poniedziałek, 17 lutego 2014

Info dla tych którzy nie chcą mnie opuszczać

Więc...hej wszystkim..
Skończyłam pisać tego bloga!
Jeżeli chcecie dalej ze mną być i mnie czytać...
Zapraszam tu------>http://hurtbylife.blogspot.com/
Blog wystartuję na początku marca.
Jeżeli Silence wyrobi się z szablonem....
Dziękuję wszystkim którzy mnie czytali !
Szczególnie sister i Cherry Marano.
Oraz osobom które nominowały mnie do liebster blog/awards
DO NAPISANIA!

Epilog.

(Rozdział 31 niżej)
Laura.
Gdyby ktoś kiedyś powiedział mi że w życiu aż tak mi się ułoży prawdopodobnie bym go wyśmiała.Ja i Ross mamy teraz 26 lat.A w naszym życiu pojawił się jeszcze ktoś...nasza mała Alex.Kiedy 3 dni po nocy poślubnej położyłam przed Rossem test ciążowy który był pozytywny myślałam,że chłopak mnie zostawi..ale tak się nie stało!.Jest moim mężem kochankiem i przyjacielem w jedym.Z Vanessą się pogodziłam.Ross nie zerwał również kontaktów z Alex.Jej imię ma też nasza 3 letnia córeczka.Alex i Olivera połączyła miłość przeprowadzili się do Miami,są chrzestnymi naszej małej.Nie zrezygnowaliśmy również z kariery.Dalej jesteśmy sławni..fani nas kochają.Mam cudowne życie..mimo tego że los postawił na naszej drodze dużo przeszkód.Niestety mogę mieć tylko jedno dziecko..miałam duże problemy z urodzeniem.Ale i tak cieszę się z tego że mam przy sobie ludzi którzy mnie kochają.I ludzi których kocham ja...
***********************************************
Koniec.

Rozdział 31.

Dedyk dla siostrzyczki ♥ Oraz Cherry Marano♥                                                              
                                                                        ~Narrator~
Ross kiedy tylko doleciał do Las Vegas znalazł jakiś hotel i wynajął pokój,zadzwonił do Alex i powiedział jej że dojechał spokojnie.Laura natomiast wróciła do domu i od razu pobiegła do sypialni po czym rzuciła się na łóżko padając w spokojny od kilku już tygodni sen.
Miesiąc później....
Ross szukał Laury w Las Vegas..potem w Hollywood,Pitsburgu Chicago a nawet w Nowym Jorku.Lecz nie znalazł jej nigdzie.Zrezygnowany wrócił do domu..Był tak przygnębiony,że nic nawet nie jadł..Laura była raptem 300 metrów od niego a jemu nie przyszło do głowy żeby pójść sprawdzić czy może wróciła.Do smutnego i zdołowanego Rossa zadzwoniła Alex.
A:Cześć Ross jak się czujesz?
R:A jak myślisz...?Nie wiem co mam zrobić..jej nigdzie nie ma nie mogła się rozpłynąć.
A:Wiem,że jest ci ciężko...współczuję ci Rossik.
R:Nie wiem co robić mam dość tego wszystkiego wiesz...
A:Płaczesz?
R:Chciałbym żeby było jak dawniej słyszysz??
A:Wiem..wybacz ale zaraz skończy mi się kasa na kocie pa Ross trzymaj się.
R:Pa Alex.
Laura siedziała w domu i wpatrywała się w okno i tak było codziennie.
                                                                      ~Laura~
Matko mam dość chcę żeby było jak dawniej!!!!!.Chcę mieć Rossa i tyle.Nie mogłam wytrzymać na dupie w domu.Potrzebowałam bliskości więc wyszłam z domu i postanowiłam iść do Vanessy.Może się martwi..Wyszłam z domu powolnym krokiem.Założyłam słuchawki na uszy i wsłuchując się "Shine" poszłam do domu mojej siostry.Tęskniłam za Vanessą i to bardzo.Po kilku minutach dotarłam na miejsce.Zapukałam do drzwi.
-Lau?!-krzyknęła Vanessa..ale w jej głosie nie było słychać żadnego zdziwienia-Wejdź.-Weszłam do środka.
-O nic nie spytasz?
-A o co miałabym?-spytała zdziwiona Vanessa.
-No nie wiem przypadkiem..-zastanowiłam się-Co się z tobą działo?
-Co sobie myślałaś pojawiasz się i myślisz,że wszystko będzie jak dawniej?-wynikła z tego niezła awantura.Ona nawet się o mnie nie martwiła!.Dacie głowę.?
-Odkąd jesteś z Shanem masz mnie kompletnie w dupie!
-Wiesz że to samo powiedział mi Ross.-powiedziała.
-Jak Ross?
-To ty nic nie wiesz?-spytała ironicznie-On cię pamięta wyjechał szukać cię po całym kraju.
-CO?-spytałam-Znowu zaczęłyśmy się kłócić.-Mam cię dosyć zrobiłaś się zwykła kur**ą.!-za to dostałam od niej w twarz zabolało.Po moich policzkach pociekły łzy.
-Laura ja...ja nie chciałam-powiedziała.Nie słuchałam jej już tylko wyszłam.Szłam zapłakana ulicą.Jak ona mogła tak mnie potraktować?Nie rozumiem tego.W ogóle się o mnie nie martwiła czy co?.Boże ale byłam głupia jak mogła mi coś takiego zrobić.Moje życie straciło jaki kolwiek sens..Idąc uderzyłam kogoś ramieniem była to Raini wraz z Calumem.
-Laura?!-krzyknęła-O mój boże kochanie co...jak..?-zaczęli mnie przytulać.
-Wiesz,że Ross cię pamięta?-spytał Calum odrywając się lekko odemnie.Postanowiłam streścić im te ostatnie 3 miesiące mojego bezsensownego życia.
-Laura ja nie mam pojęcia gdzie on może teraz być-powiedziała Raini.
-Próbuję się do niego dodzwonić ale on nie odbiera.-powiedziałam.
-Ja też do niego dzisiaj dzwoniłem i on milczy-dodał Calum.
-Wiecie co ja już nie mam siły-zaczęłam-Coś cały czas staje nam na drodze...jak widać może my w ogóle nie powinniśmy się nigdy spotkać....i chyba tak byłoby lepiej.
-Ale co ty opowiadasz..-zaczęła Raini.
-Kochanie ona potrzebuję trochę czasu sama-dodał Calum.
-Masz rację kochany-powiedziałam i przytuliłam chłopaka.-Idźcie do domu a ja pójdę do parku...Z tym miejscem wiąże mi się dużo wspomnień.
-Jest prawie 20 nie włócz się długo dobrze?-spytała Raini.
-Ok-powiedziałam-Pa.
-Cześć Laura.-Poszłam do parku i usiadłam na ławce.Schowałam twarz w dłonie żeby nikt się nie poznał że płaczę.Czym ja sobie zasłużyłam na takie życie.Już wszystko było dobrze to musiała pojawić się ta suka Emily!.Chcę być z Rossem tak bardzo go kocham.Wybaczyłabym mu wszystko!.Gdym tylko mogła się do niego przytulić..
                                                                              ~Narrator~
Laura siedziała w parku i rozmyślała nad swoim jej zdaniem "okropnym i niesprawiedliwym" życiem.Natomiast Ross siedział dalej na balkonie i wpatrywał się w słońce które już prawie całe zaszło.Chłopak ledwo powstrzymywał się od łez.Do jego pokoju weszła Strommie.
-Synuś...-powiedziała kiedy tylko zobaczyła smutnego Rossa.Podeszła do chłopaka i położyła rękę na jego nogach.-Wiem ,że jest ci teraz ciężko ale jeszcze się zakochasz.
-Ale ja kocham ją rozumiesz?!-wrzasnął.
-Pokochasz inną i zo...
-Ale ja nie chcę nikogo innego-przerwał jej-Chcę Laurę.
-Kochanie...
-Mamo to z nią się pierwszy raz całowałem.
-To tylko pocałunek przecież nadal jesteś..
-Nie jestem już prawiczkiem-wrzasnął-Kochałem się z Laurą...to było nie do opisania wiem że ona jest jedyną kobietą z którą będę uprawiał seks.
-Bardzo musisz cierpieć prawda?
-Zapłaciłbym każdą cenę żeby móc ją po prostu przytulić.-powiedział.
-Może idź na spacer co?-zaproponowała Strommie.-Zobacz jest piękny nie za gorący wieczór..
-Nie chcę.
-No idź może to ci pomoże.-nalegała.
-Wolę sobie tu siedzieć.
-Zachowujesz się jak dziecko!-jego mama zaczęła swoją "gadkę".
-Ok ok już pójdę nie musisz prawić mi kazania-powiedział.Chłopak podniósł się z parapetu i poszedł zmienić zapłakaną koszulę.Na jego biurku wciąż leżał pierścionek zaręczynowy który dał Laurze.Chłopak wziął go i włożył do kieszeni.Zamknął drzwi po czym wyszedł na dwór i coś zmusiło go żeby poszedł do parku dłuższą drogą.
                                                                                ~Laura~
Miałam już dosyć użalania się nad sobą.Postanowiłam wstać i pójść do domu.Obejrzę jakiś głupi film i położę się spać.Szłam znów aleją kwiatową.Z tym parkiem wiąże się naprawdę dużo wspomnień.Spuściłam głowę w dół i zamyśliłam się lekko.Kiedy w końcu "oprzytomniałam" spojrzałam przed siebie.I otworzyłam szeroko oczy.Czy to możliwe to był Ross!.
-Ross?-krzyknęłam.
-Laura?!
-O mój boże!-zaczęliśmy biec do siebie aż w końcu wylądowaliśmy sobie z płaczem w ramionach.-To nie możliwe.
-Skąd ty tutaj?!-krzyknął.
-O to samo mogłabym spytać ciebie.-powiedziałam.Wzięłam jego twarz w obie ręcę.-Ja ..ross..wies..
-Cii-powiedział.-Już nie ważne ..przepraszam cię za wszystko-powiedział i spojrzał mi w oczy jak ja tęskniłam za tym spojrzeniem.Nie zastanawiałam się dłużej tylko wbiłam się usta chłopaka.Połączył nas szczery i namiętny pocałunek.
-Kocham cię-powiedział.
-Ja też cię kocham-znów się pocałowaliśmy.Potem przytuliłam się do niego.Chłopak wziął mnie za rękę i poszliśmy do mnie do domu.Chciał porozmawiać z kimś przez telefon więc mu pozwoliłam.Po chwili wrócił i przytulił mnie.
-Z kim rozmawiałeś?-spytałam.
-Z Alex-powiedział.
-Kim ona jest?-spytałam lekko zazdrosna.Ross streścił mi ostatnie dni swojego życia.-Bunia?
-No wiem-zaśmiał się-polubiłabyś ją.
-Nie wątpię-powiedziałam.Chłopak spojrzał mi w oczyPo chwili znów zaczęliśmy się całować.On sięgnął do kieszeni i pokazał pierścionek.
-Wciąż go masz?-spytałam.
-A ty wciąż go chcesz?
-Tak-powiedziałam.Chłopak włożył mi go na palec.Pocałował mnie z jeszcze większą namiętnością.Pragnęłam go jak kobieta a nie jak szczeniak.Zaczęłam ściągać z niego koszulę.On się nie przeciwstawiał.Po kilku minutach byliśmy już bez niczego.Zrobiliśmy to poraz 2.Już dawno nic takiego nie czułam.Byłam okropnie zmęczona.
-Śpij-powiedział z troską Ross..
-Nie chcę-powiedziałam-To sen?
-To nie sen kochanie-powiedział i pocałował mnie.-Śpij obiecuję ci że już nigdy cię nie opuszczę.
***********************************************
Ok ludzie!
Chciałabym wam powiedzieć.
Że serio ostatni rozdział..
Przepraszam ale już skończyła się ta "historia"
Którą wymyśliłam.
Nie gniewajcie się.
Myślę że nie opuścicie mnie i będziecie ze mną na kolejnym blogu.
Dodam notkę po epilogu więc wszystkiego się dowiecie.
Dziękuje Cherry za te miłe słowa.
Narka ♥
Mrs.Lynch ♥♥♥


sobota, 15 lutego 2014

Rozdział 30.

3 dni później.
                                                                         ~Ross~
Dzisiaj jest dokładnie 4 dzień w Los.Angeles.Po Lau nie ma nawet śladu..zdecydowałem wczoraj razem z Alex,że jeżeli nie znajdziemy jej dzisiaj...to jutro lecę do Las.Vegas.Chodzimy z Alex po mieście i zaczepiamy ludzi pytając czy widzieli gdzieś Laurę....i nic..nie mam już do tego siły.Poszliśmy do kawiarni żeby trochę odpocząć.Żeby poprawić mi humor Bunia xD zaczęła nagrywać mnie telefonem.Akurat puścili mój zespół w radiu ♥
Ze śmiechu Alex dostała chyba ataku padaczki.Przez te raptem kilka dni bardzo mocno się zaprzyjaźniliśmy.Nie nie!Nie kocham jej!Jest dla mnie jak siostra.Chciałbym żeby pojechała ze mną ale ona nie chce porzucać Olivera."Mam tylko jego"-mówi.Muszę za wszelką cenę odnaleźć Laurę.Nie wyobrażam sobie jak mógłbym dalej bez niej żyć.Przecież ona gdzieś jest!Nie mogła się tak po prostu rozpłynąć!Prawda???.Dlaczego ma mnie gdzieś?Może gdyby wiedziała że ją pamiętam to by odebrała.?
-Ross-zaczęła Alex.-Kochasz ją jak nikt inny jestem pewna że ją odnajdziesz!
-Obyś miała rację buniu..
-Seksiaczku mój będę tęsknić-usiadła mi na kolanach.-Bardzo cię lubię.
-Ja ciebie też.-powiedziałem-A co jeśli..ona mnie już nie kocha?
-Rzuciła ci się w ramiona jak wsiadałeś do samolotu-krzyknęła-Co ty w ogóle pie**lisz?!
-Nie masz pojęcia ją bardzo się martwię-powiedziałem.
-Wyobrażam sobie-No chodź już...musimy ją jeszcze poszukać.-Dzieczyna zeszła ze mnie i pociągnęła mnie za rękę na zewnątrz.W tym momencie otrzymałem sms od nieznanego mi nr.
"Nie wpieprz się pomiędzy mną a Laurę Lynch!!!!!Zrobię wszystko by była ze mną".Co?-pomyślałem podpisał się C.C.....
                                                                         ~Laura~
Przez ostatnie 3 dni nie myślałam o niczym innym tylko o Codym.On prosi o tylko jedną randkę..kurde chyba się zgodzę ...ale nic pozatym.!Kocham Rossa!!Całym swoim sercem..Stałam właśnie i musiałam słuchać jak Sharon i Camilla śpiewają w duecie na karaoke.Myślałam że dostanę kręćka.Niech śpiewają ale po angielsku nie po hiszpańsku!Myślałam że załamię się tam na miejscu.
Stałam tam jeszcze chwilę powtarzając do ludzi "Ja ja ich nie zam".Wreszcie zlazły ze sceny.
-Było dobrze?-spytały.
-Tak..-powiedziałam-Idziemy na lody?
-A ty nie miałaś się spotkać z Codym.?-spytała Sharon.
-No tak...zapomniałam-westchnęłam.Zauważyłam chłopaka który szedł do mnie wielkim uśmiechem na ustach.
-Cody ja..
-Jedna randka-powiedział.
-Hyych..-westchnęłam-No ok chodźmy.Chłopak zabrał mnie do restauracji a potem na zakupy.Boże jak ja mam mu powiedzieć że nie jestem nim zainteresowana.?.Tak randka randką ale tego co zrobił po randce bym się nie spodziewałam.....
                                                                                ~Ross~
Jestem cholernie zmęczony!.Wróciłem do domu Alex.Dziewczyna widziała jaki jestem przemęczony więc powiedziała że to ona spakuję mi rzeczy i zrobi mi coś do jedzenia na drogę.
-Alex nie musisz tego za mnie robić-powiedziałem.
-Wiem że nie muszę-powiedziała-ale ja chcę.
-Sam w ogóle nie wiem co ja wyprawiam-przyznałem-przecież ona może być wszędzie.Dziewczyna wstała podeszła do mnie i spojrzała mi w oczy.
-Ross nie możesz tracić nadziei-powiedziała-pamiętaj nadzieja umiera ostatnia!-krzyknęła.
-Kocham ją ale wciąż nie mogę przestać myśleć o tym,że ona ma kogoś-westchnąłem.
-Powinnam ci teraz zarąbać tą gitarą w łeb-powiedziała wskazując na wspomniany przedmiot.
-Alex..
-Tak to ja-odpowiedziała a ja uśmiechnąłem się.-No widzisz od razu lepiej...
-Dziękuję ci za wszystko buniu-zaśmiałem się.
-Nie ma za co rossiaczku-odpowiedziała-Miałbyś ochotę coś zjeść?
-Przecież mam kanapki na drogę-powiedziałem.
-Chodź jak spróbujesz mojego spaghetti to się zakochasz!-cmoknęła mnie w policzek.
-W tobie czy w spaghetti?-spytałem.Dziewczyna głupio na mnie spojrzała ja uśmiechnąłem się.
-Żartowałeś..-stwierdziła.
-Wreszcie mnie przejrzałaś-posłałem jej mój promienny uśmiech...
                                                                              ~Laura~
Zbliża się wieczór.Cały dzień spędziłam z Codym chłopak zaprosił mnie do swojego domu.Nie chętnie zgodziłam się wejść...ah..co by było gdyby nie chłopak Sharon.
-No to jak mała przemyślałaś naszą rozmowę?-spytał.
-Jaką rozmowę?-spytałam.
-Tą czy będziesz moją dziewczyną...
-Tak.
-I co zdecydowałaś??-spytał gładząc się po spodniach w ..tym..miejscu.
-Wybacz ale..-zaczęłam-ja.. ja kocham kogoś innego-powiedziałam i już chciałam wyjść.Lecz ten złapał mnie za ramię i mocno przytrzymał.-Boli..
-Myślisz że tak łatwo dam ci odejść?-spytał-Nie podarowałbym sobie gdym nie zaciągnął cię do łóżka.-pchnął mnie na ścianę.
-Co ty chcesz zrobić wypuść mnie do domu-powiedziałam.Chłopak sięgnął za łóżko i wyjął kij baseballowy.
-Chce zobaczyć twoje zęby-powiedział.
-Co?-spytałam-Nie nie chcę-powiedziałam.
-Albo mi je pokażesz-powiedział przykładając kij do mych ust-Albo je stracisz-Uderzył mnie w głowę.Bałam się go cholernie się bałam!.Zrobiłam co kazał rozszerzyłam usta żeby zobaczył moje śnieżnobiałe zęby.
-Proszę..
-Szerzej!-wrzasnął wykonałam jego rozkaz.-Włóż sobie palce do ust-znów wykonałam jego rozkaz...on mnie zgwałci!.-Jestem już nieźle rozpalony..może ulżysz mi co?-spytał rozpinając rozporek i wyciągając członka.Poczułam obrzydzenie i wstręd do seksu.No już rozkazał.Uciekłam od niego ale złapał mnie za nogi i przewrócił.
-Nie chcesz po dobroci to będzie na chama.-Zaczął zrywać ze mnie ciuchy na szczęście w tej chwili wbiegł Jorge wraz z Sharon.
-Ty skurwielu!-zaczął okładać Codego pięściami.-Co chciałeś jej zrobić?-zaczęli się bić.Ja podbiegłam do Sharon i mocno się do niej przytuliłam.Wyszliśmy z tamtąd a ja wciąż byłam w dużym szoku.
-Dlaczego ja nigdy nie mogę nikomu zaufać? -spytałam kiedy wracając do domu ja i Sharon mocno trzymałyśmy się za ręce-Jak widać ja nigdy nie będę szczęśliwa.
-Co chcesz przez to powiedzieć?-spytał Jorge.
-Właśnie-dopowiedziała Sharon.
-Wracam do Miami.
-Jesteś pewna??-Jak najbardziej chcę wracać-dodałam.-Wracam dzisiaj....
                                                                                ~Ross~
Właśnie szykowałem się do wyjścia z Alex na lotnisko.Nie chciałem jej zostawiać ale niestety musiałem.Ważne żebym odnalazł lau.To się dla mnie najbardziej liczy.
-Seksiaczku zrób jeszcze coś fajnego do kamery-powiedziała Bunia i uśmiechnęła się do mnie.Nie wiedziałem co ale do głowy wpadło mi jedno ♥
-Awww.-powiedziała-Misiaczka.-przytuliła się do mnie.Niedługo potem poszliśmy na lotnisko.A ja leciałem do Las.Vegas może ją tam znajdę.Przybyliśmy na miejsce 20 minut przed czasem mieliśmy jeszcze chwilę żeby z sobą pogadać.Niestety czas zleciał szybko i nim się obejrzałem stałem przed odprawą.
-Będę tęsknić-powiedziała Alex.
-Ja też będę tęsknił-przytuliliśmy się.
-Odezwij się kiedy tylko ją znajdziesz dobrze?-poprosiła.
-No pewnie..-pocałowałem ją w policzek.Przeszedłem przez odprawę i pomachałem jej na pożegnanie widziałem łzy w jej oczach.Wsiadłem do samolotu i znalazłem wygodne miejsce.Żeby mi się nie dłużyło założyłem słuchawki na uszy i wsłuchiwałem się w muzykę.
                                                                          ~Narrator~
Laura i Ross siedzieli w samolotach i słuchali muzyki.Słuchali nawet tej samej piosenki R5-If i can't be with you.Ona wracała do domu,natomiast Ross leciał do miasta w którym Laura była 2 godziny temu.Im obojgu zachciało się spać.Właśnie w momencie w którym zamknęli oczy...ich samoloty minęły się a oni nie zobaczyli się przez szybę.Los przez ostatnie 2 miesiące nie był dla nich dobry.Nic im nie wychodziło.Nie mogli się odnaleźć.Laura nie miała zielonego pojęcia że Ross ją pamięta.Gdyby tylko odebrała telefon...ich losy potoczyły by się zupełnie inaczej...Laura była cholernie uparta i nie miała ochoty gadać z nikim.Chociaż Ross,reszta R5,ryland,Calum i Raini-Odchodzili od zmysłów.Tylko Van miała laurę gdzieś cały czas mówi "To jej życie jest pełnoletnia mam swoje własne problemy".Ross cholernie martwił się o swoję dziewczynę...nie byli razem ale on wciąż tak ją nazywał..wciąż miał nadzieję że on i Laura będą jeszcze ze sobą...i będą szczęśliwi..
****************************************************
Rozdział nie należy do długich wiem wiem...
W następnym rozdziale Ross odnajduję Laurę..;)
Jak myślicie jak się to skończy???
Zostawcie komentarz...
Aham no i...to PRZEDOSTATNI rozdział na tym blogu.
Po kolejnym będzie epilog.
Pamiętajcie o tym co napiszę w notce po epilogu!!!
Paaa miśki ;3

Mrs.Lynch ♥♥♥

 

 
 

czwartek, 13 lutego 2014

Rozdział 29.

                                                                              ~Ross~
Obudziły mnie promienie słoneczne wpadające do mojego pokoju przez okno.Usiadłem na łóżku po czym przetarłem moje jeszcze zaspane oczy.Rozejrzałem się po pokoju a przez głowę,przeleciały mi wydarzenia z wczoraj."Alex ma wygodne łóżko"-pomyślałem.Wstałem i poszedłem do łazienki.Spojrzałem w lustro.Boże roztrzepany na wszystkie strony świata!Zacząłem wydurniać się przed lusterkiem."Siema..mhymm włoski wyjątkowo miękkie".
Wydurniałem się ile wlezie!.Nawet nie miałem pojęcia że za mną stoi Alex.
-Awwwwwww.
-Alex?!
-Buniu!!!!!!!!!!!!!-krzyknęła-Ależ ty jesteś słodziutki i jaki umięśniony-przytuliła mnie tyłem.
-Dziękuję ci za gościnę Al..-tu spojrzała na mnie wzrokiem mordercy.-Buniu.-cmoknąłem ją w policzek.
-Głodny?-spytała-Może ubierz się i zejdź na dół ja zrobię śniadanie.-dodała-Na co masz ochotę?
-Zrobisz naleśniki???-posłałem jej spojrzenie szczeniaczka.
-Jasne-powiedziała-Dzisiaj idziemy szukać Laury...Myślisz że jest tutaj?-spytała.
-Nie mam pojęcia buniu-zaśmiałem się-Skąd ta ksywa?
-Kiedyś miałam zespół "Bunny"-zaśmiała się-Byłam "kapitanem" więc mówili do mnie Bunia.
-Słodka tak ksywka-powiedziałem.-A dla mnie masz jakąś ksywę?
-Hymm...-zamyśliła się-Rossek..ewentualnie Rossiaczek.
-Słodziak z ciebie-powiedziałem-Wiesz co?-spytałem.-W sumie to ja nic o tobie nie wiem..kiedy będziemy szukać Lau opowiesz mi swoją historię?
-Mogę ci zaufać?-spytała.
-Oczywiście że możesz-na znak tego przytuliłem ją.
-Dobrze-powiedziała-to ty się ubieraj..a ja zrobię ci te naleśniki rossiaczku seksiaczku ....
-Dobrze buniu-zaśmiałem się.-"Bunia"-co za niesamowita osoba."Kocham cię Laura"-pomyślałem."Znajdę cię i więcej nie opuszczę..przysięgam"....
                                                                           ~Laura~
Siedziałam właśnie w domu i czekałam aż Sharon -która miała chyba niezłego kaca-Zejdzie z góry.Mam się dzisiaj spotkać z Codym...ona ma iść gdzieś z przyjaciółką Camilą.Cody właśnie ja mu się chyba podobam..ale kocham Rossa nigdy nie przestanę.
-Kac morderca kurwa no bez serca!-wrzasnęła Sharon.-Chodź kotku.-szarpnęła mnie za rękę.Po drodzę myślałam,że rozłożę się na ziemi ze śmiechu.Ta wariatka chodzi i nagrywa mnie telefonem ale ta mina była jedną z najlepszych ♥ "Prze-stań"

 
-Hahah o matko nie no jesteś zajebista-powiedziała.-Wiesz jak cię kocham.?
-Tsa...-zaczęłam-Bajdzio ♥
-No pewnie że tak-cmoknęła mnie.-Gdzie ta Camilla?
-Nie wiem-zaczęłam lecz ją spostrzegłam-O już idzie.-Blondynka kiedy nas zobaczyła zaczęła biec.
-Sorka za spóźnienie-powiedziała i przytuliła każdą z nas z osobna.-Musiałam ogarnąć dom.
-Laura widzę Codego-powiedziała Sharon-Leć do niego i przyjdź potem do domu-cmoknęła mnie w policzek-pa kotku.Kurde..po co ja się na to godziłam."Uciekam"-pomyślałam.Nie no..nie ładnie by było.Nie pewnym krokiem podeszłam do chłopaka.
-Hej-powiedziałam.
-Hej Lau-chciał pocałować mnie w policzek ale się odsunęłam-Idziemy?
-Tak..a dokąd chciałbyś pójść?-spytałam.
-Pokażę ci miasto..a potem może pójdziemy na kręgle?-spytał.
-No nie wiem nie za bardzo potrafię grać-powiedziałam.
-To proste nauczę cię-No tak będzie miał okazję żeby mnie obmacywać.
-No zgoda-powiedziałam.Chłopak wystawił ramię.Niepewnie go za nie złapałam.Kurde...to tak jakbym zdradzała Rossa.Co prawda jestem singielką ale kocham i będę kochać zawsze tylko jednego mężczyznę a nim jest nie kto inny niż Ross.Poszłam z Codym do centrum Las Vegas.Potem byliśmy w ogromnym muzeum sztuki i muzyki.Cody cały czas coś opowiadał ale ja w ogóle go nie słuchałam.Cały czas miałam przed oczami Rossa.Jego uśmiech...jego czułe spojrzenie które sprawiało że nogi mi miękły.Dzwoni..ale ja nie odbieram....nikt nie może wiedzieć gdzie jestem.Tak bardzo za nim tęsknię...za jego pocałunkami...za jego spojrzeniem..za zapachem i miękkością jego włosów.Za tymi silnymi ramionami w których odpływałam w sen...jeżeli kiedyś..jeszcze będziemy razem..będę kochać się z nim co noc do rana!.Choć bym miała być przemęczona...Nim się obejrzałam byłam z Codym w kręgielni..
                                                                                ~Ross~
Szukam Lau razem z Alex już od godziny.Dziewczyna znów złapała mnie pod rękę.
-To co z tą historią???-spytałem.
-Na pewno chcesz ją usłyszeć??-spytała-Nie potrzebuję litości.
-Hej buniu-powiedziałem śmiejąc się-Możesz mi ufać.Dziewczyna wzięła głęboki oddech i zaczęła mówić.
-Kiedy miałam 12 lat..rodzice wyrzucili mnie z domu bo urodziło im się drugie dziecko-powiedziała-Stałam się bezdomną...raz siedziałam i opatulałam się kurtką bo było zimno...-westchęła-na samą myśl jak ją zdobyłam chciało mi się rzygać...Najpierw pobiłam się o nią z jakąś laską która chciała wrzucić ją do śmietnika...a potem jacyś chłopacy upaprali ją gównem...śmieli się mi w żywe oczy gdy prałam ją w fontannie przy galerii w pitsburgu.
-Nie wiedziałem-powiedziałem mając w oczach łzy.
-Nie długo potem trafiłam do domu dziecka...ale uciekłam i żyłam wolnością...kupiłam dom..zaczęłam zarabiać i tak żyję..te tatuaże krótko ścięte włosy i rozciągacze to swojego rodzaju efekt buntu..-powiedziała-Jednak każdy mój tatuaż ma znaczenie..widzisz orła na mojej ręcę?
-Tak.
-Symbolizuję wolność-powiedziała-Serce miłość..a nuta..muzykę.-dodała-Mam ich dużo sam widzisz.
-Szukamy Laury już dosyć długo nigdzie jej nie ma.
-Nie łam się!-cmoknęła mnie w policzek-Chodź będziemy szukać do wieczora!...
                                                                            ~Laura~
Cody cały czas mnie obmacywał.Pokazywał jak rzucać i w ogóle.Nie powiem spodobało mi się to...brakuję mi mężczyzny tych silnych ramion..może mogłabym z nim być..O CZYM TY WOGÓLE MYŚLISZ MARANO?!!!!!!!!!-wrzasnęłam w myślach sama na siebie.Odepchnęłam chłopaka i zaczęłam grać sama.Potem odnieśliśmy buty i poszliśmy do domu Sharon.
-Czemu mnie od siebie odpychasz?-spytał nagle.
-Ja..-zaczęłam-Wciąż ...ko..pragnę mojego byłego chłopaka.
-Daj mi szansę..-zaczął.
-Muszę nad tym pomyśleć-Tak naprawdę to "Spadaj kocham Rossa"-chciałam to powiedzieć ale w ostatniej chwili ugryzłam się w język.
-Ok.-powiedział i mnie przytulił.Był miły więc odwzajemniłam jego gest.Weszłam do domu i zastałam tam Sharon,która siedziała w kuchni jedząc pizze.
-Ty pizdo bezemnie?!-wrzasnęłam.
-Jak tam spotkanie siadaj jedz-powiedziała.Wzięłam gryza i z pełnymi ustami powiedziałam.
-No..w sumie ok..Ale ja mu się chyba podobam.
-To chyba dobrze-powiedziała.
-Udław się!-wrzasnęłam-Nie rozumiesz?!Tini..ja kocham Rossa on jest dla mnie wszystkim ja wiem że on w głębi serca nadal wie że jestem jego ukochaną...wciąż wierzę w to że mnie kocha..
-Ja i Jorge też się kochamy...-zaczęła-Ale nie widziałam jeszcze tak zakochanej dwójki ludzi ja wy..
-Obejrzymy coś?-spytałam-Rydel mówiła coś kiedyś o filmie "Zabij dla mnie".
-Ok możemy pójść go wypożyczyć zrobić lawinę popcornu i zażreć się na śmierć-zaśmiała się pociągnęła mnie za rękę do wypożyczalni nie patrząc nawet na to że byłam zmęczona...
                                                                        ~Ross~
Szukałem Laury razem z Alex do 22:00.Wydzwaniałem a ona nic!.Jakby zniknęła...jakby nigdy nie istniała.Alex siedziała w kuchni ze swoim przyjacielem Oliverem który dostał szału kiedy dowiedział się że ten z R5 to ja.Poszedłem do salonu i grałem na gitarze.Którą oczywiście podpisałem mojej buni ♥
Grałem "I think about you".Nie mogłem wywalić Laury z głowy.Tak się o nią martwię.Nie mam pojęcia co się znią dzieję.Mam przed oczami wizję jak ją gwałcą lub robią jej inne rzeczy!Dlaczego ona nie odbiera?!Czemu nie daje znaku życia?!Kocham ją i nigdy nie przestanę...ale ona..może już zapomniała o mnie??Miłość jest tajemnicą...zamkniętym pudełkiem w którym kryją się rzeczy których nie da się zapomnieć....Urodziłem się po to żeby popełniać błędy a nie po to by być ideałem..Ale popełniłem błąd oświadczając się Lau tak szybko..wtedy nic by się nie stało."Jesteś moim marzeniem...jesteś dla mnie jak sen który wiecznie trwa....w którym nie ma ciepienia...smutku..."-pomyślałem-"Laura gdziekolwiek jesteś wiec że cię kochał i będę kochał póki świat będzie istniał...
****************************************************
Awww♥♥♥
Boże ja piszę coraz lepiej!!!
Wiem,że znowu dodaję wcześniej ale skoro go napisałam to go dodam no nie?
Ok ale następny bd 16 na pewno ♥
Jak myślicie Ross znajdzie Laurę??????????
Co do szczegółów kolejnego bloga...
Dodam cholernie ważną notkę po napisaniu "EPILOGU".
No mój blog Love Binds Hearts Forever~Raura Love Story...
Po mału dobiega końca....
Proszę was doceńcie mój wysiłek piszę dla was..!
Przedstawcie swoją opinię proszę ♥♥♥



                                      
Mrs.Lynch ♥♥♥

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział 28.

                                                                            ~Laura~
Następnego dnia obudziłam się z okropnym bólem głowy.To na pewno dlatego,że pół nocy płakałam...Tęsknię za nim tak bardzo za nim tęsknię!.Nadal smutna i nieszczęśliwa podniosłam swoje "4 litery" z łóżka i poszłam do łazienki trochę się ogarnąć.Kiedy już to zrobiłam wybiła 10:30.Wyszłam z pokoju i nogi zaniosły mnie do kuchni,o dziwo nie było tam Sharon."Wypiła tyle,że pewnie ma niezłego kaca"-zaśmiałam się w myślach.Postanowiłam,że zrobię jej coś dobrego i zaniosę do pokoju.Pierwsze co przyszło mi do głowy były oczywiście naleśniki.Zrobiłam je nalałam po szklance mleka i weszłam do jej pokoju.Lekko ją szturchnęłam.
-Nie to nie ja!-krzyknęła.
-Wstawaj żulu-zaśmiałam się.-Zrobiłam śniadanie.
-Wypiłam tylko 12 kieliszków-powiedziała.
-Tylko?-spytałam ironicznie-Tylko to ja wypiłam bo wypiłam 3.-powiedziałam.
-Łeb mi pęka-powiedziała.
-Słyszałam,że mleko dobrze robi na kaca-uśmiechnęłam się-Wypij.Chyba jej smakowało bo zjadła 6 naleśników!.
-Laura?-spytała.
-Tak?-spytałam.
-Słyszałam,że wczoraj płakałaś..nie przyszłam bo myślałam,że chcesz pobyć trochę sama-powiedziała.
-Tak..-stwierdziłam-potrzebowałam trochę czasu sam na sam.
-Ciągle o nim myślisz?-spytała.
-Bez przerwy-powiedziałam-On dzwoni..ale ja chcę o nim zapomnieć..tak po prostu-powiedziałam.
-Nie będzie ci łatwo o nim zapomnieć bo widzę jak bardzo go kochasz-powiedziała.
                                                                                  ~Ross~
-Ross weź się zastanów!-krzyknęła Rydel.
-Postanowiłem wracam do domu do mojej ukochanej!-powiedziałem.-Ona nie odbiera odemnie telefonu nie mam pojęcia co się z nią dzieję martwię się o nią bo ją kocham!-rozdarłem się na cały hotel przy śniadaniu.
-Niech wyjeżdża-powiedział Rocky-Przecież damy bez niego radę.
-Dziękuję Rocky-powiedziałem-Chociaż jeden mnie wspiera.
-O której masz lot?-spytał Riker.
-Lot mam o 13:00-powiedziałem-Jeżeli nie będzie żadnych "awarii"-zaczęłem-To w Miami będę o 15:00.
-Jesteś tego pewien co jeśli Laura ci nie uwierzy?-spytała Rydel.
-Uwierz mi-powiedziałem-Jestem tego pewien.Po śniadaniu poszedłem do pokoju i od razu zacząłem się pakować.Nie zajęło mi to dużo czasu,bo miałem wypakowane tylko pół walizki.Nim się obejrzałem musiałem iść na lotnisko.W "zemście" nikt nie chciał mnie podwieźć.No cóź..w końcu wracam do Lau-pomyślałem.Nie mogę się już doczekać kiedy ją zobaczę.Chcę ją do siebie przytulić i nigdy już nie puszczać.Moje biedactwo..co ona musi czuć..nie ma pojęcia że ją pamiętam.Dlaczego odemnie nie odbiera?.Coś jej się stało?.A może ona nie chce mnie znać.Dotarłem na lotnisko i o dziwo..pomyliłem godziny i spóźniłem się na samolot.Myślałem że dostanę szału!.
-Cześć-powiedział do mnie nieznajomy chłopak.
-Hej...my się znamy?-spytałem chłopak usiadł obok mnie.
-Ty mnie nie znasz ale ja znam cię świetnie-powiedział-Moja dziewczyna cię lubi.
-Proszę nawet w Nowym Jorku mam fanów-zaśmiałem się.
-Spóźniłeś się na samolot?-spytał.-Jestem Luke.
-Ross Lynch-podałem mu rękę.-Pomyliłem godziny lotu.
-Witaj w klubie-zaśmiał się.-Dokąd lecisz moja dziewczyna trąbi dzień w dzień,że jesteś z zespołem w trasie..-zaczął-słyszałem też o tej całej sprawie z Laurą przykro mi-poklepał mnie po ramieniu.
-Wracam do domu-zacząłem-Przypomniałem sobie wszystko.
-Powodzenia Ross-powiedział.-Lecisz do Miami tak?-spytał.
-Tak a ty?
-Do San Fransisco-powiedział-A mógłbyś to podpisać?-spytał i dał mi moje zdjęcie-Z dedykiem dla mojej dziewczyny chyba zemdleję jak jej powiem że z tobą rozmawiałem..a nie chciała ze mną tu przyjechać-zaśmiał się.
-Jasne-podpisałem mu to zdjęcie..fajny koleś..Rozmawiałem z Lukiem aż do przylotu mojego samolotu do Miami.W trakcie rozmowy zadzwoniła jego dziewczyna.Rozmawiałem z nią przez telefon..ah te moje fanki ♥-pomyślałem.Znalazłem miejsce w samolocie.Założyłem na uszy słuchawki i tak natchnęło mnie na nową piosenkę.


 Tęsknię za Tobą tylko wtedy,kiedy oddycham
Potrzebuję Cię tylko wtedy, kiedy moje serce bije
Jesteś kolorem, którym krwawię
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham

To nie jest zwyczajne uczucie
Jesteś jedyną rzeczą, w którą wierzę
Wiem, że do mnie wracasz i
Będę na Ciebie czekał do samego końca

Refren:
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Nie wiem, jak przetrwam bez Twojej miłości
To ty, to ty trzymasz mnie przy życiu
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham

 Oh, widzę obrazy Ciebie odchodzącej
Na tych czterech ścianach i na suficie
Całuję Cię, ale przecież to tylko sen
Te szalone myśli są takie zwodzące
Jesteś narkotykiem, który czuję
Rajem, którego ciągle szukam
Wciąż jestem żywy, mam nadzieję, że jest ku temu jakiś powód
Nie mogę poruszać ustami, ale moje serce krzyczy

Refren:
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Nie wiem, jak przetrwam bez Twojej miłości
To ty, to ty trzymasz mnie przy życiu
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham

 Wykrzykuję Twoje imię
Ale mi nie odpowiadasz
Wiem, że Cię pocałowałem
Czy to tylko moja fantazja?

Ogłoś alarm
Powiedz wszystkim
Że za Tobą tęsknię..

Refren:
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Nie wiem, jak przetrwam bez Twojej miłości
To ty, to ty trzymasz mnie przy życiu
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham
Tęsknię za Tobą tylko wtedy, kiedy oddycham.
Ta piosenka jest piękna-pomyślałem.W Miami byłem około 20:00.Szłem właśnie wzdłuż plaży oglądając zachodzące słońce.Postanowiłem,że najpierw zaniosę do domu walizki a potem pójdę w końcu do Lau.Nie pewnym krokiem wszedłem do domu.
-Ross?!-krzyknęła zdziwiona mama-Co ty tutaj robisz?!
-Wróciłem.
-Dlaczego?-spytała.-Rydel znowu zabrania ci jeść tort?-zaśmiała się.
-Miałem wtedy 10 lat!-wrzasnęłem-I nie!.. pamiętam Lau,jestem tu żeby z nią być.-dodałem.
-Jesteś pewien.?-spytał nagle mój tata który chyba podsłuchiwał nasz krótki dialog.
-Na sto procent-zapewniłem go.Wyszedłem z domu i skierowałem się w stronę domu Lau.Kiedy podeszłem do drzwi serce waliło mi jak szalone-"Ale będziesz miała minę"-pomyślałem.Pukałem do jej drzwi lecz mi nie otwierała.Miałem jeszcze klucze do jej mieszkania więc wszedłem do środka.
-Lauruś?-spytałem-To ja Ross.Zaczęłem rozglądać się po domu.-Laura?!-Wbiegłem po schodach na górę.Wszedłem do jej pokoju.Nie wiem co mnie do tego skłoniło ale..otworzyłem jej szafki.Nie było jej ciuchów!.Co jest?-spytałem zaniepokojony tą całą sytuacją sam siebie.Pomyślałem że pewnie bała się być tu sama więc poszła do Vanessy.Uspokoiłem się trochę i powolnym krokiem myśląc o Lau udałem się do nikogo innego jak samej Van.Do celu dotarłem po kilkunastu minutach zapukałem do drzwi.Otworzył mi Shane.
-Ross?!-spytał zdziwony-Co ty jak?
-Mogę wejść?-spytałem.
-Jasne wchodź-powiedział lekko jeszcze zszokowany chłopak.
-Ross?!-krzyknęła równie zszokowana Nessa.-Co ty tutaj robisz?
-Dostałem od Rikera drzwiami-zaśmiałem się-Ja już wszystko pamiętam!
-Laura o tym wie?-spytała podekscytowana Vanessa.
-Jeszcze jej nie powiedziałem.
-No leć do niej co tak stoisz?-spytała Vanessa a mnie zrobiło się słabo.
-Jej tu nie ma?-spytałem-Jej rzeczy w domu nie ma nie było jej!
-Co?!!!!!!!!-wrzasnęli oboje.
-Gdzie ona jest?
-Nie ma pojęcia-powiedziała wystraszona Vanessa.
-Nie zainteresowałaś się nią przez ten cały czas?!!!!!!-rozdarłem się na nią-Ona chyba nie miała się komu zwierzyć i uciekła dlatego nie odbiera komórki nawet odemnie!-wrzasnąłem.
-To nie jest moja wina!
-A czyja?!!!!!!!-spytałem-Odkąd jesteś z Shanem to masz Lau gdzieś!-wygarnąłem jej-Ja nawet nie wyobrażam sobie tego co ona musiała czuć-wrzasnąłem znowu.Wyszedłem z jej domu trzaskając przy tym drzwiami.Złapałem się za włosy.Co się z nią dzieję?Tak bardzo się martwię.!Umówiłem się też na spotkanie z Raini i Calumem.Żadne z nas nie wiedziało co zrobić.I nikt nie miał zielonego pojęcia gdzie jest Laura.Zaniepokojony wszedłem do domu i usiadłem przy stole w kuchni.Po długim namyślę znalazłem rozwiązanie "Muszę ją szukać".
-Mamo wyjeżdżam-powiedziałem po opowiedzeniu tej historii z Laurą.
-Dokąd?-spytała mama.
-Nie mam pojęcia..-przeciągnęłem-zacznę jej szukać może nie wiem od Chicago..potem L.A..New York...Pitsburg..Nie mam pojęcia może Las Vegas..
-Ross nie znajdziesz jej świat jest ogromny ona może być wszędzie-powiedział mój tata-Ty naprawdę aż tak ją kochasz,że będziesz jej szukał po całym świecie?
-Jeżeli będzie trzeba wyruszę nawet do Afryki!-wrzasnąłem-Ale ją znajdę..przysięgam.
                                                                           ~Laura~
Po śniadaniu razem z Sharon usiadłyśmy znudzone w kuchni nie wiedząc co dzisiaj będziemy robić.
-Może pójdziemy dzisiaj na jakąś imprezę?
-No nie wiem..
-Weź Laura!-wrzasnęła-Chociaż na chwilę przestaniesz myśleć o swoim blondasku-dodała.
-A..jak jakiś chłopak do mnie zagada?-spytałam-Nie chcę mu robić nadziei.
-Zgódź się pójdziemy poszaleć-powiedziała.
-Okej zgoda wchodzę w to-powiedziałam.
-Awww-przytuliła mnie i pocałowała w policzek-tęsknisz za nim co?-spytała widząc moją minę.
-Tak..-westchnęłam-wiesz co mnie boli najbardziej...że on..pocałował Emily..kiedy to zobaczyłam..świat mi się zawalił...
-Nie martw się..on cię kocha..-powiedziała i znów mnie pocałowała-wiem to..
-To co?-spytałam-Obejrzymy jakiś durny film a potem pójdziemy na miasto?
-Zgadzam się-powiedziała-A o 20 impreska!.Tak też zrobiłyśmy.Obejrzałyśmy "Date Movie" a potem poszłyśmy pozwiedzać miasto.Około 18:30 wróciłyśmy i zaczęłyśmy się szykować.Nie miałam ochoty iść na tę imprę..ale co mi tam.Sharon bez opamiętania tańczyła na parkiecie z chłopakami.I ona ma chłopaka a tak się zachowuję.!Ja siedziałam cicho przy barze i chlałam drinka chcąc zapomnieć o Rossie.W pewnej chwili podszedł do mnie brunet o ciemnych oczach.Usiadł koło mnie i zagadał.
-Sama?!-spytał głośno.
-Nie jestem z kuzynką-powiedziałam i wskazałam Sharon.
-Cody Christian-podał mi rękę.
-La..
-Laura Marano-przerwał mi-Znam cię z serialu Austin&Ally.
-Miło cię poznać-powiedziałam.Rozmawiałam z Codym przez całą imprezę.Słodki jest.Zaproponował mi że jutro oprowadzi mnie po Las Vegas.Nie wiem dlaczego ale zgodziłam się.Lubię go..fajny jest.Sharon znów się uchlała co ja z nią mam!.Ledwo trzymała się na nogach więc w drodze powrotnej musiałam ją ciągnąć.Nawalona "w 3 dupy" wyznawała mi miłość.
-Kocham cię szmato-ścisnęła moją rękę bardziej-Jesteś dla mnie jak siostra bliźniaczka...
-Chodź szybciej chcę spać-powiedziałam.-Jest 23.Wreszcie dotarłam z nią do domu.Zaciągnęłam ją do jej pokoju i potem poszłam się umyć.Byłam padnięta położyłam się na łóżku i zasnęłam.
                                                                            ~Ross~
Wysiadłem właśnie z samolotu.Pierwszym miejscem mojej misji było miasto zwane miastem Aniołów.Czyli Los.Angeles.Byłem głodny i to bardzo.Oczywiście wszystkie hotele pozamykane...czeka mnie noc na dworze.Postanowiłem że pójdę do jakiegoś marketu i kupię sobie coś do jedzenia.Kiedy dochodziłem do drzwi..słyszałem wołanie.
-Pomocy...halo!-i śmiech jakiejś dziewczyny.-Niech ktoś okaże serce-zaczęła śmiać się jeszcze głośniej.Podeszedłem do wózków a tam w jednym siedziała dziewczyna.
-Hahhaa-zaśmiałem się.
-Ej blondasku pomóż-też się zaśmiała.
-Co ty tutaj ?
-No moi kumple durne pały-zaczęła-Lumpy menelskie-śmiała się-Zamknęli mnie.-Wsadziłem pieniądz do wózka i uwolniłem ją.Pierwszy raz miałem do czynienia z taką osobą.Dziewczyna była wytatuowana,miała rozciągacze i białe krótko scięte włosy.
-Zabiję te cioty!-śmiała się-Ulungi dupogryzy!-przytuliła mnie-Jak masz na imię?
-Jestem Ross Lynch-powiedziałem i podałem jej dłoń.
-Alex Fox-zaśmiała się i uścisnęła moją rękę.-Chodź przejdziemy się.Przez nią zupełnie zapomniałem o jedzeniu.Jaka ona jest śmieszna!Jest zajebista.
-So...-zaczęła-Opowiedz mi coś o sobie.
-Cóż..jestem piosenkarzem aktorem i tancerzem-powiedziałem-Jestem z Miami..jestem wokalistą R5.
-Tych od "Forget About you?"
-Tak.
-O matko uwielbiam was nawet nie widziałam jak wyglądacie-zaśmiała się.-Po co tu przyjechałeś?.
-Szukam swojej dziewczyny.-pokazałem jej zdjęcie Lau-widziałaś ją?
-Nie niestety-westchnęła i złapała mnie pod rękę.-Dlaczego jej szukasz?-Opowiedziałem Alex o tej całej historii.
-No i..tak tu jestem-powiedziałem-Dzisiaj będę spał na dworze bo hotele pozamykane.
-Ale macie historię-powiedziała-Ty chyba jesteś porąbany Ross-powiedziała-Zatrzymaj się u mnie!
-Mogę?.
-Oczywiście że tak-powiedziała-Jutro pomogę ci jej szukać-przytuliła mnie.
-Dziękuję Alex.
-Możesz mi mówić Buniu-szturchnęła mnie.Poszedłem z nią do jej domu.Tam zjedliśmy kolację i około 2 poszedłem spać do pokoju gościnnego.Szybko zasnęłem.
***********************************************

   Ale mieszam ;)
Wiem rozdział miał być 14.
Ale skoro już go skończyłam to go dodam.
Najwyżej będą czytać 2 rozdziały xd.
Alex Fox-sorka zgapiłam twoją nazwę ;D
Widzisz jesteś u mnie postacią!
Nie martwcie się Ross z nią nie bd.
Ale nie wiem co zrobić z Codym i Laurą. ;/
Zaktualizowałam bohaterów zajrzyjcie!
Proszę doceńcie moją pracę i zostawcie komentarz.
Chciałabym zobaczyć pod nim 15 komów.
Kocham ♥
Mrs.Lynch ♥♥♥
 

sobota, 25 stycznia 2014

Rozdział 27.

                                                                           ~Laura~
Spytacie co teraz czuję?...Czuję ból..smutek i żal.Czuję się winna sama sobie za to,że Ross stracił pamięć i nie ma zielonego pojęcia kim jestem.Nadszedł dla mnie ten trudny dzień.Dzień w którym pożegnam się z moim ukochanym i wyjadę do mojej kuzynki nie dając nikomu słowa.Kocham Sharon tak jak Vanessę,ale ona ...Sharon mnie bardziej rozumie.Dzisiaj jest jeden z najtrudniejszych dni mojego życia.-pomyślałam.Do wyjazdu R5 i mojego lotu zostało raptem kilka godzin.Wstałam już o 9 żeby zdążyć się spakować i mieć to już za sobą.Nie wiem czy dobrze robię nie mówiąc nikomu o tym że wyjeżdżam,i dokąd wyjeżdżam,ale chcę się na chwilę oderwać od moich zmartwień i ogółem od wszystkiego co mnie dręczy.Najbardziej boli mnie to,że Ross mnie nie kocha.Chciałabym,żeby było jak dawniej...żebym mogła wtulić się w jego silne ramiona i zapomnieć o bożym świecie.Nie potrafiłabym już nigdy więcej pokochać kogoś innego.Poprostu bym nie umiała.Ross jest dla mnie wszystkim...jest moim uśmiechem..jest moim oparciem w trudnych chwilach..jest dla mnie schronieniem...a jego oczy..oceanem w którym tonę za każdym razem gdy w nie spojrzę...jest całym moim sercem...Szkoda tylko że...miał ten "wypadek"..Nie nie mogę o nim myśleć!-wrzasnęłam i rozpłakałam się.-Mam dość tego,że go straciłam ...
                                                                         ~Narrator~
Lau siedziała w domu oglądając "Operacja Stylówa".Szatynka chciała się odizolować na jakiś czas od tej całej sprawy z Rossem.W tym samym czasie Ross siedział w pokoju i kończył pakowanie się.Blondyn cieszył się z wyjazdu...ale wciąż nie był przekonany co do słów Laury "Jesteśmy tylko znajomymi z planu"On czuł,że to coś więcej..ta myśl nie dawała mu spokoju.
Przemyślenia Rossa na temat jego relacji z Lau,przerwała Rydel.
-Ross za 40 minut musimy być koło autobusu.-powiedziała.
-Czy my czasami nie mamy samolotu na tę trasę?-spytał ją zdzwiony chłopak.
-No przecież..-powiedziała a Ross pokazał jej żeby puknęła się w czoło-No co pomyliłam się.-Rydel już chciała zamknąć drzwi,lecz Ross ją zatrzymał.
-Delly?..
-Tak?-spytała zdzwiona blondynka,sprawiała wrażenie skrępowanej więc chyba wiedziała,że chodzi w tej chwili o Lau."Nic mu nie powiem obiecałam Lau"-pomyślała.
-Czy ja..i ta...
-Laura?-spytała."Ona go kocha bardziej niż wszystko..a on nie pamięta nawet jej imienia"-przemknęło jej przez myśl.
-Kim my dla siebie jesteśmy?-spytał.
-Jesteście..znaj..-zacinała się blondynka nie wiedząc czy powiedzieć prawdę.-Jesteście znajomymi z planu.
-Ja czuję..jakbym..ją..ją kochał-powiedział.Rydel spojrzała na Rossa ledwo powstrzymując łzy "Kochasz ją najbardziej na świecie.Jesteście sobie przeznaczeni i kochacie się bardziej niż ktokolwiek na świecie.Nie widzicie poza sobą bożego świata!!!"-To właśnie chciała wykrzyknąć Rydel ale w ostatniej chwili ugryzła się w język.
-To tylko złudzenie...-powiedziała-Pakuj się dalej i daj sobie z nią spokój.-Delly zostawiła Rossa samego.Blondyn wylał na swoją koszulkę colę."A niech to.."-pomyślał.Wyjął z torby biały podkoszulek.Stanął przed lustrem i zdjął koszulkę.Kiedy miał włożyć suchą zobaczył na swojej piersi długą różową kreskę.Chłopak przyjrzał się bliżej...poczuł ostry ból głowy i zobaczył jakby urywek filmu..Ocierał zakrwawioną twarz Laury i ktoś wbił mu nóż w pierś.."Dziwne"-pomyślał.Ross bardzo chciał przytulić Lau na pożegnanie.."Będe za nią tęsknił,nawet jeśli to tylko znajoma z planu"-pomyślał i wyszedł z pokoju,ciągnąc za sobą walizkę.
                                                                           ~Laura~
Idąc na miejsce odprawy całego..R5..byłam przybita i smutna.Nie mam po co już żyć.Ross wyjeżdża...nie pamięta kim jestem..A ja go kocham cholernie go kocham jest dla mnie jak powietrze!..Nie nawidzę swojego losu.Dotarłam na miejsce 10 minut przed czasem.Po 5 minutach wszyscy się pojawili.Raini,Calum państwo Lynch,oraz całe R5 łącznie z Rylandem.Ale dla mnie liczył się tylko Ross.Staliśmy chwilę rozmawiając aż wreszcie usłyszeliśmy w słuchawce,że za 5 minut odlatuję samolot moich przyjaciół i ..Rossa.Przytuliłam się do każdego.Na końcu został mi Ross.
-Będę tęsknić-powiedziałam.
-Przytulisz mnie?-spytał.Ja chwilę się zawahałam...No bo chciałam go przytulić..ale jak nie będę mogła go puścić?Będę za nim tęsknić jeszcze bardziej!Ale nie wytrzymałam i wtuliłam się czule w silne ramiona Rossa.

Chyba nam obojgu było ciężko się rozstać."Kocham cię!Tak bardzo cię kocham!Kochanie zostań i powiedz,że już zawsze będziemy razem"-Tak właśnie chciałam powiedzieć lecz za bardzo się bałam.Po 2 minutach oderwaliśmy się od siebie.Z trudem powstrzymywałam się od łez.Chciałam go pocałować powiedzieć,że go kocham..Nie będę mu marnowała życia...zakocha się w innej-pomyślałam.Zespół przeszedł przez odprawę.Wszyscy już weszli do samolotu tylko Ross ciągnął się z tyłu za walizkami.Nie wytrzymałam za bardzo bolał mnie ten widok.Zrobiłam coś totalnie szalonego.Przeleciałam przez bramkę odpychając ochroniarzy którzy sprawdzali bilety i płacząc zaczęłam biec w kierunku Rossa.Chciałam go tylko znów przytulić..być może ostatni raz w życiu.Ross rzucił walizki i również zaczął do mnie biec.Po kilku sekundach wylądowałam z płaczem w jego silnych ramionach.
Przytulałam go z każdą chwilą coraz mocniej.On natomiast tulił mnie do siebie z dużą czułością."Wierzę że tam jesteś..wiem że masz mnie wciąż w głębi serca,że wrócisz i znów będziemy szczęśliwi."-tak właśnie pomyślałam.Ross był dosłownie "zmuszony do lotu" bo kapitan samolotu się niecierpliwił.Chłopak oderwał się lekko odemnie i spojrzał w moje zapłakane oczy."Muszę już iść"-powiedział pocałował mnie w policzek i z niepewnością mnie puścił,odchodząc trzymał moją dłoń aż po kilku sekundach ostatecznie ją puścił.To była jedna z najsmutniejszych chwil jakie musiałam przeżyć.Wpatrywałam się w lecący samolot Costar.l do póki nie zniknął mi z pola widzenia.Smutna i bez życia wróciłam na lotnisko.
-Miłość?-spytała mnie policjantka która,miała pilnować porządku.
-Tak-powiedziałam.
-Musi go pani bardzo kochać,skoro złamała pani prawo...-zaczęła-Płakać się mi chciało kiedy tak na was patrzyłam...-powiedziała-Dobrze dziecko leć,nic się nie stało.-Unikłam na szczęście kłopotów przed wyjazdem.Calum i Raini czekali na mnie.Moja przyjaciółka przytuliła mnie.
-Odprowadzić cię?-spytała.
-Nie..potrzebuję trochę czasu sama-powiedziałam.
-Rozumiem chodź do mnie-powiedział Calum,przytuliłam naszego "rudzielca",otarłam łzy i poszłam do domu.Zrobiłam sobie coś do jedzenia i usiadłam przed telewizorem.Natrafiłam na "Husk".Świetny film!.Nim się obejrzałam wybiła 16:00 i musiałam iść na lotnisko.W Los Angeles,będę dopiero około 19:00.Sharon obiecała,że wyjedzie po mnie na lotnisko więc trzymam ją za słowo.Właśnie oddałam swój bagaż i weszłam do samolotu Airpot.14.Znalazłam wygodne miejsce,oczywiście jak to ja przy oknie ponieważ kochałam podziwiać widoki.Oglądałam w telefonie zdjęcia.Było tam mnóstwo zdjęć moich i Rossa.Ale chyba najbardziej poruszył mnie ten filmik.To tylko sprawiło,że się popłakałam i natchnęło mnie na nową piosenkę.Siedziałam i utworzyłam dzieło..
Samochód zaparkowany,torby spakowane,ale które serce nie patrzy wstecz...
Na przyjemne światło na werandzie,którą nadal będzie nazywać twoją...
Nie wszystkie słowa zostały wypowiedziane..
I teraz nie jestem jedyną..
Która zmaga się z duchami,decydującymi o tym czy ogień naszych uczuć...dalej płonie...
 
Wszystkim co posiadam,wszystkim czego potrzebuję..
On jest powietrzem bez którego nie mogę oddychać...
Trzyma moją miłość...w swoich rękach..
Ja wciąż czegoś szukam,próbując złapać oddech...
Pozostaję mi więc mieć nadzieję,że kiedyś znów złapię oddech.
Znów będę potrafiła oddychać...
 
Otwarłam się przed tobą,poznałeś moje sekrety..
Straciłam przy tobie bezpieczne schronienie,wystawiłam się na pełny widok...
Znisz mnie...złam moje rozdarte serce...
Bo moim brzemieniem,jest miłość której już nie daję rady dźwigać!..
 
Wszystkim co posiadam,wszystkim czego potrzebuję..
On jest powietrzem bez którego nie mogę oddychać...
Trzyma moją miłość...w swoich rękach..
Ja wciąż czegoś szukam,próbując złapać oddech...
Pozostaję mi więc mieć nadzieję,że kiedyś znów złapię oddech.
Znów będę potrafiła oddychać...
 
Cierpię będąc tu..
Chcę jedynie twojej miłości!..
To że cię nie ma sprawia mi ból..
Co powinnam zrobić???
 
Wszystkim co posiadam,wszytskim czego potrzebuję..
On jest powietrzem bez którego nie mogę oddychać...
Trzyma moją miłość...w swoich rękach..
Ja wciąż czegoś szukam,próbując złapać oddech..
Pozostaję mi więc mieć nadzieję,że kiedyś znów złapię oddech.
Znów będę potrafiła oddychać...
Kiedy skończyłam pisać,znów zaczęłam oglądać zdjęcia.Mój telefon cały czas dzwonił.Ale ja nie chciałam gadać z nikim z mojej rodziny a ni z przyjaciółmi.
-Laura?-usłyszałam za sobą zdziwiony znajomy mi głos.
-Brianna?
-O matko hej-powiedziała.Usiadła obok mnie i mnie przytuliła,odwzajemniłam jej gest.-Co ty tutaj robisz?-spytała.-Słyszałam o tej całej sprawię z Rossem..przykro mi...nie płacz-powiedziała ocierając mi łzy palcami.
-Dziwne..z wrogów stałyśmy się przyjaciółkami-powiedziałam.
-Dokąd lecisz?-spytała.
-Obiecaj że nikomu nie wygadasz.
-Obiecuję-powiedziała opowiedziałam jej tę całą historię..
-Rozumiesz?-spytałam.
-Laura...-zaczęła-Przecież..Ross..on może cię jeszcze kocha-powiedziała-Na pewno tak jest..uwierz mi przez to..co Dylan ci zrobił on...chciał się zabić ale go powstrzymałam...
-On chciał popełnić samobójstwo?-spytałam zdziwiona jednocześnie przerywając tym blondynce.
-Każdego dnia siedział w szpitalu trzymając cię za rękę..-powiedziała-Pierwszy raz w życiu widziałam płaczącego.. i tak załamanego chłopaka...
-Kontynuuj-powiedziałam.
-Na pewno chcesz słuchać?-spytała a ja tylko pokiwałam głową.-Za to co Dylan ci zrobił..połamał mu żebra wybił 2 zęby i złamał rękę...myślałam że go tam zabiję...gdyby nie ochrona to by go chyba zabił i to dosłownie..kiedy załapałam go za rękę jak skoczył z tego mostu...krzyczał żebym go puściła bo powiedzieli że już się nie obudzisz..on nie chciał żyć..Dlatego ja jestem pewna,że on w środku czuję że jesteś jego miłością.On cię kocha jak nikt inny nie potrafię w słowach tego opisać-powiedziała.Obydwie popłakałyśmy się.
-Ja też go bardzo kocham..-zaczęłam-Ale przez tę całą trolicę nie pamięta nawet jak mam na imię.
-Emily to dziwka!-powiedziała Brianna.
-Tobie wybaczyłam..ale ten kurwiszon jest dla mnie nikim-rozpłakałam się jeszcze bardziej i przytuliłam się do blondynki.
-Nie płacz-pocałowała mnie w czoło-Nie rozumiem samej siebie..jak ja mogłam cię tak szykanować...gnębić?-spytała-Bardzo cię przepraszam..
-Nie wracajmy do tego..-powiedziałam-Ważne że teraz jest między nami ok-powiedziałam-Kocham cię.
-Ja też cię kocham przyjaciółko-powiedziała.
-Dokąd ty w ogóle lecisz??-spytałam.
-Lecę na kilka dni do mojego brata Raiona.-powiedziała.-Sądzę że źle zrobiłaś z tym,że nie powiedziałaś nawet Vanessie o tym że wyjeżdżasz do Sharon.
-Chcę się trochę odizolować od świata-wytłumaczyłam jej.Brianna niedługo wysiadła a ja leciałam jeszcze jakąś godzinę słuchając przy tym muzyki.W moich słuchawkach rozbrzmiał ostatni dźwięk mojej ulubionej piosenki.Schowałam swoje różowe słuchawki do torebki i poszłam po swój bagaż.Siedziałam na lotnisku i czekałam na Sharon.Szukałam jej wzrokiem,ale w ogóle jej nie widziałam.
-Lau!-usłyszałam znajomy mi głos za plecami.
-Sharon!-pobiegłam do niej i się przytuliłam.
-Matko ukradłaś mi włosy-powiedziała.
-Miałam je pierwsza-zaśmiałam się.Sharon wzięła jedną moją walizkę i razem z nią udałam się do jej auta.Po 30 minutach dotarliśmy do jej domu,który mieścił się na Shine.Street 28.Weszłam do środka i podziwiałam jej piękny i duży dom.Usiadłam w kuchni.Sharon brała się za robienie herbaty,pchnęłam ją na krzesło przy stole i poszłam do lodówki bo wódkę.
-Laura nie chcę wód..
-Chcesz uwierz mi!-powiedziałam.-Historia którą ci streszczę cię poruszy uwierz mi..
-Ok-powiedziała-Ale nie wypijmy za dużo-zaśmiała się.Nalałam po pierwszym kieliszku.-Po co w ogóle chciałaś koniecznie przylecieć kotuś?
-Rozumiesz mnie bardziej i lepiej niż Vanessa-powiedziałam-Pewnie mówiła ci o tym,że wepchnęli mnie pod samochód.
-Tak-powiedziała-Ale kto to zrobił?-spytała zdziwiona.
-Tini-powiedziałam do niej po przezwisku-Jesteś pewna,że chcesz mnie wysłuchać?
-Niczego bardziej nie byłam pewna-powiedziała-przyjechchałaś by mi się wyżalić..słucham-stwierdziła.
-Z pewnością..wiesz Sharon że jestem..byłam w szkole pośmiewiskiem...Najgorsze piekło zgotował mi Dylan Wallce..
-To będzie opowieść o Rossie?-przerwała mi nagle.
-Po części-powiedziałam.
-Ok,nie będę ci już przerywać mów dalej-powiedziała brunetka łykając kieliszek wódki.
-Dylan miał mnie za dziwadło..za coś co trzeba wytępić..a to tylko dlatego że nie kochałam się z chłopakiem..że w ogóle go nigdy nie miałam.-zaczęłam-Jestem jaka jestem,więc postanowiłam się nie odzwać kiedy zaczął mi dogadywać koło szafek..do akcji wkroczył Ross..uratował mnie..namówił na casting do "Austina & Ally"..dzięki niemu zdobyłam sławę i miliony fanów na całym świecie..nie wiedziałam tylko,że Dylan chcę mnie zniszczyć..Próbował mnie zgwałcić..Ross na szczęście wyczuł,że coś się ze mną dzieję i zdążył zanim ten mnie zgwałcił..ucierpiał na tym bo Dylan wbił mu nóż w pierś i ma teraz bliznę..potem zakochaliśmy się w sobie..ale po kilku dniach ostro się pokłóciliśmy..wtedy Dylan wcielił w życie swój plan...próbował mnie zabić..Kiedy Ross dowiedział się o tym,że mogę się więcej nie obudzić..byłam w śpiączce wiesz o tym prawda?-Sharon pokiwała twierdząco głową.-Ross chciał się rzucić z mostu..wszystko skończyło się dobrze..ja się obudziłam..on wyznał mi miłość..pocałowaliśmy się i..od razu poszliśmy z sobą do łóżka-zaśmiałam się-Nawet gdybym miała amnezję i tak nigdy nie zapomnę tej nocy..nikt mnie tak nigdy nie dotykał..nie pieścił..wydawałoby się że wszystko było już dobrze..
-A nie było?-spytała Sharon łykając 5 już kieliszek i ocierając łzy.
-Na naszej drodze pojawiła się Emily-zaczęłam-To przez nią nie doszło do naszego ślubu..chociaż byliśmy pewni że tego chcemy..po naszym bolesnym rozstaniu..Ross znalazł sobie nową pasję motocross..Emily w zemście przecięła mu hamulce w motorze..Blondyn miał wypadek i w związku z tym stracił pamięć..dziwne jest to,że on nie pamięta tylko tych ważnych dla niego osób..
-Czyli że on cię nie pamięta?-spytała Sharon.Po moich policzkach spłynęły pojedyncze łzy.
-Wyjechał w trasę..-zaczęłam-a do tego nie wie że się kochamy..rozstanie z nim było jak cios młotem..czuję się tak jakbym...straciła wszystko..
-Miałaś rację chciałam wódki-popłakała się bardziej-Boże..los jest dla ciebie okrutny.
-Przyjechałam do ciebie po to..-zaczęłam-Żeby się trochę oderwać od tego całego Miami.
-Van o tym wie?
-Nikt nie ma zielonego pojęcia,że tutaj jestem-powiedziałam.
-Nawet Ross?-spytała.
-Nawet Ross..-potwierdziłam i przełknęłam z bólem 3 kieliszek alkoholu.-Ja więcej nie piję.
-Ja też nie będę już pić..-powiedziała.-Naleję nam soku pomarańczowego..wiem że go uwielbiasz-cmoknęła mnie w policzek i poszła po sok.Dostałam sms'a od Rydel..odczytałam go po krótkim zastanowieniu: "Laura z Rossem jest coś nie tak.Opowiedział mi że widział w głowie jak ociera twoją zakrwawioną twarz,i ktoś wbił mu sztylet w pierś.On zaczyna sobie ciebie przypominać.Jak mnie spyta w końcu powiem mu prawdę!Wybacz.." .Zastanowiłam się chwilę i odpisałam "To nie jest prawdą..on mnie nie pamięta i nigdy sobie mnie nie przypomni!".Sharon wróciła z szklankami soku.Długo jeszcze rozmwiałyśmy...chwilami przestawałam ją słuchać bo w mojej głowie wciąż był Ross.Ja nie umiem o nim zapomnieć!Po prostu nie potrafię.
-Laura słuchasz mnie?-spytała.
-Co?-spytałam-Wybacz..cały czas on siedzi mi w głowie.-Może chodź obejrzymy jakiś film co?-spytałam ją.
-Jasne to może ja coś wybiorę ok?-spytała na co ja pokiwałam tylko głową.Po 5 minutach wróciła z filmem "Listy Do Julii".Zgodziłam się to obejrzeć chociać było to romansidło.Kiedy film się skończył jak zwykle musiałam wyrazić swoją opinię.
-Komedie romantyczne są do bani..-zaczęłam-5 minut przez końcem filmu,zakochani uświadamiają sobie że są dla siebie stworzeni-powiedziałam i rzuciłam miską popcornu w telewizor-Filmy akcji są dużo lepsze.
-Filmy akcji?-spytała Sharon-Nie znosisz ich!
-Bo są bardziej życiowe-zaczęłam-Terrorysta bierze 6 zakładników,wmawia że ich zabiję i nagle do akcji wkracza Bruce Willis robi rozpie**ol i dobro zwycięża.
-To ty przeklinasz?-spytała.
-Tylko kiedy jestem smutna..-zaczęłam.
                                                                               ~Ross~
Siedziałem właśnie na łóżku w hotelu i nudziło mi się.Rydel krzyczy "Wszyscy spać jutro wstajemy już o 7:30!".Ja nie miałem zamiaru iść spać.Cały czas myślałem o Laurze.Kiedy się ze mną żegnała...to nie możliwe żebyśmy byli..przyjaciółmi.Przeleciała przez barierki i rzuciła mi się w ramiona.Na pewno zapłaciła sporej kwoty mandat.Nie wiem dlaczego ale tęsknie za tobą-pomyślałem.Wstałem i wyciągnąłem z torby jej zdjęcie.Postawiłem je sobie na stoliku.Rzuciłem się na łóżko.Znów poczułem ten dziwny ból i zobaczyłem jak okrywam Laurę swoją bluzą..a potem zaczynamy się całować...O co w tym wszystkim chodzi?!.Byłem tak zakłopotany że...ahh.Nie miałem pojęcia o tym kim dla siebie jesteśmy..Te moje dziwne wizję i to całe pożegnanie.Coś na pewno jest na rzeczy tylko oni boją się do tego przynać...Laura jest taka śliczna..a jak przytula..Ciekawe co teraz robi.-pomyślałem.Wziąłem telefon z półki i postanowiłem do niej zadzwonić..Dziwne..nie odbiera...spróbowałem jeszcze raz..też nic.Może ona wcale nie chcę ze mną gadać???.Wyszedłem na balkon i usiadłem na "bujanym" łóżku..zaraz Lau mówi tak na to!.Nie ważne..Zaczęłem wpatrywać się w gwiazdy i nucąc "Forget About You" myślałem o niczym..O tym czy trasa będzie udana..i czy spotkam miłość swojego życia..kiedy jestem z Laurą..czuje się jakbym naprawdę ją kochał..Na pewno tylko mi się wydaję..Zmorzył mnie sen i zasnęłem.."Widziałem siebie stałem w jakimś długim ciemnym pomieszczeniu...-Niedługo poznasz prawdę..-powiedział nieznany mi głos.-Kim jesteś?-spytałem-Twoją podświadomością..Laura jest dla ciebie kimś dużo ważniejszym..ty ją kochasz".W tej chwili zerwałem się na równe nogi.Co to ma znaczyć???Kochasz ją???Sam nie wiem o co chodzi.Musiałem wyjść do łazienki.Kiedy już chciałem złapać za klamkę dostałem drzwiami od Rikera.Upadłem na ziemię i uderzyłem się mocno w tył głowy.W głowie zobaczyłem kilka wydarzeń...Przypomniało mi się wszystko.Ja kocham Laurę!.Jak ona mi mogła nic nie powiedzieć?!.Co ja mam teraz zrobić?Przecież jestem w trasie!.Najpierw to ja pójdę opieprzyć Delly.!Wleciałem do jej pokoju jak strzała.
-Rydel Mary Lynch!!!!!-krzyknąłem.
-Czego się drzesz baranie?!-spytała-Jest 12 w nocy chcę spać!
-Dlaczego nie powiedziałaś mi co tak naprawdę łączy mnie z Lau?!-spytałem.
-To ty..ale jak to.
-Tak to!!!-krzyknąłem.Byłem tak zły że nie potrafię wyrazić tego w słowach.
-Co teraz zrobisz?-spytała.
-Wyjeżdżam!!!-krzyknęłem-Ona jest miłością mojego życia!!!Chcę do niej wrócić nawet nie wyobrażam sobie co ona musi teraz czuć!!!!!!!!!-nawrzeszczałem na moją siostrę.
-Zostawisz nas?-spytała.
-Nie jestem tutaj jedynym wokalistą-powiedziałem-Jutro się pakuję i wracam do niej kocham ją!Kocham ją kocham kocham rozumiesz?!!!!!!!!!-wrzasnęłem.Trzasnąłem drzwiami.Poszedłem do swojego pokoju i znów spróbowałem zadzwonić do Laury.Niech to szlag!!!!Znowu nie odbiera nie mam już siły.
                                                                             ~Narrator~
Laura leżała właśnie w łóżku i płakała.Jej oczy były już czerwone i spuchnięte."Nie wiadomo kiedy..a stajesz się niewolnikiem miłości....parę spotkań..kilka przytuleń..potem jest pocałunek..namiętna noc i nie możesz już się uwolnić od tego sercowego "Auchswitz".-pomyślała Laura i wybuchnęła jeszcze większym płaczem.Na wyświetlaczu jej telefonu cały czas widniał napis "Rossy ♥".Ona nie chciała odebrać.Blondyn odchodził od zmysłów.Obiecał sobie że jutro wróci i bez słowa ją pocałuję tak po prostu.Laura chciała tylko się do niego przytulić.Obydwoje kochają się do tego stopnia że ciężko im żyć bez siebie.Ross nie wiedział jednak że Laury nie ma w domu.Nie miał zielonego pojęcia,że Laura siedzi w Los.Angeles i płacze.Płacze przez niego,przez to że straciła nadzieję na to że Ross jeszcze sobie ją przypomni.Ross wrócił znów na balkon i wpatrując się w rozgwieżdżone niebo wyszeptał "Kocham cię Lau...śpij dobrze".Laura cierpi..bardzo cierpi.."Ross kocham cię"-wyszeptała tuląc do siebie kołdrę.Kochają się tak bardzo i do tego stopnia że nawet sam Shakespeare nie potrafiłby ująć tej miłości w poetyckim wierszu...
*******************************************************
Omg!!!!♥♥♥
Popłakałam się gdy to pisałam!!
Wracam po dłuuuuuuugiej przerwie.
Z dłuuuuugim rozdziałem.
Zaskoczyłam was?!
Dodałam już dzisiaj...
Ponieważ Silence powiedziała że szablon od niej bd mieć doo.pod koniec lutego.
Jestem zajeb***cie zadowolona z tego rozdziału ♥
No nie wiem a co myślicie.
Ja ryczę omg wyję jak mały dzidziuś.
Zostawcie komentarz chcę poznać waszą opinię.
Piosenka którą użyłam w tym rozdziale niżej ♥

Mrs.Lynch ♥♥♥