piątek, 20 grudnia 2013
Rozdział 9.
Obudził mnie budzik,ustawiony na 7:30.Śpiąca jeszcze wstałam z łóżka w którym nie było już Van i podeszłam do szafy,w celu wyjęcia z niej ubrań.Dzisiaj razem z Rossem,mamy poprosić o przedwczesne zwolnienie ze szkoły.Oczywiście ze względu na serial.Kiedy się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam w kuchni Vanessę,robiącą naleśniki.
-Cześć kochanie-przywitała się.
-Hej Vanessa-powiedziałam dając jej buziaka w policzek.-I co wyspałaś się?
-Mhymm...-westchnęła-chyba nikt nie przytula czulej niż ty-zaśmiała się.-twój przyszły chłopak będzie szczęściarzem.-Wtedy przypomniałam sobie o tym co zrobił Liam,ale postanowiłam nic nie mówić Vanessie.
-Proszę-powiedziała podając naleśniki.
-Dziękuję,jesteś kochana.-Zjadłam naleśniki i spojrzałam na zegarek była dopiero 7:50,lekcje zaczynają się o 9:00,jak zwykle niecierpliwie czekałam na Rossa.
-Jesteśmy takim dziwnym rodzeństwem-stwierdziłam.
-Co?-spytała Van.
-No bo...ja cię tak bardzo kocham,ty mnie też i wiem o tym-powiedziałam-a inne rodzeństwa skaczą sobie do gardeł.
-Hhaha-zaśmiała się-wiem o tym.-powiedziała-chociaż....pamiętasz jak miałaś 9 lat?-spytała.
-Emm..-zamyśliłam się-czekaj chyba nie mówisz o...-w tym momencie Vanessa i ja wybuchnęłyśmy "nieopanowanym śmiechem".-To była wigilia...
-Mama postanowiła nas poprzebierać-powiedziała-założyła ci czapkę elfa i zielone buty z dzwonkami,a ja byłam reniferem-powiedziała Van.
-Tamtego dnia,przysięgłam sobie że kiedyś cię zabiję-zaśmiałam się-ale jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
-Awww...-wzruszyła się-no chodź tutaj misiaczka!-Bez słowa przytuliłam moją siostrę.
~Ross~
Siedziałem,przy stole z resztą rodziny i jadłem śniadanie,oczywiście nie mogłem się już doczekać spotkania z Laurą.Dlatego też jadłem w pośpiechu.
-Ross,bo się udławisz-szturchnął mnie Ryland.
-Gdzie ci się tak śpiesz?-spytali naraz Rocky i Riker.
-Bo na pewno nie do szkoły-powiedziała a raczej stwierdziła Rydel.
-Jem szybko bo chce się już zobaczyć z Laurą.-powiedziałem,a potem wszyscy spojrzeli się porozumiewawczo-Co?-spytałem z pełną buzią.
-Nie nic tak tylko...to trochę dziwne..-oznajmiła mój tata.Skończyłem jeść włożyłem talerze do zmywarki zarzuciłem plecak na plecy i podszedłem do drzwi.
-Ross?-usłyszałem za sobą głos mamy-Nie zapomniałeś o czymś?
-Błagam mamo przy nich?-mama posłała mi "zabójczy wzrok".Podszedłem do niej, ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z domu,nie zważając na "ross słodziaczku",krzyczone chórem przez moje rodzeństwo.Zastanawiałem się,jak Laura zareaguję na moją dzisiejszą niespodziankę....
~Laura~
Dochodziła 8:35,a Rossa nawet nie było widać.
-Gdzie on jest spóźnie się.-powiedziałam.
-Nie panikuj na pewno zaraz przyjdzie,przecież by cie nie zo..-w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.Bez zastanowienia zerwałam się z krzesła i podbiegłam do drzwi.Otwierając je ujrzałam Rossa.
-Hej-przywitał się.
-Matko gdzie byłeś?!!!!!!!-krzyknęłam.
-Nie krzycz-powiedział.
-Matko martwiłam się-powiedziłam i przytuliłam go co,oczywiście odwzajemnił.Wpuściłam go do środka.
-Van?!-krzyknął i przytulił moją siostrę.-Wróciłaś.?
-To długa historia...
-Zerwałaś z Shanem?-spytał.
-Nie...zmarła jego babcia i musiał wyjechać na 2 miesiące-westchnęła.
-Chodź już Ross jest 8:45,nie zdążymy!-powiedziałam.
-Zgoda chodź chcę ci coś pokazać.
-Ok,lecę Van będę o 13:00.-Pobiegłam na górę,zarzuciłam torbę przez ramię i zbiegłam na dół,po czyn ciągnąc Rossa za rękę,wyleciałam z domu "jak strzała".
-Dzisiaj się raczej nie spóźnimy.
-Ta..jasne-powiedziałam a Ross wskazał palcem na ulicę.Stałam jak wryta z otwartymi oczami,kiedy zobaczyłam motocykl.
-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Usiedliśmy na tej "zabójczej maszynie" i Ross odpalił silnik.
-Trzymaj się mnie-powiedział,bez słowa objęłam go najmocniej jak umiałam.Ruszyliśmy do szkoły.O dziwo chłopak jechał ostrożnie.Kiedy dotarliśmy pod Marino High School zsiadłam z motocykla i uklęknęłam na chodniku.
-Tak ja żyję!-pocałowałam chodnik-wolność.
-No chodź już bo zostało 5 minut-zaśmiał się.Pierwszą lekcją była matematyka.Cały czas myślałam o rozmowie z dyrektorem,nie mam pojęcia co zadecyduję.
-Psss..-usłyszałam głos Rossa-Lau?
-Tak?
-Boisz się tej rozmowy?-spytał.
-Tak nie wiem co to będzie.
-Ja też ale nie martw się będzie ok-pocieszył mnie Ross.
-Panie Lynch proszę wstać-odezwała się pani Rose Dasilva.Chłopak wstał.-Ross jesteś dobrym uczniem i świetnym muzykiem z tego co słyszałam.
-No..no nie wiem-jąkał się chłopak.
-Nie ma z tobą problemów,ale skup się na lekcji dobrze?-powiedziała nauczycielka.
-Tak przepraszam-powiedział Ross i siadając na krzesło posłał mi promienny uśmiech.Co odwzajemniłam.Reszta lekcji minęła mi w spokoju,ale i w stresie.Mieliśmy dwie klasówki,więc lekcji szybko zleciały ja oczywiście kończyłam,przed czasem.Po lekcjach razem z Rossym wrzuciliśmy książki do szafek i poszliśmy pod gabinet dyrektora.Usiedliśmy w poczekalni,czekając na swoją kolej.
-Stresujesz się?-spytał.
-Tak-powiedziałam na co chłopak mnie przytulił-mhym..już mi lepiej-zaśmiałam się.
-Zapraszam-powiedział dyrektor,który właśnie wyszedł z Gabinetu.Nie pewnym krokiem weszliśmy do środka.
-O czym chcieliście rozmawiać?
-Wie pan...my...-jąkałam się.
-Lepiej jeżeli ja to powiem-przerwał mi Ross-Więc tak..poszliśmy na casting do serialu Austin & Ally no i..-przerwał Ross-dostaliśmy dwie główne rolę.
-Gratulacje dzieciaki-powiedział pan King.
-To wiąże się z sesjami fotograficznymi ,pracami na planie,oraz pomaganiem innym na cele charytatywne.-powiedział Ross.-Więc moglibyśmy....prosić o...wcześniejsze ukończenie szkoły do wakacji i tak nie jest daleko a my kręcimy serial już w sobotę.-Siedziałam w ciszy i czekałam na "osądzenie".
-Hymm...-zamyślił się pan Graham.-Lauro.
-Tak?-spytałam.
-Jesteś jedną z najlepszych uczennic w tej szkole..-zamyślił się-ale przeglądałem twoje papiery i okazało się że masz problemy z w-f.-Ross się zaśmiał.-Za to ty Ross z poezją.
-To nie było śmieszne Ross-powiedziałam.
-Zróbmy tak-powiedział pan King.-Lau,zaliczysz w piątek egzamin z footballu,a Ross z poezji..może z ..."Romeo i Julia"-powiedział a my wyszczerzyliśmy oczy.-Jeśli zaliczycie to wystawię wam świadectwa w piątek około 18:00.
-Co nie ja nie dam rady!-wrzasnęłam.
-Proszę was-powiedział.
-No dobrze-powiedzieliśmy,po długim zastanowieniu i wyszliśmy z gabinetu.Idąc do "maszyny" Rossa zastanawiałam się jak to zaliczę.Tak się zamyśliłam że wpadłam na Dylana,który akurat łaził bezsensownie po szkole razem ze swoją muzą piękną Brianną.
-Uważaj jak leziesz słonico-powiedział.
-Właśnie!-krzyknęła Brianna.
-Zamknij się Brianna-powiedział Dylan.
-Właśnie!-krzyknęła raz jeszcze.
-Odwal się od niej nie zauważyła cię!-wrzasnął Ross.
-Hej wiesz co Laura?-spytał Dylan-Liam opowiadał o tej waszej randce.-Dobił mnie tym-Serio myślałaś że takie ciacho jak on umówi się z taką wywłoką?-W tej chwili nie wytrzymałam kopnęłam go w przyrodzenie i uderzyłam pięścią w twarz.
-Ty gróboskórna świnio-rzuciłam i zostawiłam oszołomionego Dylana i Briannę.Ross przez chwilę stał z otwartymi ustami ale zaraz za mną pobiegł.Dogonił mnie dopiero przy motocyklu.
-Lau..
-Nic nie mów-wrzasnęłam.
-Miałabyś ochotę na pizzę?-spytał.
-Z chęcią-powiedziałam.Pojechaliśmy do pizzerii i zamówiliśmy sobie "hawajską".Wreszcie kelner przyniósł zamówienie.Jedliśmy posiłek rozmyślając.
-I co ja ma teraz zrobić?-spytałam zmartwiona.
-Ty!-krzyknął Ross-a może dyrek kuma tylko po meksykańsku?
-I co jeszcze kupimy mu burrito?-spytałam-miałam grać w serialu..-powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza.
-Hej,tylko mi tu nie becz-powiedział Blondyn ocierając moją łzę palcem.W tej chwili do pizzerii wszedł Dylan z wyraźnie podbitym okiem.-Hej!-krzyknął Ross-Dałaś wycisk Dylanowi.
-I co z tego?
-Masz drobniutkie ciało,ale dużą siłę-stwierdził-wiem!-krzyknął-nauczę cię jak grać w football.
-A ja cię nauczę poezji!-krzyknęłam i zaczęliśmy piszczeć z radości.Tak też zrobiliśmy około 16:00 zaczęłam trening z Rossem.
-Rozgrywając to ty-powiedział Ross-kiedy usłyszysz gwizdek podajesz piłkę graczowi za tobą na razie łapiesz?-spytał.
-Tak.-powiedziałam.Muszę przyznać żę ten trening był przyjemny.Około 19:00 siedziałam z Rossem u niego i uczyłam go poezji.
-"Mam cię porównać do letniego dnia? (...)Piękniejsza jesteś stalsza niż lion,lecz lato za krótko trwa i w maju ścina czułe pęki drzew"-cytowałam ale Ross mi przerwał.
-Czyli,że ona nie jest dla niego jak lekki dzień ,tylko on jest na nią tak jakby napalony?-spytał.
-Tak...-zaczęłam -chociaż sheakspeare (Szekspir) to napisał dla pewnego młodzieńca.
-Był pedziem?!-krzyknął Ross.
-Nie ma pewności.
-Koleś pisze do kolesia że się na niego napalił,a ty nie masz pewności?-spytał-musiałby chyba napisać odę do druta,żebyś uwierzyła.-dokończył a ja posłałam mu zabójcze spojrzenie.-żartowałem-powiedział-ale ja..w ogóle nie rozumiem jak można to komuś powiedzieć,to byłaby niezła wiocha.
-Trzeba mieć komu to powiedzieć Ross-westchnęłam.Chłopak wziął do ręki gitarę akustyczną i zaczął cicho na niej grać.-Co to jest?-spytałam.
-A nic takiego..takie tam..-powiedział.
-No dawaj zaśpiewaj-zachęciłam go.Chłopak zaczął grać i po chwili usłyszałam jego melodyjny głos.:
Chcę tego czego,nie mogę mieć.
Chcę żebyś była moja...
Nie obchodzi mnie,co przez to stracę..
Nie ma żadnego strachu,w moim sercu..
Zajmę jakiekolwiek miejsce.
Nie obchodzi mnie jeśli to pęknie...
Chcę ci powiedzieć coś,czego nigdy sobie nie mówiłem.
Te tajemnice są jak zabicie!!!!
Nazwij mnie wariatem,może i jestem szalony.!
Nigdy nie miałem nic przeciwko,ale to nigdy nie zmieniało mojej fazy!
Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
Jestem buntownikiem,nawet jeśli mam kłopoty!
Wycofam cię z całego gruzu!
Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
Powiedz mi że się mylę....Odwróć się i biegnij..
Ale ja i tak zachowam moje serce dla ciebie!
-Na razie to tyle-powiedział Ross ,odłożył gitarę i zarumienił się po czym,posłał mi promienny uśmiech.
-Jest piękna-westchnęłam i przytuliłam się do jego torsu.-ja nawet nie mam twojego zdjęcia.Ross sięgnął ręką na stolik nocny i podał mi jego zdjęcie .
-Dziękuję-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek.-Chyba już pójdę-westchnęłam.
-Odprowadzę cię.
-Dobrze.-Ross odprowadził mnie pod same drzwi przytulił na pożegnanie i poszedł do domu.Opowiedziałam o dzisiejszym dniu Vanessie,potem umyłam się,przebrałam w piżamę i weszłam do pokoju.Wstawiłam zdjęcie Rossa w ramkę i postawiłam na stoliku nocnym.Byłam bardzo zmęczona,dlatego szybko zasnęłam.
*********************************************
Uff skończyłam!
Pracowałam nad nim aż 3 godziny.
Będę się starać dodawać rozdziały co 3 dni!
PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE!
poniedziałek, 16 grudnia 2013
Rozdział 8.
Dzisiaj,jest poniedziałek,a to oznacza że trzeba iść do szkoły.No tak "life is brutal".-pomyślałam,podchodząc do szafy i wybierając strój na dziś.Kiedy już wreszcie się ogarnęłam zszedłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie.Zjadłam posiłek i czekałam na Rossa.Blondyn po krótkiej chwili pojawił się u mnie w domu.
-Hej-przywitał się-mówiłaś że mogę sobie tu wejść jak bym tu mieszkał,więc jestem.
-Tak...cześć Ross-powiedziałam a on otworzył szeroko oczy.-A ty co masz taką minę?-spytałam.
-Cześć Ross?-spytał-nie powiesz mi "ross skarbie tęskniłam przytul mnie"!-dodał z wyrzutem.
-Nie jestem twoją dziewczyną.-powiedziałam a on posmutniał-Idziemy?
-Jasne-powiedział.Nie przytuliłam Rossa tylko,dlatego że on był z Maią.Nie powinien mnie przytulać.Idąc do szkoły myślałam o tej całej sprawie z Maią.Ross to mój najlepszy przyjaciel,nie chcę by on cierpiał.Gdyby się o tym dowiedział załamał by się.
-Lau!-krzyknął.
-Co?-spytałam.
-Słuchasz mnie?-spytał.
-Tak jasne-oczywiście skłamałam.
-Więc o czym mówiłem?-spytał a ja zaczęłam się jąkać.-No właśnie...Co ci jest?-spytał-Chodzisz jakaś smutna,nawet mnie dzisiaj nie przytu....-Nie skończył bo wtuliłam się w niego.-Hej co ci jest?.
-Nie nic chodzmy już.
-Hej możesz mi powiedzieć-na mieście było dużo ludzi,zaczęłam się gubić.Ross złapał mnie za rękę-Żebyś się mi nie zgubiła.
-Bo widzisz są dwie sprawy-powiedziałam wkońcu.
-Zamieniam się w słuch.
-Pierwsza to......wiesz...
-Co?-spytał.
-Podoba mi się chłopak.-Ross spojrzał się na mnie jakby to chodziło o niego.
-Kto to taki?-spytał.
-Nazywa się Liam Ween,on mi się bardzo podoba.
-Hej,to jest ten kapitan drużyny footballowej.-stwierdził Ross-zagadaj z nim.
-Pogieło cię!!!!!-krzyknęłam tak głośno,że wszyscy się na nas gapili.-Nie dam rady.
-Oj przestań-powiedział Ross i cmoknął mnie w policzek-Jesteś najfajniejszą laską jaką znam poradzisz sobie.-dodał-a ta druga sprawa?.
-Chodzi o Maię-postanowiłam mu powiedzieć,lepiej jak się dowie odemnie.
-O maię?
-Kojarzysz Dylana prawda?-spytałam.
-Taaaa to ten dupek dzięki,któremu cię poznałem.
-Wiesz..bo on i...-nie zdążyłam dokończyć bo w tym momencie podbiegła do nas Maia.Ross puścił moją rękę i przytulił ją.
-Cześć kochanie-powiedziała-hej Laura.
-Cześć-niechętnie odpowiedziałam.
-Ross masz ochotę dziś na kino?-spytała.
-Jasne-powiedział z uśmiechem.
-Dobra to przyjdz po mnie o 19-powiedziała-ja lecę do szkoły paapa.
-Pa-.Zobaczyłam,że Ross naprawdę ją lubi więc postanowiłam nic nie mówić.I dobrze bo on zapomniał o czym gadaliśmy.Do szkoły dotarliśmy około 8:30,i udaliśmy się pod klasę.Czekaliśmy na panna Zegersa,nauczyciela histori.Nagle zauważyłam Liama,który szedł w moim kierunku.
-Pogadaj z nim-szepnął Ross,i udawał że grzebie w telefonie.Liam podszedł do mnie.
-Hej Laura.-zatkało mnie "wie jak się nazywam!"-wrzasnęłam.
-He-j L-ia-am-zacinałam się.
-Miałbyś ochotę dziś wyskoczyć do kina?
-E eemmm.hahaa-zaśmiałam się.-Jasne.
-Ok super spotkajmy się w parku o 19 ok?-spytał.
-Pewnie-powiedziałam.
-Pa-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Aaaaa!!!!!!!!!!-piszczał Ross.-Masz randkę.-Reszta lekcji minęła spokojnie.Około 13:00,wyszłam z Rossem ze szkoły i udałam się do domu.Tam pouczyłam się roli i około 18,zaczełam się szykować na randkę.Ross poszedł z Maią do kina,a ja poszłam w miejsce w którym miałam się spotkać z Liamem.Ku mojemu zdziwieniu spózniał się już 15 minut.Nie powiem,trochę mnie to wkurzyło.Po chwili przysłał mi sms'a :"sorry bejbe,ale byłaś naiwna,myślisz że bym się z tobą umówił chyba w snach".Rozpłakałam się i pobiegłam do domu.Rzuciłam się na łóżku.Jak on mógł.Ale byłam,głupia!Płakałam tak do 21:00.Nagle z dołu usłyszałam,że ktoś mnie woła.Tym ktosiem był Ross.Chyba słyszał,że płacze bo wszedł do mojego pokoju i poprostu mnie przytulił.Posadził mnie sobie na kolanach.
-Liam mnie wystawił-powiedziałam.
-Cicho już-powiedział-nie płacz.Ross poprawił mi humor,siedział u mnie do 22:00.Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.Wzięłam prysznic i założyłam,koszulkę Rossa,którą u mnie zostawił kiedy klęczał mi przed drzwiami na deszczu.Już miałam iść spać,ale nagle drzwi się otworzyły i do domu weszła Vanessa,z walizkami.Widać było,że jest smutna.
-Vanessa!-krzykęłam i przytuliłam siostrę.-Pokłóciłaś się z Shanem?
-Mogę się znów wprowadzić?-spytała.
-Oczywiście że tak,przecież to dalej twój dom!.-Ness weszła do kuchni i usiadła przy stole.Przytuliłam się do niej znów i pocałowałam w czoło.
-Babcia Shane'a zmarła i musiał wyjechać do Londynu,załatwić sprawy związane z pogrzebem.
-Matko..-powiedziałam-jesteście dalej razem?.
-Tak..-powiedziała-ale nie będę się z nim widziała przez 2 miesiące.
-Wy się bardzo kochacie wszystko będzie ok.-powiedziałam-leć się umyć i możesz dziś spać ze mną.Położyłam,się do łóżka i czekałam na Van.Niedługo weszła do pokoju i położyła się obok mnie,przytuliłam ją i zasnęłam...
***************************************
Cześć wam,chcę was na wstępie przeprosić za to że tak długo,nie było rozdziału,ale już jest co myślicie?!
sobota, 16 listopada 2013
Notka 5 ;D
Moja mama,wysadziła prąd w całym mieszkaniu!Wiecie kompa nie mam,a siedze na tablecie zostało mi tylko 7% baterii.!Jak tylko naprawią prąd to podłącze tablet i dodam rozdział naprawdę przepraszam!
Rozdział 8.
Bardzo was przepraszam,ale spalil mi sie ruter nwm kiedy bd rozdzial ale macie tutaj taki fragmet: ~Laura~
Dzisiaj jest poniedziałek a to niestety oznacza że trzeba iść do szkoły."Life is brutal"-pomyślałam podchodząc do szafki i wybierając,strój na dziś.Poszłam,do łazienki i tam ogarnęłam również moje sterczące,na wszystkie strony świata kłaki.Zszedłam na dół,i zrobiłam sobie śniadanie.Zastanawiałam się czy dzisiaj przyjdzie po mnie ross,ale wciąż nie miałam pojęcia czy mam wyznać,chłopakowi prawdę o Mai.Około ósmej trzydzieści ktoś zapukał do moich drzwi.Tym ktosiem był oczywiściem Ross.Pzywitałam się z nim i poszłam z Blondynem do szkoły.Cały czas zastanawiam się czy wyznać chłopakowi prawdę. A co jeśli on się załamie?, nie chcę tego chyba musiałam się nieźle zamyślić bo ,dopiero teraz dotarło do mnie że Ross od kilku chwil próbuje przywrócić mnie na ziemię.
-Lau ty mnie wcale nie słuchasz!!!-wrzasnął-co się stało?
-Coś do mnie mówiłeś?-spytałam- przepraszam ale myślami jestem gdzie indziej.
-Co cię gryzie pamiętaj że mnie możesz powiedzieć-wyznał.Nie mogę okłamywać Rossa musiałam mu to powiedzieć.
-Bo widzisz jest taka sprawa....... to znaczy chodzi o Maię- powiedziałam.
-O Maię?-spytał.
-Widzisz bo....- nie zdążyłam dokończyć bo właśnie w tym momencie Maia podbiegła,do nas i przytuliła blondyna.
piątek, 15 listopada 2013
Notka 4 ;D
Wiem,że tutaj raczej spodziewaliście się rozdziału...
Ale muszę pisać nową piosenkę i nie wyrobie się dziś z rozdziałem!...
Sorry raz jeszcze.
No właśnie rozdział już zaczęłam pisać,więc napewno będzie jutro!
Kocham was!!!
wtorek, 12 listopada 2013
Rozdział 7.
Jak on mógł?!!Dlaczego tak powiedział?Nie rozumiem tego!Myślałam,że jest moim przyjacielem i mu na mnie zależy.Jak widać myliłam się.Dlaczego zawsze tak jest że ja jestem sama?.Przecież nie jestem aż tak brzydka.Ross ma dziewczynę.Nie chcę by ją pokochał!!Nie chodzi o to że go kocham.Nie,nie tylko on nie bedzię miał dla mnie czasu!Leżałam tak na moim "bujanym łóżku" na balkonie i rozmyślałam,patrząc w gwiazdy.Ta noc była jakaś chłodna,ale mi to mie przeszkadzało.Pomyślałam o Rossie.Jak ja byłam głupia,że mu zaufałam,a on mnie tak poprostu zranił.Kochałam go jak przyjaciele ale kochałam.Co ja mówię ja go kocham.Chcę żeby był moim przyjacielem.To dzięki niemu mam teraz rolę Ally Dawson.Znam go niedługo ale zależy mi na nim.Chyba niepotrzebnie tak na niego najechałam.....Kto wie...może to Ross okaże się kiedyś moim księciem..
~Ross~
Siedziałem na kolacji z rodziną.Jak ja mogłem tak potraktować Laurę.Wszystko zepsułem,pewnie mnie nienawidzi.Muszę,ją jakoś przeprosić.Tylko jak?.Znam ją bardzo krótko,ale zdążyłem ją pokochać.Co prawda jak przyjciółkę.Nie chcę być z nią pokłócony.Idę do niej tak.
-Idę do niej tak!!!!-dopiero teraz dotarło do mnie że powiedziałem,to na głos przy całej rodzinie i Ellu.Spojrzeli się na mnie jak na idiotę.
-Ross się zakochał..-zakpił Riker i oberwał odemnie kanapką.
-Ross co ty wyprawiasz?-spytała moja mama.
-Właściwie to nie wiem-powiedziałem-idę do Laury!-Wstałem od stołu i udałem się w kierunki drzwi.Założyłem buty i wyszedłem.Przez drogę jeszcze trochę pomyślałem.Ciekawę czy mi wybaczy.Niepewnym krokiem,podszedłem pod drzwi i zapukałem do nich.Po chwili w nich pojawiła się moja śliczna brunetka.
-Czego chcesz?-spytała.
-Lauruś ja...
-Nie mów tak do mnie!-powiedziała-Masz dziewczynę.
-Wybacz mi proszę-powiedziałem i poczułem,że do oczu napływają mi łzy.-Nie powinieniem się tak do ciebie odzywać.
-Ross idz sobie-powiedziała.
-Nigdzie nie pójdę!-powiedziałem stanowczo.
-Ross proszę cię-powiedziała.-Wynocha.
-Nie,będę tu stał dopóki mi nie wybaczysz już chyba gorzej być nie może!-krzyknąłem.Brunetka zamknęła drzwi.Ja jestem uparty i słowa dotrzymuję.Mimo,że mieszkamy w Miami,ta noc była zimna i zanosiło się na deszcz.Stałem pod drzwiami Laury już długo zerknąłem na zegarek wybiła 23:37.Lunąl deszcz.Było mi bardzo zimno,cały zmokłem.Przecież miałem na sobie tylko czarną koszulkę na ramiączkach i dżinsowe rybaczki.Mokłem dalej aż się ze mnie lało,zacząłem powoli trząść się z zimna.A z każdą minutą nadzieja na to,że laura wyjdzie i mi wybaczy wygasała...
~Laura~
Chodziłam w kółko po domu.Kiedy zobaczyłam Rossa miałam ochotę się na niego rzucić i przytulić,znów poczuć jego ciepło.Ale wciąż,bolało mnie to że Ross powiedział mi coś tak okropnego.Wiedziałam,że stoi pod drzwiami i moknie.Kątem oka spoglądałam przez okno.Ross cały się trząsł,był zmęczony i zmarznięty.Wydawało mi się że płacze.Serce mówiło: "idiotko,idz do niego i go przytul!" a rozum: "zapomniałaś,jak cię zranił!?Niech cierpi!!!!.".Zawsze słucham co mówi sercę,ale nie mogę mu jeszcze wybaczyć.Niech wie że,mnie się nie rani.Poszłam do siebie,starałam się zanąć,ale nie mogłam.Rozpętała się burza.Nie wytrzymałam i musiałam iść do Rossa.Spojrzałam na zegarek 2:28.Zbiegłam na dół.Wyjrzałam przez okno.Na dworze lało jak nigdy i waliły pioruny,a Ross siedział pod drzwiami.Otworzyłam drzwi,podbiegłam do niego i go przytuliłam.Oboje się rozpłakaliśmy.
-I co ty wyprawiasz!!!!?-krzyknęłam.
-Przepraszam-powiedział.
-Głupi jesteś!!!!!-wrzasnęłam.-Już dobrze słyszysz?!!!-spytałam-Chodz do środka.Wszedliśmy do domu.Ross był bardzo zmarzniety. Ja też zdążyłam,trochę zmoknąć.Siedziałam mu na kolanach i przytulałam go najmocniej jak umiałam.
-Jesteś idiotą-powiedziałam i pocałowałam go w czoło.-Nie sądziłam,że będziesz tam stał.
-Znam cię krótko,ale zrobiłbym dla ciebie wszystko-powiedział i przytulił mnie mocniej.
-Idz pod prysznic,wysusz włosy i przyjdz do mojego pokoju dobrze?-spytałam.
-Jasne.-Byłam tak zmęczona,że chyba jakby mnie tulił,jeszcze przez chwilę to usnęłabym mu na ręcach.Położyłam się na łózku.Mogłam powiedzieć Rossowi,żeby się położył w gościnnym,ale chciałam żeby mnie trochę poprzytulał.Niestety nie wytrzymałam,i zasnęłam....
~Ross~
Zrobiłem to o co prosiła Laura.Wszedłem do pokoju i położyłem się obok niej.Brunetka cicho chrapała.Przytuliłem ją lekko tyłem żeby się nie obudziła,ale ona odwróciła się i wtuliła się we mnie.Lubię kiedy to robiła więc nie protestowałem i odwzajemniłem jest.Nawet nie wiem kiedy zasnąłem.Następnego dnia obudziłem się około dziewiątej.Chciałem jeszcze raz przeprosić,laurę,za swoje wczorajsze zachowanie postąpiłem źle.Pocałowałem ją lekko w czoło żeby jej nie obudzić.Wstałem z łóżka zszedłem na dół postanowiłem zrobić naleśniki.Wyjęłem potrzebne składniki zabrałem się za robienie ich.Po 30 minutach,śniadanie było gotowe.Nalałem jeszcze soku pomarańczowego,po czym poszedłem na górę laura już nie spała zdziwiło mnie to trochę bo wczoraj poszła spać tak samo jak ja około trzeciej.
-Hej -przywitałem się- jak się spało?
-Hej -odpowiedziała-z tobą zawsze dobrze.
-Zrobiłem ci takie małe śniadanie na przeprosiny.
-Ale przecież już ci wybaczyłam-powiedziała.Usiadłem obok niej i objąłem ją.Zjedliśmy śniadanie i poszliśmy się ogarnąć.Przypomniałem sobie że jestem umówiony z Maią,okazało się że Laura przez rok chodziła z nią do szkoły.Mieliśmy iść do kina na jakiś horror laura powiedziała żebym się nią nie przejmował i poszedł .Tak też zrobiłem lau miała spotkać się dziś z Rydel to dobrze bo nie będzie siedzieć sama.
~Laura~
Ross wyszedł,a ja zadzwoniłam do Delly,żeby upewnić się czy nasz dzisiejszy shooping jest aktualny.
-Hej Delly.
-Siemka Lau.
-Idziemy dzisiaj na tę zakupy?
-Jasne zaczekaj zaraz u ciebie będę.
-Ok czekam.-usiadłam na kanapie w salonie i czekałam na Rydel.Blondynka po chwili zapukała do moich drzwi otworzyłam jej i poszłyśmy na zakupy.Naprawdę świetnie się z nią bawiłam!!.Pochodziłyśmy po róznych galeriach i kupiłyśmy mnóstwo cichów.Wieczorem wracałyśmy do domów,dłuższą drogą.
-Naprawdę świetnie się z tobą dzisiaj bawiłam- powiedziałam do blondynki.
-Ja z tobą też skarbie wiesz że cię kocham?spytała.
-Tak wiem ja też cię kocham- zaśmiałam się -nie żebym była jakąś lesbijką.
-No przecież wiem -zaśmiała się -mogę cię o coś spytać?.
-Jasne możesz mnie pytać o co chcesz -odpowiedziałam.
-Podoba ci się Ross -spytała a mnie zatkało.
-Jest przystojny ale my jesteśmy tylko przyjaciółmi nic więcej- powiedziałam -a poza tym to on chodzi z Maią Mitchel.-W tej chwili zauważyłam Maię.Tylko dlaczego rozmawiała z Dylanem?
-Ej Delly to Maia podejdzmy bliżej.
~Narrator~
Laura była bardzo zdziwiona tym,że Maia rozmawiała z Dylanem.
-Mówię ci owinęłam sobie tego chłoptasia wokół palca.-odezwła się.
-Cieszę się że mogłem,powierzyć to zadanie tobie jesteś świetna.
~Laura~
Teraz już wszystko rozumiem!! Dylan i Maia mają spisek żeby tylko poderwać Rossa.
-Ona jest z nim tylko dlatego że ma spisek z Dylanem.
-Kim jest ten Dylan?-spytała Delly.
-To mój odwieczny wróg -powiedziałam-zawsze robił wszystko żeby tylko spieprzyć mi życie.-dodałam-Pewnie zatrudnił Maię żeby ta poderwała Rossa a kiedy on się zakocha..to go zostawi i będzie cierpiał.
-Co zrobimy powiemy mu?-spytała.
-Nie możemy przecież on się załamię.-powiedziałam-muszę to jeszcze przemyśleć.
-No zgoda jak chcesz idziemy ?-spytała.
-Tak-Rydel odprowadziła mnie do domu a ja zaraz po umyciu zastanawiałam się czy powiedzieć Rossowi, jaka naprawdę jest Maia.Postanowiłam jednak mu nic nie mówić jest moim najlepszym przyjacielem nie chcę żeby cierpiał.Byłam tak zmęczona że poszłam spać nawet nie wiem kiedy zasnęłam...
***********************************
Cześć kochani!
Rozdział dedykuję mojej nati która już od wczorajszego wieczora męczy mnie bym ten rozdział się pojawił ;D jak to już ja ślicznie proooossę o komy XD.
poniedziałek, 11 listopada 2013
Rozdzial 6.
Nie powiem,bałam się spać sama.Wiedziałam że będzie mi się coś śniło więc postanowiłam nie spać dziś w nocy.Będzie ciężko,ale jakoś wytrzymam.Okolo 23:30 miałam gotową piosenkę.Wylałam na nią wszystko co mi leżało na sercu.Wziełam do ręki gitarę i zaczełam śpiewać:
Przeczytała mi wiadomość zostawioną przez niego na łóżku.
Wkradł się do jej pokoju zaraz po tym jak wyszła.
I rozłożył płatki na podłodze.
Jej glowa na jego ramieniu,idą korytarzem.
Pozostaje zastanawiać się czy kiedykolwiek się zakocham?
I gdzie on teraz jest?!
Ona jest z nim,ja na tylnym siedzeniu!
Wiem że to nie w porządku,ale boli gdy,widzę ich roześmianych...!
Nigdy nie bylam tam gdzie oni...
Chcę być zszokowana....
Chcę być zwalona z nóg....
Chcę spotkać tego jedynego,który sprawi że trudno mi będzie oddychać.
Chcę zatracić się w miłości...
Chcę być spełnieniem twoich marzeń...
Chcę bać się tego co do ciebie czuję....
Tylko nazywaj mnie piekną...,nazywaj mnie piekną...
Nazywaj mnie piekną,Nazywaj mnie p-i-e-kną....
W piątkowy wieczór miała na sobie jego koszulkę dla zabawy.
W pierwszym rzedzie wykrzykuje jego imię.
On odwraca się do niej,i się uśmiecha....
Wszędzie gdzie spojrzę widze ludzi,trzymających się za ręcę...
Kiedy dostanę moją szanse na miłość?
Moją szansę na miłość?..
Bo ona jest z nim ja wciaż jestem zraniona.....!
Próbuję udawać,ale to nic nie działa..!
Chcę tylko być tam gdzie oni!...
Chcę być zszokowana...
Chcę być zwalona z nóg...
Chcę spotkać tego jedynego, który sprawi, że trudno mi będzie oddychać.
Chce zatracić się w miłości...
Chcę być spełnieniem twoich marzeń...
Chcę się bać tego, co do ciebie czuję....
Tylko nazywaj mnie piękną, nazywaj mnie piękną...
Nazywaj mnie piękną, nazywaj mnie p-i-ę-kną...
Moje serce czeka na twoją miłość...
Moje ręce czekają na twój dotyk..
Moje usta chcą być całowane przez ciebie...
Chcę być zszokowana...
Chcę być zwalona z nóg...
Chcę spotkać tego jedynego, który sprawi, że trudno mi będzie oddychać.
Chce zatracić się w miłości...
Chcę być spełnieniem twoich marzeń...
Chcę się bać tego, co do ciebie czuję....
Tylko nazywaj mnie piękną, nazywaj mnie piękną...
Nazywaj mnie piękną, nazywaj mnie p-i-ę-kną...
Piękna, Nazywaj mnie piękną...
Nazywaj mnie piękną, nazywaj mnie p-i-ę-kną...
Jestem mega zadowolona z tej piosenki!.Okolo 1:00 zmożył mnie sen.Postanowiłam się więc położyć.Lecz co chwila oglądałam się za siebie.Inni boją się pajaków albo wysokści,a ja sie boje spać sama.Wyjęłam spod poduszki,swój telefon i zadzwoiniłam do Vanessy.Nie odbierała i jedyną osoba która przyszła mi jeszcze na myśl był Ross.Dzwoniłam do niego ale on również nie odbierał.Wreszcie zasnęłam ze zmęczenia.Następnego dnia obudziłam się o 9:30.Jak zwykle wywlekłam sie z lóżka i poszłam sie "ogarnąć".Zajęło mi to 30 minut.Poszłam zrobić sobie śniadanie.Zjadłam je i poszłam do salonu,poczym włączyłam tam telewizor.Nim jednak zdążyłam coś wybrać,zadzwonił mój telefon.Oczywiscie na wyświetlaczu pojawiło się zdjęcie Rossa.
-Hej Ross.
-Hej Lau,przepraszam że nie odbierałem,ale spałem.
-Nie nic nie szkodzi,nie musisz byc na każde moje zawołanie.
-Przyjść?
-Jak chcesz.
-Zaraz u ciebie będe ok?
-Spoko czekam.-Rozłączyłam się i zaczęłam oglądać "operacja stylówa".
~Ross~
Lau się rozłączyła,a ja pobiegłem na dół.Potraciłem Rydel.
-Przepraszam cię Delly-powiedziałem i podałem dziewczynie ręke.
-Nic mi nie jest-powiedziała i wstała-Dokąd tak pędzisz?
-Lecę do Laury.
-Do Laury powiadasz..-zaśmiala się.
-A co coś ci się nie podoba?
-Nie nic spoko leć-powiedziała.Wybiegłem z domu i poleciałem w kierunku domu Laury.Niestety biegnąc potrąciłem jakąś dziewczynę.
-Sorry nie zauważyłem cię-przeprosiłem.
-Spoko nic się nie stalo.-powiedziała-Jestem Maia Mitchel.
-Ross Lynch-podałem jej rękę.
-Moglibyśmy się umówić,już od dawna chciałam cię o to spytać.
-Jasne,a kiedy?-spytałem.
-Teraz.
-Ok zgodziłem się.-Całkiem zapomniałem o Laurze,ale wysłałem jej smsa,że dziś się raczej nie zobaczymy.
~Laura~
Siedziałam,dalej w saloni aż dostałam sms od Rossa : "sorry Lau,ale umówiłem się na randkę,dzisiaj się jakoś nie zobaczymy,chyba że wieczorem" odpisałam mu kto to,ale on mnie olał.Dobrze że,chociaż Delly do mnie przyszła.
-Cześć Lau-powiedziała i przytuliła mnie.
-Hej Delluś.
-Czemu nie ma u ciebie Rossa?-spytała zdziwiona-tak sie do ciebie śpieszył,że aż mnie przewrócił.
-Napisał że,umówił się z kimś na randkę.
-Co?-spytała-Przecież on nie ma dziewczyny.
-Jak widac jakąś znalazł-powiedziałam.Postanowiłyśmy z Delly obejrzeć "zabij dla mnie".Przez resztę dnia,śmiałyśmy się i rozmawiałyśmy "o niczym".Myślałam,że Ross nie ma dziewczyny,ja nawet nie wiem z kim się umówił.No tak Delly ma Elligtona,Raini Caluma,Ross też już kogoś ma a ja?.Teraz wogóle napewno nie będzie miał dla mnie czasu.
~Maia~
Ale ten Blondyn,jest głupi.Przez cały dzień gapił się we mnie jak w obrazek,nie sądziłam,że jest aż tak naiwny.Pochodziliśmy trochę po galerii,a potem byliśmy w kinie.Właśnie odprowadziłam go pod dom tej Marano.
-Super się z tobą bawiłem,czuję jakbym znał cię od zawsze.
-Ja też-oczywiście skłamałam.-Wiesz...ja...chcesz być moim chłopakiem?
-Tak-Powiedział.Zadowolona ze swojego sukcesu,pożegnałam się z tym idiotą i poszłam do domu.Po drodze zadzwonilam Do Dylana.
-Siema.
-Cześć Dylan.
-Co tam z Lynchem.
-Masz przyjemność gadać z jego dziewczyną.
-Udało ci się jesteś ganialna!
-Dawaj do mnie po kase.
-Ok.-Poszłam do Dylana zadowolona z mojego sukcesu.
~Ross~
Cieszyłem,się z tego że Maia jest moją dziewczyną.Podszedłem,do drzwi Laury i wszedłem do środka.
-Hej-powiedziałem.
-Hej.-powiedziała obojętnie-co się stało,że sobie o mnie przypomniałeś.
-O co ci chodzi?
-Jak tam twoja randka?-spytała.
-Świetnie,teraz Maia Mitchel jest moją dziewczyną.
-To gratulację?!-powiedziała i popłakała się.-Dlaczego wszyscy się odemnie odsuwają?
-Chyba nie zabronisz mi się z nią spotykać?
-Odsuniesz się odemnie prawda?-spytała.
-No tak,mam przecież Maię-powiedziałem.
-Wiedziałam,że długo nie będziemy się przyjaznić.
-Wiesz co może zamiast użalać sie nad sobą,wyjdziesz do ludzi i poznasz kogoś,nie moja wina,że nikt cie nie chcę-Sam nie wiem dlaczego to powiedziałem.Laura się rozpłakała jeszcze bardziej-O matko,przepraszam,nie chciałem.
-Wyjdz stąd Ross.-powiedziała-Wynoś się.Zostawiłem ją samą,nie chciałem ale ona mnie wygoniła.Dlaczego to powiedziałem?!Jestem idiotą.Wiem dokładnie,że Laura mnie potrzebuję a ja ją olałem.Co się ze mną dzieję?!!!To była nas pierwsza kłótnia ona pewnie już nigdy mi nie wybaczy.....