrzałem na śpiącą Lau.Ten widok mnie bardzo bolał.-Wróć do mnie Lau-powiedziałem  ścisnąłem jej dłoń-Tak bardzo cię kocham.-W tej chwili na monitorze mierzącym jej tętno...zapadła jedna pozioma kreska.Maszyna Zaczęła piszczeć.
-Shane!!!!!Ludzie!!!!!!!!!!!!!!!!!!-wrzeszczałem-Wpadli do sali.Podłączyli ją do prądu i zaczęli reanimować.Po kilku sekundach jej serce znów zaczęło bić.Shane wyszedł z sali i spojrzał na mnie oraz całą moją rodzinę łącznie z Vanessą Ellem i Calumem oraz Raini.
-Co się dzieje?-spytałem.
-Właśnie mów!-krzyknęły Rydel i Vanessa.
-Laura..-zaczął Shane-Ona się już nie obudzi..-powiedział ze łzami w oczach.-umrze dajemy jej rok.
-Co?!-krzyknęliśmy wszyscy.
-Najwyżej 2-3 lata.Vanessa znowu zemdlała a ja stałem z resztą jak słup.Zabrali Van do innej sali i przyłożyli jej lód do czoła.
-Ale to pewne że się nie obudzi.??-spytałem.
-Szanse na to że przeżyję są takie jak..-zaczął-no nie wiem jak szansa na to,że wsadzisz arbuza w dziurkę od nosa.-powiedział... po jego policzkach pociekły łzy.Mama i reszta rodziny zaczęli wyć.Nawet Riker i Rocky.Kiedy do mnie dotarło że ona się już nie obudzi.Nie wytrzymałem i wiedziałem co zrobić.Pobiegłem na stary most w Miami.Stanąłem na barierce.Świadomość tego,że Laura umrze...zabijała mnie wewnętrznie.Kiedyś dała mi połówkę srebrnego serca.Miałem ją przy sobie.Złapałem za łańcuszek i wyszeptałem."Kocham cię Lau".Rozłożyłem ręce i skoczyłem,ale po kilku sekundach zorientowałem się że wcale nie lecę.
-Ross nie !!!!!!-spojrzałem w górę i widok który zobaczyłem zszokował mnie bardziej niż co kolwiek.To była Brianna-Ross pozwól się wciągnąć porozmawiajmy.
-Puść mnie Lau jest w szpitalu umiera!-powiedziałem.
-Wiem Ross ja wszystko wiem-powiedziała.
-Jak to wiesz?
-Pozwól się najpierw wciągnąć bo nie dam rady cię dłużej trzymać-powiedziała ze łzami w oczach-Proszę cię.-Podałem jej drugą rękę.Dziewczyna wciągnęła mnie na górę.
-Skąd o tym wszystkim wiesz.?!
-Ross to długa historia.-zaczęła ale przerwałem.
-Mam czas!.
-Dylan i Maia chcieli się jej pozbyć-zaczęła-Dylan próbował ją zgwałcić-popłakała się-A potem podpalił salon Vanessy...-mówiła a ja wsłuchiwałem się w tę historię z zaciekawieniem-Oni zrobią wszystko rozumiesz?!Maia wepchnęła ją pod koła a Dylan..potrącił.
-Zabije skur***syna!!!Ja pierdo**le!-przeklinałem.-Kur**a mać mogłaś to powiedzieć wcześniej!!!!!!!-powiedziałem i popłakałem się.-Laura umiera!Nie dają jej szans na przeżycie!
-Chciałam zerwałam z nim ale on mnie bił i szantażował-powiedziała.
-Co?-blondynka podniosła bluzkę a na jej brzuchu było dużo siniaków a na plecach...coś okropnego.
-Gdzie on jest?-spytałem.
-Ukrywa się w starej fabryce tytoniu za miastem-powiedziała-razem z nią.
-Musimy iść na policję-powiedziałem.-Zaczęłem iść na posterunek.
-Ross..-zaczęła-Byłam idiotką..on mnie zmienił nie wiem dlaczego śmiałam się z Laury..bo co bo jest dziewicą?-powiedziała-Żałuję teraz że miałam z nim swój pierwszy raz.-dodała-Proszę wybacz..wybacz mi...-Podszedłem do blondynki i spojrzałem w jej oczy.
-To nie podstęp?
-Nigdy w życiu-powiedziała a w jej oczach ujrzałem szczerość.Coś we mnie pękło...ona chyba naprawdę bardzo tego żałuje-Przytuliłem ją.Ona popłakała się jeszcze bardziej.
-Ja ci wybaczam..-powiedziałem-Jeżeli Laura przeżyję..ona zadecyduję czy ci wybaczy....
Miesiąc później....
                                                                            ~Ross~
-Przed ogłoszeniem wyroku zarządzam 15-minutową przerwę-oznajmił sędzia.Siedziałem cały zdenerwowany na sali,obok Brianny mojej nowej kumpeli która jest po mojej stronie.
-Z lau jest lepiej prawda?-spytała nagle.
-Tak jestem taki szczęśliwy-powiedziałem-Zaczęła sama oddychać jest z nią wszystko dobrze..ale nadal jest śpiączce-posmutniałem.
-Nie martw się ona z tego wyjdzie.-powiedziała-zobaczysz jeszcze będziecie razem.
-Obyś miała rację.-powiedziałem i się do niej uśmiechnąłem-Bardzo mi pomogłaś Briz.
-Wiem..ale ta ksywa jest słodka-powiedziała-Chciałabym żeby Lau mi jeszcze kiedyś wybaczyła a ten dupek i ta dziwka..-przeciągnęła-niech zdechną w pierdlu.
-Jesteś okrutna.-zaśmiałem się.
-Ja??-spytała ironicznie.-A kto wybił Dylanowi 3 zęby,podbił oko,połamał 4 żebra i lewą rękę?-spytała.
-Zabiłbym go gdyś mnie nie powstrzymała.-trąciłem ją w ramię.
-Jeszteś szatnę-zaśmiała się.Rozmawialiśmy jeszcze kilka minut aż na salę wszedł sędzia.Zapadł wyrok.
-Za próbę zabójstwa oraz gwałtu na pannie Laurze Marie Marano-zaczął-Oraz za szantaż i stałe znęcanie fizyczne oraz psychiczne na pannie Payne..a także za handel narkotykami..podpalenie zakładu fryzjerskiego panny Lawrence (to nazwisko Jennifer,kumpeli van) oraz panny Vanessy Marano....-zamilkł na kilka sekund-Sąd skazał Dylana Walleca na karę dożywotniego pozbawienia wolności.-nie dało się opisać mego szczęścia-A pannę Maię Mitchell za współudział w wybrykach pana Walleca sąd skazał na karę 25 lat pozbawienia wolności.-dodał-O warunkowe zwolnienie będzie się pani mogła ubiegać po 17 latach.Razem z Brianną przekazaliśmy to mojej rodzinie oraz Vanessie.Wszyscy się cieszyli.Około 17:00 pożegnałem się z blondynką.Nie była jeszcze gotowa na to,żeby zajrzeć do Lau.Musiałem więc iść do niej sam.O 18:00 byłem na miejscu.Wszedłem do jej sali.Jak zwykle złapałem dziewczynę za rękę i mówiłem do niej.Opowiedziałem jej o wszystkim o wyroku i o Briannie.
-Lau wróć-powiedziałem-Nie wytrzymam już bez ciebie.-dodałem-Nie rozmawiałem z tobą od półtora miesiąca.!Proszę...wróć.-W tej chwili poczułem jakby jej ręka ścisnęła moją dłoń.I rzeczywiście tak było!Złapała moją ręke.
-Dalej Laura wróć!-krzyknąłem-Potrafisz!-Spojrzałem na jej twarz ścisnęła moją rękę jeszcze mocniej i otworzyła oczy!..
                                                                                 ~Laura~
Otworzyłam oczy.Widziałam przed sobą rozmazaną sylwetkę.Po chwili widziałam już wyraźnie pomarańczową koszulkę i blond czuprynę.
-Ross?-spytałam słabym głosem.
-Laura ty żyjesz boże!!!!!!!!-krzyknął i mnie przytulił.Pierwszy raz mogłam to odwzajemnić.Ross się popłakał ja z resztą też.
-Dziękuję że mnie nie opuściłeś-szepnęłam mu do ucha i pocałowałam go w policzek.
-Moja kochana-powiedział i przytulił mnie mocniej.Shane przyszedł wyprzytulał mnie i powiedział że jak wszystko będzie ok to wypuszczą mnie za tydzień do domu.Odwiedziła mnie też cała rodzina Lynchów oraz Ellington i Vanessa.Ross siedział u mnie do wieczora wpatrując się we mnie jak w obrazek.
-Co?-spytałam i posłałam mu promienny uśmiech.Chłopak zaczął gładzić ręką mój policzek.-Dziękuje że jesteś.
-Jestem-powiedziałem-A gdzie miałbym być?-Kiedy spojrzałam w jego oczy..nie mogłam się powstrzymać zaczęłam się do niego zbliżać..kiedy już mieliśmy się pocałować do sali weszła Brianna.
-Lau..-zaczęła-ja..
-Nie musisz nic mówić ja wszystko rozumiem-powiedziałam-Ross mi opowiedział.
-Czyli że..
-Wybaczam ci-powiedziałam-Nie chciałaś tego.-Dziewczyna przytuliła mnie.
-Przepraszam-powiedziała.Brianna musiała zaraz iść został u mnie Ross.
-Nie mogę uwierzyć że żyjesz.-powiedział.
-Cieszę się że tu jesteś-Chłopak chciał mnie pocałować ale znów przerwał nam tym razem telefon Rossa.Musiał już wracać.Przytuliłam go na pożegnanie nie chciałam go puścić.Ale niestety musiałam.Cały czas zastanawiałam się czy on na serio wziął to co mu powiedziałam.Wyznałam mu przecież miłość.Słyszałam jak powiedział "kocham cię".Ale czy on mówił prawdę.Tego nie wiem...Postanowiłam że nie będę dłużej o tym myśleć.Ważne że żyję..jeżeli on mnie kocha to mi to powie..Z tą myślą zasnęłam...
*************************************************
Siemanko ;D
Jak wam się podoba rozdział???
Lauruś się obudziła XD
Chciałabym żeby pod tym postem było 15 komentarzy!
Bardzo mi na tym zależy zostawicie koma pliss ;D
W następnym rozdziale wydarzy się coś pięknego!!
Ale tego wam nie zdradzę!
Strzałeczka!
Mrs.Lynch !! <333 ;D

                   

czwartek, 2 stycznia 2014

Rozdział 18.

                                                                            ~Ross~
Z karetki wybiegło dwóch mężczyzn.Odepchnęli mnie od Laury i zaczęli ją reanimować.Uratowali ją,ale muszą ją zabrać do szpitala.
-Muszę z wami jechać.!!!!!!-krzyknąłem.
-Nie możemy cię zabrać-powiedział i zamknął drzwi po czym odjechali.Wtedy darłem się w myślach "kur**a mać"!.Zwykle nie przeklinam ale to sytuacja awaryjna.Pobiegłem szybko do domu.Wleciałem do garażu i wsiadłem na motor.Jechałem bardzo szybko.Po kilku minutach dotarłem do "Miami Hospital".Wpadłem na izbę przyjęć.Zobaczyłem Laurę,wieźli ją na blok operacyjny.Biegłam za nimi Shane.
-Co z Lau?!!!-krzyknąłem i przycisnęłem go do ściany.
-Musimy operować!!-krzyknął ze łzami w oczach.Zrezygnowany usiadłem przed blokiem operacyjnym i myślałem co mam zrobić.Napisałem do Rydel,że Laura jest w szpitalu.Do Vanessy też musiałem napisać.Po 15 minutach siedzenia i wpatrywania się w ścianę,usłyszałem krzyk:
-Ross!-była to Rydel i cała moja rodzina-Gdzie jest Lau?
-Operują ją-powiedziałem.
-Płakałeś..-stwierdziła Delly.Blondynka przytuliła mnie.
-Co się stało?-spytał Rocky.Opowiedziałem im wszystko..ale pominąłem ten fragmęt w którym Lau wyznała mi miłość.Po chwili w szpitalu pojawiła się zrozpaczona Vanessa.Nie mogłem jej za nic uspokoić.Po 3 godzinach z sali operacyjnej wywieźli Laurę.Shane wyszedł z bloku z wyraźnie niepokojącą miną.
-Boże co z nią?-spytałem.
-Lau..ona-zacinał się.-Laura jest w krytycznym stanie....ma połamane 3 żebra stąd też te plucie krwią.-powiedział i popłakał się.-Ma stłuczoną czaszkę bardzo....-powiedział przełknął ślinę i dodał coś co mną wstrząsnęło-Jest..w śpiączce farmakologicznej..możliwe jest też to że straci pamięć krótkotrwałą...
-Co to znaczy?-spytała roztrzęsiona Vanessa.
-Dla niej...-zaczął-ona..ona będzie pamiętać tylko ostatnie 10 minut.Vanessa osunęła się na ziemię i zaczęła krwawić.Ja po prostu osunąłem się na ziemię i zemdlałem....Nie wiem ile dokładnie minęło od tego jak zemdlałem ale leżałem na łóżku szpitalnym i miałem do czoła przyłożony lód.Obok mnie na drugim łóżku leżała Van podłączona pod kroplówkę.
-Co się stało?-spytałem.
-Straciłeś przytomność.
-A co z tobą?-spytałem.
-Ja..-zaczęła-ja..ja poroniłam.-powiedziała i z jej oczu poleciały łzy.
-Co?-spytałem- boże tak mi przykro-powiedziałem po czym wstałem i przytuliłem ją.
-Laura leży na oddziale intensywnej terapii.-powiedziała.
-Co?!Na ojomie!!!!!-rozdarłem się.
-Ja jestem za słaba by iść i zobaczyć co z nią-zaczęła-ale ty idź-powiedziała-może Shane cię wpuści-dodała.Zostawiłem Vanessę samą i pobiegłem do Laury.Kiedy dotarłem tam gdzie leżała szatynka zastałem tam tylko Rydel i Dwójkę ludzi.Nie znałem ich.
-Delly co jest z Laurą?!!-krzyknąłem.
-Zostań tutaj i zaczekaj na Shanea-poprosiła-Ja pójdę zobaczyć co z Laurą.
-Ok-powiedziałem.
-Kim jesteś chłopcze?-spytał mężczyzna.
-Zależy kto mnie pyta-odpowiedziałem.
-Damiano Marano-przedstawił się i podał mi rękę-jestem ojcem Laury a to jej matka Ellen.
-Miło was poznać-powiedziałem-Ross Shor Lynch.
-Jesteś jej chłopakiem?-spytał mężczyzna.
-Niestety tylko przyjacielem-powiedziałem-Ale bardzo kocham pana córkę.
-Ona wie?-spytała Ellen.
-Nie-powiedziałem a z sali nr 3 .wyszedł Shane.
-Może do niej wejść tylko jedna osoba-powiedział,chciałem już wejść ale mnie zatrzymał-Nie Ross puść najpierw jej rodziców.
-Ale ja muszę!
-Będziemy tam tylko godzinę niedługo mamy samolot.-powiedziała Ellen.Nie chętnie ustąpiłem.Kiedy wyszli od Lau wybiła 3:20.Było już prawie nad ranem ale ja i tak do niej wszedłem.Ten widok był okrutny.Laura leżała z obandażowaną głową.Miała rozciętą koszulkę i na jej piersiach były po przyłączane elektrody które trzymały ją przy życiu.Na ustach miała inhalator,nie była w stanie sama oddychać.Usiadłem na krześle obok jej łóżka i złapałem ją za rękę.
-Nie odchodź Laura-szepnąłem-Zostań ze mną.-Nie możesz umrzeć.Jesteś częścią mnie!Każdym dniem-powiedziałem-Każdą z chwil.Nie wytrzymałem i popłakałem się.Siedziałem u Laury do rana.Usnąłem około 11:00 obudził mnie Shane.
-Ross van chciała do niej zajrzeć-powiedział-Idź do domu i się prześpij.Nie chętnie się zgodziłem i poszedłem do domu.Zastałem w salonie moją rodzinę.Wszyscy bardzo martwili się o Laurę.Opowiedziałem im jak ona się czuję.
-Dzisiaj przyjeżdża babcia Olivia.-powiedział Riker.
-Będę u siebie powiedziałem.-Nie miałem za bardzo co robić więc zacząłem brzdąkać coś na gitarze.Po dwóch godzinach zjawiła się u nas babcia.Zszedłem na dół się z nią przywitać i znów poszedłem do siebie.Położyłem się na łóżku i dałem upust moim łzą.Widziałem przed sobą zdjęcie:
To było w Flowers.South.W parku w Miami.-pomyślałem-W ten sam dzień w którym się w sobie zakochaliśmy.Boże nie zabieraj mi jej.Czy bym za nią tęsknił.Zabiłbym bym się z tej tęsknoty.Nie mógłbym żyć ze świadomością że jej nie ma.Znajdę tego kto to zrobił-przysięgłem-I zabiję go nawet jeśli za to odpowiem.W "cheetach beat" widziałem artykuł zatytułowany "Kto chciał zabić Laurę Marano?".Muszą o tym pisać nawet w gazetach?!Tęsknie za nim tylko kiedy oddycham,kiedy bije moje serce.Laura całe życie marzy o szaleńczej miłości.O chłopaku który zrobiłby dla niej wszystko..Który by ją całował i wielbił do końca dni.Ja nim jestem!-krzyknąłem.-Jeżeli ona do siebie dojdzie wyznam jej miłość.Będziemy wreszcie razem!.Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi.Chciałem już otrzeć łzy,ale nie ma nic złego w tym że mi jej brakuje-pomyślałem i nie otarłem oczu.
-Proszę-powiedziałem drżącym głosem.Do mojego pokoju weszła babcia olivia.
-Wiem już o twojej przyjaciółce-powiedziała i weszła do mojego pokoju,zamknęła drzwi usiadła obok mnie i mocno mnie przytuliła.-O kochanie..
-Tak bardzo ją kocham-powiedziałem-cholernie za nią tęsknię.
-Wiem kochanie wiem-powiedziała-To ona?-spytała i spojrzała na zdjęcie które trzymałem.
-Tak.
-Jest piękna-powiedziała-Śliczna.
-Wiem-powiedziałem-A jej oczy...porażające..-zaczęłem-kiedy pomyślę że mogę ich więcej nie zobaczyć...
-Nie wolno tracić nadzieji.
-Wiem-powiedziałem.
-Ross-zaczęła i wyjęła coś z kieszeni-Podjęłam decyzję.
-Co?
-Mam już 89 lat-powiedziała-Nie długo umrę..-dodała-Ten pierścionek jest w naszej rodzinie od 200 lat-powiedziała i pokazała mi złotą obrączkę z napisem "Love is everything" .-Jeżeli ją kochasz..i wiesz że jest miłością twojego życia-mówiła-idź do szpitala załóż go jej i powiedz,że ją kochasz-powiedziała-może cię usłyszy.-dodała.
-Serio mogę?
-Jesteś najdoroślejszy z całego twojego rodzeństwa daj go jej-powiedziała i wyszła.Poszedłem najpierw do kościoła.Uklęknęłem przed krzyżem i płakałem mówiąc "boże nie zabieraj jej".Poszedłem do Lau.Wszedłem do jej pokoju i usiadłem przy niej łapiąc ją za rękę.
                                                                        ~Narrator~
-Hej-przywitał się Ross łapiąc dziewczynę za rękę-Nie mam pojęcia czy mnie słyszysz ale..-zaczął-mam coś dla ciebie.To pierścionek mojej babci-powiedział-Kazała żebym dał go kobiecie którą będę wielbił do końca życia.-powiedział-nie zastanawiając się daję go tobie-powiedział i założył dziewczynie pierścionek na palec.Przytulił jej dłoń do swojej twarzy.Laura czuła wszystko co robił chłopak ale bardzo słabo go słyszała.Usłyszała jednak najważniejszę-Kocham cię Laura-powiedział.Szatynka poczuła że łzy blondyna spływają po jej dłoni.Chciała coś powiedzieć ruszyć się albo obudzić ale nie mogła.Była za bardzo "poturbowana" żeby cokolwiek zrobić.Ross mówił do Laury cały czas.Dziewczyna słyszała niektóre rzeczy dobrze.A niektóre mniej.Ross siedział u Laury do 1:00 w nocy.Potem pielęgniarki zmusiły go do wyjścia.Zrezygnowany poszedł do domu.Napisał po drodzę do Kevina co się stało z Laurą i drugi sezon rozpoczną nagrywać kiedy Lau do diebie dojdzie.W szpitalu byli jeszcze Raini i Calum,którzy wybłagali wizytę u Laury.Dowiedzieli się o wszystkim od Rydel.Ross położył się spać.Śniąc o tym że on i Laura jeszcze kiedyś będą razem.I nic ich nie rozdzieli....
*************************************************
Aloszka aniołki ;*
Jak wam się podoba rozdział???
Po pierwsze dodałam już dzisiaj.!
Tak wyszło wena była XD
Popłakałam się przy pisaniu końcówki ^-^
Bardzo mi zależy na komentarzach więc..
Jeśli rozdział was poruszył zostawcie komentarz.
Plossęę ;D
No nic to ja spadam.<333

Mrs.Lynch <333! ;D

środa, 1 stycznia 2014

Rozdział 17.

                                                                         ~Laura~ 
Nie mogłam w nocy spać.Zasnęłam dosyć szybko,ale miałam problemy ze snem.Spojrzałam na zegarek 2:13.Boże,daj mi już spać-pomyślałam.Jedyne czego teraz chcę to przytulić się do Rossa.Nie zasnę dzisiaj sama!To pewne-pomyślałam.Muszę do niego zadzwonić.Wzięłam do ręki smartfona i wybrałam numer Rossa.Po kilku sygnałach odebrał.Ledwo się z nim dogadałam bo był bardzo zaspany.Czekałam na Rossa ledwo 5 minut.Wszedł do mojego domu.
-Co się stało?-spytał.
-Wiesz...emm-zacinałam się co miałam powiedzieć "prześpisz się ze mną?"-Ja..
-Choć do łóżka-powiedział i pogłaskał mnie po policzku-Zostanę wystarczyło powiedzieć.
-Nie wiedziałam jak mam zacząć.-wyznałam.Poszłam z Rossem do sypialni.Chłopak po chwili pojawił się w sypialnie i na mój widok tylko się uśmiechnął.
-Co?-spytałam.
-Nawet roztargana wyglądasz ślicznie-znowu posłał mi ten zniewalający uśmiech.Blondyn zdjął spodnie i położył się obok mnie.Po chwili przykrył mnie kołdrą.Nie wiedziałam czy mam się do niego przytulić więc się odwróciłam.
-Nie przytulisz się do mnie?-spytał.
-A mogę?-spytałam.
-Chodź tutaj głupku-powiedział i mnie przytulił.Kiedy tak tulił mnie do swojego gołego torsu pomyślałam "nikomu cię nigdy nie oddam jesteś tylko mój.".Zamknęłam oczy i odleciałam.
Następnego dnia:
                                                                        ~Laura~
Budząc się czułam że się do kogoś tulę.Wystraszyłam się ale gdy poczułam zapach Rossa,i zauważyłam blond włosy wtuliłam się w chłopaka mocniej.
-Już nie śpisz?-spytał.
-Nie-powiedziałam-O boże jak twoja ukochana będzie mieć dobrze.
-Co?-spytał i zaśmiał się.
-Jesteś taki czuły-powiedziałam-będziecie się kochać do rana.
-Która kobieta dałaby radę kochać się do rana???-spytał.
-Tak która nie miałaby dość twoich pieszczot.-powiedziałam.Leżeliśmy tak jeszcze dobre pół godziny aż zaburczało mi w brzuchu.
-Ktoś tu jest głodny-zaśmiał się.
-Nic przed tobą nie umknie-powiedziałam.Wstaliśmy i ubraliśmy się.Po kilku minutach wybraliśmy naleśniki.Ross miał zrobić masę a ja miałam zrobić resztę.
-Lau podasz mi mąkę?-spytał.
-No jasne-powiedziałam.Wyjęłam mąkę z szafki.Niestety jestem ciamajdą więc się potknęłam a cała mąka wylądowała na Rossie.
-Och Lau..misiaczka!-powiedział.
-Co nie?!!!!!!!!!!!!!!-zaczęliśmy rzucać się mąką i jajkami.Upadłabym ale blondyn mnie złapał zaczęliśmy się do siebie zbliżać.Czułam na sobie jego oddech..nasze usta już prawie się stykały...ale zadzwoniła mama Rossa.W tamtej chwili pomyślałam "Ja pier**ole niech to szlak!!!!!!!!!".Ross też był wkurzony,było to po nim widać,odebrał telefon.Jego mama zaczęła się wydzierać że się martwiła bo nie było go w nocy.Chłopak jej wszystko wytłumaczył i jego mama się uspokoiła.
-Chodź musimy tu posprzątać-zaśmiał się.
-I iść się umyć-dodałam z uśmiechem.Kiedy już to zrobiliśmy razem z Rossem zrobiliśmy sobie śniadanie tym razem jak "ludzie".Obejrzeliśmy jeszcze 3 filmy.Potem poszliśmy na spacer.
                                                                                ~Maia~
-Dylan!-krzyknęłam gdy zobaczyłam go siedzącego na ławce z Brianną.-Widziałeś to?-spytałam rzucając w niego nowym wydaniem magazynów "byou",oraz "glamoholic".
-Że co?!!!!!-rozdarł się kiedy zobaczył Lyncha na okładce.-Chyba pora wcielić w życie nasz szatański plan-powiedział-Próba gwałtu nie pomogła,tym razem nie ma zmiłuj się-dodał.
-Nie za daleko się posuwacie?-spytała nagle Brianna.
-Nie-powiedział zdecydowanie Dylan.
-Słuchaj chyba przejrzałam na oczy-powiedziała nagle-Jesteś potworem z nami koniec-powiedziała-Powiem Rossowi co chcesz zrobić.-Dylan złapał ją za ręke-puść to boli..-powiedziała.
-Tylko spróbuj..-zaczął Dylan-Zniszcze cię-dodał.Brianna uciekła.
-Będziemy musieli czekać na moment aż ta suka będzie sama-zwrócił się do mnie.
-Jak to zrobimy?-spytałam.
-Jeszcze nie wiem..coś wymyślę-powiedział.
                                                                             ~Laura~
Na tym spacerze,cały czas jakieś dziewczyny flirtowały z Rossem.Zaczęlam je aż od niego odpychać.Byłam cholernie wkurzona.!Szłam w szybkim tempie pierwsza przed Rossem.Chłopak krzyczał za mną ale ja miałam go głęboko gdzieś.Byliśmy dzisiaj jeszcze na planie.Więc dzień zleciał szybko i nim się zorientowałam wybiła 22:10.
-Laura stój!!-dogonił mnie i szarpnął.-O co ci do cholery chodzi?-spytał-Jesteś zazdrosna?
-Najpierw to akcja w kuchni,gdzie próbowałeś mnie pocałować-powiedziałam-A teraz co?
-Co że co?
-Widziałam jak z tobą flirtują a ty nie robisz nic żeby je powstrzymać!-wrzasnęłam.
-Dlaczego miałbym?-spytał.
-Daj mi spokój!-wrzasnęłam i odeszłam.
-Skoro byłaś zazdrosna to może coś do mnie czujesz co?-spytał.
-Nie wal się!-ostro się z nim pokłóciłam.-Myślałam że ci na mnie zależy-powiedziałam i odwróciłam się.-Ale byłam głupia.-Na twarzy Rossa malował się wyraz przykrości.
-Lau..
-Wiesz co zapomnij o mnie!-krzyknęłam i podeszłam do niego-Jutro składam rezygnację z roli-powiedziałam-Bo nie mam ochoty cię więcej widzieć!.
-Co ja ci takiego zrobiłem!!!!?-spytał.
-Co mi zrobiłeś?-spytałam patrząc mu w oczy.-Myślałam że coś do mnie czujesz.
-Ja cie..
-Boże czemu jestem taką idiotką?-spytałam.-Jesteś okropny.
-Ja?-spytał-To ty jesteś walnięta!-za to oberwał odemnie z liścia.
-To będzie ostatnie co ode mnie usłyszysz..-zaczęłam-Nie nawidzę cię.-Zostawiłam go przed domem samego a sama poszłam przed siebie.Musiałam ochłonąć.Poszłam na spacer.Przechadzałam się uliczkami Miami.Czułam się obserwowana.Bałam się,ktoś mnie śledził i to na 100 %.Co teraz?-pomyślałam.Pokłóciłam się z Rossem.Czy on odbierzę?Postanowiłam zaryzykować i zadzwonić.
                                                                         ~Ross~
Leżałem w pokoju na łóżku i brzdąkałem "not a love song" na gitarze.Nagle usłyszałem telefon a na wyświetlaczu napis "Lau <3" .Przez chwilę zastanawiałem się czy odebrać.Nie odebrałem.Telefon zaczął grać drugi raz znów nie odebrałem.Ale zaraz..Lau jest sama włóczy się po nocy co jak coś się stało?-pomyślałem-Fakt oberwałem od niej po twarzy,pokłóciłem się z nią i wyzwałem od walniętych,ale ją kocham.Telefon znów zadzwonił tym razem odebrałem.
                                                                        ~Laura~
Ross odebrał!
L:Ross musisz mi pomóc!
R:Lau?Gdzie jesteś co się dzieje?
L:Chyba ktoś mnie śledzi.
R:Gdzie jesteś?
L:Na Wall.Street 34.-zza zakrętu wyjechał rozpędzony samochód.-Proszę poś..-nie zdążyłam dokończyć bo ktoś wepchnął mnie pod koła....
                                                                         ~Ross~
Usłyszałem jej krzyk i pisko opon samochodu.Zerwałem się na równe nogi i zbiegłem na dół.Wyleciałem z domu jak petarda,potrącając przy tym mamę z zakupami.Zaczęłem biec na Wall.Street biegłem dobre 5 minut w tym samym tempie.Znalazłem Laurę...Leżała na ziemi.Kiedy do niej podbiegłem zauważyłem plamę krwi.
-laura!!!!!!-krzyknęłem kucnąłem przy niej i podniosłem jej głowę.Żyła ale bardzo krwawiła jej głowa.Dusiła się i pluła krwią.Zadzwoniłem po karetkę
-Ross..-zaczęła słabym głosem-Skoro..to ..j.już ko..kon-niec-mówiła z teudem-Wiem że...mo..mogę ci..ci t..to powie..dzieć.
-Co ty mówisz?-zaczęłem ją głaskać po włosach które były posklejane krwią.
-Kocham cię-powiedziała-Jesteś..dl..dla mn..mnie kim...kimś wię..cej niż..ty..lko przy..jaciel...em.-zacinała się i popłakał się.-Jesteś...mił..miłością mojego życia..-powiedziała i teraz to ja się popłakałem-Cie..szę się..że mog..łam...się ch..choć ra.raz nap..rawdę..zak...zakochać.
-Laura ja.
-Prze..praszam-wykrztusiła i zaczęła zamykać oczy-za..wszy..wszytko...-Laura straciła przytomność,zaczęłem wyć jeszcze głośniej.Szatynka krwawiła z każdą chwilą coraz bardziej trzymałem jej rękę na sercu.Zza rogu wyskoczyła karetka.Byłem w kompletnym szoku...
*************************************************
Cześć ;D
Pewnie sobie myślicie że jestem potworem.
Ale tak miało być!.
Rozdział dla Cherry Marano <3
Oraz Weroniki Grześlak <33
Cherry masz bloga?
Dawaj mi link w komie ;D
Tak się zastanawiam zabić Lau..czy nie??
Do bohaterów dodałam nową dziewczynę.
Ona dużo namiesza XD.
To mój pierwszy post w tym roku ^-^
No nic komentujcie!
Mrs.Lynch ^-^ ! ;*