niedziela, 22 grudnia 2013

Notka 8 ;D

Cześć moi czytelnicy!
Więc tak,jak każdy wie,zbliża się Boże Narodzenie!
Więc składam wam najserdeczniejsze życzenia!
Szczęśliwego Nowego Roku,oraz Masy prezętów pod choinką!
Ale to nie o tym!!
Wiecie,święta,święta i masa przygotowań.!
Dlatego też rozdział pojawi się dopiero w środę :(
Chyba że uda mi się wcześniej!
Posłuchajcie najpiękniejszej piosenki na ziemi:
 
Mrs.Lynch


Rozdział 11.

~Laura~
"Idę razem z Rossem przez park.Nagle zaczyna padać deszcz.Obydwoje zaczynamy biegnąć.Ja się,poślizgnęłam.Upadłabym,ale Ross mnie złapał.Spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy i zaczęliśmy się do siebie zbliżać,kiedy nasze twarze dzieliły milimetry,jakieś dziecko krzyknęło "zakochana para!pocałuj ją!.Ross się uśmiechnął i poszliśmy do domów.".Po tym obudziłam się.Ale nie byłam u siebie.Zobaczyłam,że leżę na torsie Rossa.Chłopak jeszcze spał.Spojrzałam na zegarek była 8:30.Przecież dzisiaj mamy nagrania,a ja muszę jeszcze iść do mojej siostry.Muszę go obudzić bo na 10:30 mamy być na planie.
-Ross-szepnęłam.
-Hymynm?...-spytał.
-Rossy wstawaj już 8:30.-podniósł się i usiadł na łóżku.
-Wyspałaś się?-spytał.
-Tak a ty?-spytałam.
-Twój chłopak będzie szczęściarzem-powiedział i pocałował mnie w policzek.Wstaliśmy i ogarnęliśmy się.Mama Rossa przygotowała śniadanie.
-Dzień dobry-przywitaliśmy się.
-Cześć-powiedzieli wszyscy chórem.
-Siadajcie zaraz nałożę wam naleśników.-powiedziała Strommie.
-Lau miałabyś ochotę na małe zakupy?-spytała Rydel.
-No jasne-powiedziałam.
-Więc widzimy się o 18:00.-Skończylismy jeść i poszliśmy do mnie.Musiałam pogadać z Vanessą.Około 10:00 byłam w domu.Dzisiaj sobota więc,Van idzie do salonu dopiero o 14:00.Weszliśmy do domu.
-Jesteś już-powiedziała moja siostra i mnie przytuliła.
-No pewnie że jestem!-powiedziałam.
-Awwwww-westchnął Ross-ale wy jesteście słodkie.-Wziął aparat z półki w kuchni i zrobił nam zdjęcie:
-Hahhaha-zaśmiałyśmy się-chodź tu do nas mój Romeo-powiedziałam.Wyszedł z tego potrójny misiek.Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i poszliśmy na plan.Dzień był ciepły,a my mieliśmy jeszcze trochę czasu,więc postanowiliśmy iść przez park.Szliśmy dosyć długo w miłej ciszy.
-Bardzo tu ładnie prawda?-spytał.
-Tak-powiedziałam-Nie mogę się doczekać spotkania z Raini i Calumem.
-Ciekawe czy ktoś w ogóle nas obejrzy.-powiedział.
-Na pewno-powiedziałam.Po parku biegały dzieci,psy bawiły się z innymi psami.Trochę rozbolały mnie nogi,więc usiedliśmy z Rossem na fontannie.Na przeciwko nas stała ławka,na której siedzieli chłopak i dziewczyna.Patrzyłam się na nich z lekkim rozczarowaniem.
-Co tak patrzysz na tą parę?-spytał Ross.
-No..-zaczęłam-spójrz na nich,całują się i ściskają.-powiedziałam-ja nigdy czegoś takiego nie czułam.
-Przecież każdy kiedyś kogoś pozna-pocieszył mnie.
-Byłam zakochana już 2 razy-powiedziałam-i za każdym razem ten chłopak nigdy tego nie odwzajemniał.-dodałam-ja chyba po prostu będę sama.
-To nieprawda-powiedział.-zobaczysz za kilka lat,będziesz mieć męża i furę dzieci.
-Pewnie on w ogóle nie istnieje.-westchnęłam,na co chłopak mnie przytulił.
-Chodźmy już-powiedział.Ku mojemu zdziwieniu chłopak złapał mnie za rękę.
-A to za co?-spytałam.
-Żebyś nie czuła się samotna-odpowiedział.Wreszcie dotarliśmy na plan.Weszliśmy do środka,jak tam było pięknie,wszędzie instrumęty!.Kevin i Heath przywitali się z nami i kazali nam usiąść.Po kilku mintach zauważyłam Caluma i Raini ,którzy wchodząc na plan trzymali się za ręcę.
-Calum,Raini!!-krzyknęłam.Podbiegłam do nich i mocno ich przytuliłam.
-Hej Laura,pięknie wyglądasz-powiedział Calum.-Hej Ross!
-Cześć wam-przywitał się.
-Nie wiecie o której zaczynamy?-spytała Raini.
-Za 10 minut.-powiedział Ross.Śmialiśmy się i rozmawialiśmy wreszcie przyszedł czas na nagrywanie serialu.Nie powiem,byłam trochę spięta.
-Ok dzieciaki scenka 1.-powiedział Kevin.-Akcja.
Podchodzę do Rossa walącego w perkusję.
-Emm...-powiedziałam-przepraszam.Tutaj jest taki napis "proszę nie walić w perkusję"
-Ale ja nie walę tylko gram-powiedział Ross.....Tak nagrywaliśmy "Rockers & Writters" do 15:00.Pożegnaliśmy się z Calumem i Raini.Ross odprowadził mnie do salonu Vanessy,a sam poszedł do domu,ponieważ "był zmęczony"....
                                                                   ~Maia~
Jestem potworem.Ale zarabiam na tym i dobrze mi z tym.!-pomyślałam tak idąc na spotkanie z Dylanem.Zobaczyłam go z podbitym okiem.
-Hahhaha kto cię tak urządził?!-wybuchnęłam śmiechem.
-To Laura-wybuchnęła śmiechem Brianna.
-What?!!!!!!!!!!!!!!!-zaczęłam śmiać się jeszcze bardziej.
-Cicho baby!-wkurzył się.-Nie wiedziałem,że mi walnie.
-Masz kasę?-spytałam,a on podał mi kopertę.
-Jeszcze się na niej dzisiaj odegram.-powiedział.-Zadzwoń do Rossa i spytaj jakie mają plany.-Wykonałam jego polecenie.
R:Hej!
M:Hej Ross nie wiesz co Lau robi później?
R:Narazie jest w salonie u Vanessy,a potem...chyba miała iść na zakupy.
M:Sama?
R:Nie z Rydel.
M:Pa.
R:Pa Maia.
-Ta suka idzie na zakupy z siostrą Rossa.
-Hymmm-zamyślił się-Mam!-krzyknął już wiem co z nią zrobię.....
                                                               ~Laura~
Jest 17:00.Właśnie weszłam do domu i zrobiłam sobie coś do jedzenia.Za godzinę mam się spotkać z Delly.Ciekawę dlaczego chce iść na te zakupy?...Może chce pogadać o Mai...?Coż nie będę sobie tym zawracać głowy.Kiedy zjadłam,usiadłam na kanapie w salonie,i włączyłam Disney Channel.Akurat wpadłam,na promo naszego serialu.Potem zaczęłam oglądać "Woolf Blood".Rhydian + Maddie=Słodziaśna parka.!Nim się obejrzałam do moich drzwi zapukała Rydel.
-Cześć kochanie-przywitała się.-Jak było na planie?-spytała.
-Hej Delly-powiedziałam,zamknęłam drzwi od domu,i poszliśmy na miasto-Było super!
-Cieszę się-uśmiechnęła się.
-Mieliśmy nawet wojnę na pianki.-zaśmiałam się.Dowiedziałam się od Delly,że Ross siedzi w domu i się nudzi bo ta jego majunia,poszła sobie na zakupy.Nie dziwie się jej w końcu jest z nim tylko dla kasy Dylana.
-Rydel?
-Tak?
-Mogę cię o coś spytać?
-No jasne-powiedziała.
-Chcesz ze mną pogadać czy to takie zwykłe zakupy?-spytałam.
-Ross musi się dowiedzieć Lau-powiedziała.
-Ja mu tego nie powiem to go zrani-powiedziałam.
-Zranimy go jeszcze bardziej nic mu nie mówiąc-westchnęła.
-Nie mogę-powiedziałam-później to przemyślę.
-Zgoda-powiedziała.Fajnie spędziłyśmy czas.Śmiałyśmy się i wygłupiałyśmy.Najgorze tylko,że nic nie kupiłyśmy!.Odprowadziłam Delly pod dom.
-Pa laura-przytuliła mnie.
-Pa Delly-powiedziałam.
-Wejdziesz na chwile?-spytała.
-Nie...wiesz co pójdę się przejść po parku-powiedziałam.
-Do jutra-pocałowała mnie w policzek.Poszłam się przejść.Była 21:45,więc było już ciemno.Na niebie świecił księżyc i mieniły się gwiazdy.Życie jest piękne Lau-pomyślałam-Nie ważne czy masz chłopaka czy nie.Chodziłam tak myśląc o moim dzisiejszym śnie.Co on oznaczał?Czyżby to że ja i Ross kiedyś się w sobie zakochamy?.Przecież to chore!.Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i nic więcej.Idąc tak miałam wrażenie że ktoś mnie śledzi..Nagle ktoś złapał mnie za szyję i podniósł do góry.
-Cicho mała zaraz będzie po wszystkim-powiedział jakiś mężczyzna.Wyraźnie było słychać,że jest pod wpływem alkocholu.Zaczęłam płakać i krzyczeć po pomoc.Facet zasłonił mi usta ręką.Ja darłam się jak opętana.Rzucił mnie na podłogę.Był zamaskowany nie widziałam,kim jest.
-Zamknij mordę suko bo będę ci ją musiał upiększyć-powiedział przykładając mi nóż do twarzy.-Kazał mi wstać.Zrobiłam to.Udało mi się go odepchnąć,i zaczęłam uciekać...
                                                          ~Ross~
Miałem dziwne przeczucie,że Laurze dzieje się coś złego.Sam nie wiem czemu,ale zleciałem na dół jak petarda,by znaleźć Delly.Nie było jej na dole,ale zastałem tam Rylanda.
-Ryland!!!!!!!!!!!-krzyknąłem.-Gdzie jest Rydel?!
-U siebie-powiedział-nie drzyj się tak bo mi uszy pękną.-Pobiegłem do jej pokoju.
-Delly Laura u siebie?-spytałem.
-Nie poszła na sp...
-Dokąd?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Do parku-powiedziała.
-Niech cie szlak puściłaś ją?!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-O co ci..-Nie zdążyła dokończyć bo wyleciałem z jej pokoju a następnie z domu i wpadłem do domu Laury.
-Vanessa gdzie jest Laura?-spytałem.
-Poszła na spacer-powiedziała.
-Ja Pierd**le!!!!!!!!!!!!!!!!!!-rozdarłem się tak głośno,że aż zabolało mnie gardło.Wyleciałem z domu Laury i zaczęłem biegnąć w kierunku parku,zostawiając oszołomioną Vanessę samą.
                                                     ~Laura~
Biegłam nie oglądając się za siebie,w końcu się zgubiłam,zupełnie nie wiedziałam gdzie jestem.Stało się znów mnie złapał.Kopnął mnie w brzuch i upadłam na ziemię.
-Nie ładnie,że tak uciekłaś-powiedział.Oparłam się o drzewo.
-Zaraz będzie tu mój chłopak już tu idzie-skłamałam.
-To może ja już pójdę nie chcę wam psuć randki.-zaśmiał się.-Wiesz skąd wiem,że nie masz chłopaka?-spytał-Bo wszyscy faceci to pedały-znowu się zaśmiał-A skoro nie masz chłopaka,pomyślałem....-sięgnął sobie do spodni i wyjął z nich pistolet-że to on będzie dzisiaj twoim chłopakiem-powiedział wkładając sobie pistolet pomiędzy nogi-ssij go ty suko-wepchnął mi go do ust.Dławiłam się.Wyjął go po kilku sekundach.
-Pierd**ol się zboku!-krzyknęłam.
-Ja bardzo chętnie ale nie tak szybko-zaśmiał się-wiesz co mała?-spytał-nie umiesz dobrze zrobić loda.-Znowu mnie uderzył z moich warg sączyła się krew.-Koniec tego napaliłem się-powiedział i przycisnął mnie do drzewa.Poczułam jak coś twardego wbija mi się pomiędzy uda.Koleś zaczął zrywać ze mnie spodnie.Sam już był na dole bez niczego.Zaczął bić mnie po plecach a ja straciłam nadzieję na to,że ktoś mi jeszcze pomoże....
**********************************************
                                                              Siemacie 0_o
Wiem co sobie myślicie biedna Lau!
Ale ten rozdział właśnie miał tak wyglądać!.
Zaraz dodam ważną notkę.
Plossssę o Komy <3
Mrs.Lynch

sobota, 21 grudnia 2013

Rozdział 10.

3 dni później Marino High School.Piątek 18.Maja.
                                                                  ~Laura~
Nadszedł ten ciężki dzień.Zarówno dla mnie jak i dla Rossa.Chłopak musi się sprawdzić na dzisiejszym konkursie poezji.Ross to największy romantyk jakiego znam,ale trochę się boję że "spęka".-rozmyślałam tak siedząc w szatni przebrana w strój do w-f i wsłuchując się w utwór który jest według mnie najpiękniejszą piosenką świata.Mianowicie Eminem ft.Rihanna -Love The Way You Lie (part 2).Nie mogę powiedzieć,że się nie boję bo to kłamstwo,siedzę jak na szpilkach i wydaje mi się że idę na skazanie za morderstwo.W moich słuchawkach rozbrzmiał ostatni dźwięk,ukochanej piosenki.Zdjęłam słuchawki z uszu i wróciłam do realu.Rozległ się dzwonek zwiastujący w-f.Wychodząc z szatni wpadłam na Rossa,chodzimy do tej samej klasy,ale nasza sala jest podzielona na pół kotarą, więc dziewczęta i chłopcy,mają w-f osobno.
-Nie bój się będzie dobrze.-przytulił mnie.-Dużo ćwiczyłaś jesteś świetna.
-Nie mówisz tego,tylko dlatego że jestem twoją najlepszą przyjaciółką?.-spytałam.
-Mówię co myślę Lau-powiedział.-A poza tym.....-westchnął-chcę cię dopingować obserwując cię z trybunów.
-Jak?
-Coś wymyślę-powiedział.Czekaliśmy chwilę na nauczycieli.Wkrótce się pojawili.Ross podszedł do swojego nauczyciela:
-Proszę pana nie mogę ćwiczyć-powiedział chwytając się za  lewą stronę brzucha.
-Dlaczego?-spytał pan Blue.
-Boli mnie wątroba..-westchnął.
-Hmm-zamyślił się-no dobrze..leć na trybuny tylko spokojnie mi tam.
-Jest!!!!!!!!-krzyknął Ross-to znaczy...aała ale boli ałaaa...-pan Tyler Blue tylko dziwnie spojrzał na Rossa i wszedł na salę.
-Jacy ci nauczyciele są tępi-powiedziałam-mówiłeś że boli cię wątroba,a trzymałeś się za lewą stronę.-powiedziałam-wątroba jest po prawej to banalne.
-Dobra idź już mój kujonie i daj czadu!!!!!!-powiedział i cmoknął mnie w policzek.Już trochę mniej zestresowana weszłam na salę.Tam pani Jennings sprawdziła obecność i wyszliśmy na boisko.Na początku oczywiście wybory do drużyny.Mnie jak zwykle wybrano na końcu.Wszyscy już się ustawili i czekaliśmy na gwizdek.Obok boiska trenowała Brianna,z resztą cheallederek (nwm.czy dobrze napisałam),a na trybunach zauważyłam Rossego z uśmiechem na ustach.Jak ja go kocham zawsze jest przy mnie.Kocham go jak starszego brata,nie wyobrażam sobie życia bez niego.Zaczęła się gra.Wszyscy byli zdziwieni moją grą,nawet pani Jennings.Wreszcie zaczęłam biegnąć w celu "przyłożenia".Z trybunów było słychać tylko."Whoa whoa!!!!!!!!Zuch dziewczyna!"-wykrzykiwane przez Rossa.To dało mi kopa i zaliczyłam przyłożenie!."Dobrze Lauruś!!!!!!!!Moja Krew!!!!!!!!!-krzyczał Ross.Kumpelki Brianny miały taką minę,że aż jej nie złapały wykonując jakiś skomplikowany układ.Ross podbiegł do mnie i przytulił mnie tak mocno że podniósł mnie do góry.
-Lau gdzie ty się tego nauczyłaś?-spytała panna Jennings.-Zdałaś 6 z dużym +!.Poszliśmy się przebrać i poszliśmy na kolejną lekcję.Ostatnią lękcją była biologia,a potam ma się odbyć konkurs poezji.Na bilogi jak zwykle panna Andrews przynudzała jak zawsze.Za niecałe 15minut Ross ma zdawać tak jakby "egzamin".Widziałam po nim,że jest zdenerwowany.
-Nie bój się będę tam z tobą.-powiedziałam.
-Tylko patrząc na ciebie będę umiał to zarecytować-powiedział.
-Nie martw się dasz radę.-powiedziałam łapiąc rękę chłopaka.
-Panno Marano-powiedziała panna Andrews.
-Tak?-spytałam.
-Ma pani niezaliczony egzamin z budowy ciała człowieka-powiedziała-możliwość poprawy jest dzisiaj na 7.godzinie lekcyjnej-powiedziała-to ostateczny termin.
-Nie można tego przełożyć?-spytałam.
-Przykro mi..-powiedziała.
-I co teraz?-spytał Ross.
-Nie martw się napiszę to szybko i przyjdę ci kibicować.
-Na pewno?-spytał.
-Tak.
-To dobrze bo...-urwał-bez ciebie sobie raczej nie poradzę.-powiedział na co ja odpowiedziałam mu szerokim uśmiechem.Lekcja dobiegła końca.Ja udałam się do sali nr.17 napisać te cholerną klasówkę a Ross na salę teatralną,gdyż tam właśnie odbędzie się konkurs.
                                                                 ~Ross~
Siedziałem na widowni wysłuchując innych uczestników.Za 5 minut wchodzę a Lau,jeszcze nie widać.Wreszcie stało się zostałem wywołany...
-Ross Lynch.-usłyszałem głos pana.Killera.-Niepewnie wszedłem na scenę i zacząłem recytować.:
                                               Ona zachywca..,eemm..jarzących ee..mm
Nie potrafiłem tego zarecytować,potrzebne mi było ciepło oczu Laury.
-Ross mówisz czy nie?.
-Nie dam rady,potrzebuję swojej osobistej Juli.
-Kogo takiego?-spytał,a na salę wbiegła Laura.
-Jej!-krzyknąłem-Lau pomocy chodź ze mną na scenę.Laura wykonała moje polecenie i weszła na scenę.Udała się na balkon Juli.Mieliśmy odegrać scenkę.Zaczęłem:

Ona zachwyca,świec jarzących blaski.
Piękność jej,wisi u nocnej opaski.
Jej drogi klejnot,u uszu etiopa.
Nie tknęła ziemi wytworniejsza stopa!.
Jak śnieżny gołąb wśród kawek (...),tak ona świeci wśród swoich towarzyszek grona.
Lecz cicho!Co za blask strzelił tam z okna?!
Ono jest wschodem,a Julia jest słońcem!
Wzejdź cudne słońce!,zgładź zazdrosną lunę!
Która,aż zbladła z gniewu żeś ty od niej piękniejsza.!

W tym momencie zobaczyłem Laurę która zaczęła mówić:

Ach Romeo,Romeo!Czemuś ty jesteś Romeo?
Porzuć swój ród!Rzuć swę nazwę!
A jeśli tego nie możesz uczynić,przysięgnij wierny być mej miłości!
A ja przestanę być z krwi Kapuletów.
Jakżeś tu przyszedł?
Powiedz i dlaczego?
Mur jest wysoki i trudny do przejścia!
A miejsce zgubne!Gdyby cię kto z moich krewnych tu zastał..

Kontynuowałem:

Na skrzydłach miłości!
Lekko bezpiecznie,mur ten przesadziłem.
Bo miłość nie zna żadnych tam granic.!
Krewni więc twoi,nie trwożą mi wcale!

Wykonaliśmy ukłony,i tym samym wygraliśmy konkurs.Obydwoje zdaliśmy egzaminy pomyślnie byłem szczęśliwy!Poszliśmy do dyrektora po świadectwa i ruszyliśmy do domów.
                                                                    ~Laura~
Udało nam się!Jestem taka szczęśliwa.Vanessa jest jeszcze w pracy,więc razem z Rossem poszliśmy do niego.Kiedy weszliśmy do domu zobaczyliśmy wielki napis "GRATULACJE" i całe rodzeństwo Rossa.
-A co tu się dzieję?-spytał Ross.
-Zrobiliśmy wam małą imprezę-powiedziała Rydel.Przytuliłam ją.
-Bo zdaliście prawda?-spytał Rocky.
-Na 6+-powiedzieliśmy z Rossem.Impreza trwała do 21:00.Potem ja i Ross postanowiliśmy obejrzeć jakiś horror.Ross wybrał "obecność".Bałam się i to jak?
-Ty zawsze taka strachliwa byłaś?-spytał-Chodź do mnie.-Bez słowa przytuliłam się do torsu chłopaka i w strasznym momentach zamykałam odruchowo oczy.On przytulał mnie coraz mocniej co sprawiło,że zachciało mi się spać.Było mi tak dobrze w jego ramionach,że przegrałam walkę z samą sobą i zasnęłam.
                                                                    ~Ross~
Dopiero,kiedy film się skończył zauważyłem że Laura zasnęła.Wyjąłem z jej kieszeni,jej smartfona i i napisałem do vanessy: "Vanessa,laura usnęła mi na rękach nie mam serca jej budzić może u mnie zostać?" po chwili otrzymałem odpowiedź: "jasne,dziękuje że mnie uprzedziłeś".Delikatnie podniosłem dziewczynę i zaniosłem do mojego pokoju.Położyłem ją na łóżku.Ściągnąłem koszulkę i położyłem się obok niej.Przytuliła się do mnie i po chwili ja też zasnąłem...
**********************************************
                                                                       Heloł *_*
                                       Rozdział byłby wcześniej ale,musiałam coś zrobić ;D
                                                                    Co myślicie?

Notka 7 ;D

                                                                       Cześć wam!!!
Więc tak...naprawdę zaskoczyło mnie to że aż tyle osób mnie czyta!.Patrzę aż 6 komentarzy,i normalnie 0_o?.Haahahha.Więc...jednak nie usunę bloga,ale zostawiajcie mi komy bo to jest swego rodzaju "kop" do pracy.Najbardziej to mnie poruszył kom.Cherry Marano ,oraz laury lynch i Weroniki lynch <333333.
Miłego dnia <3 :*
Mrs.Lynch

piątek, 20 grudnia 2013

Notka 6 ;D

                                                                     Cześć wszystkim!!!
Więc tak..jestem trochę zawiedziona niską liczbą komentarzy...:( .Więc tak się zastanawiam,czy warto dalej prowadzić ten blog...wydaję mi się po prostu,że ja piszę sama dla siebie...Dajcie o sobie znać pod tą notką.....

Rozdział 9.

                                                                          ~Laura~
Obudził mnie budzik,ustawiony na 7:30.Śpiąca jeszcze wstałam z łóżka w którym nie było już Van i podeszłam do szafy,w celu wyjęcia z niej ubrań.Dzisiaj razem z Rossem,mamy poprosić o przedwczesne zwolnienie ze szkoły.Oczywiście ze względu na serial.Kiedy się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam w kuchni Vanessę,robiącą naleśniki.
-Cześć kochanie-przywitała się.
-Hej Vanessa-powiedziałam dając jej buziaka w policzek.-I co wyspałaś się?
-Mhymm...-westchnęła-chyba nikt nie przytula czulej niż ty-zaśmiała się.-twój przyszły chłopak będzie szczęściarzem.-Wtedy przypomniałam sobie o tym co zrobił Liam,ale postanowiłam nic nie mówić Vanessie.
-Proszę-powiedziała podając naleśniki.
-Dziękuję,jesteś kochana.-Zjadłam naleśniki i spojrzałam na zegarek była dopiero 7:50,lekcje zaczynają się o 9:00,jak zwykle niecierpliwie czekałam na Rossa.
-Jesteśmy takim dziwnym rodzeństwem-stwierdziłam.
-Co?-spytała Van.
-No bo...ja cię tak bardzo kocham,ty mnie też i wiem o tym-powiedziałam-a inne rodzeństwa skaczą sobie do gardeł.
-Hhaha-zaśmiała się-wiem o tym.-powiedziała-chociaż....pamiętasz jak miałaś 9 lat?-spytała.
-Emm..-zamyśliłam się-czekaj chyba nie mówisz o...-w tym momencie Vanessa i ja wybuchnęłyśmy "nieopanowanym śmiechem".-To była wigilia...
-Mama postanowiła nas poprzebierać-powiedziała-założyła ci czapkę elfa i zielone buty z dzwonkami,a ja byłam reniferem-powiedziała Van.
-Tamtego dnia,przysięgłam sobie że kiedyś cię zabiję-zaśmiałam się-ale jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
-Awww...-wzruszyła się-no chodź tutaj misiaczka!-Bez słowa przytuliłam moją siostrę.
                                                                             ~Ross~
Siedziałem,przy stole z resztą rodziny i jadłem śniadanie,oczywiście nie mogłem się już doczekać spotkania z Laurą.Dlatego też jadłem w pośpiechu.
-Ross,bo się udławisz-szturchnął mnie Ryland.
-Gdzie ci się tak śpiesz?-spytali naraz Rocky i Riker.
-Bo na pewno nie do szkoły-powiedziała a raczej stwierdziła Rydel.
-Jem szybko bo chce się już zobaczyć z Laurą.-powiedziałem,a potem wszyscy spojrzeli się porozumiewawczo-Co?-spytałem z pełną buzią.
-Nie nic tak tylko...to trochę dziwne..-oznajmiła mój tata.Skończyłem jeść włożyłem talerze do zmywarki zarzuciłem plecak na plecy i podszedłem do drzwi.
-Ross?-usłyszałem za sobą głos mamy-Nie zapomniałeś o czymś?
-Błagam mamo przy nich?-mama posłała mi "zabójczy wzrok".Podszedłem do niej, ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z domu,nie zważając na "ross słodziaczku",krzyczone chórem przez moje rodzeństwo.Zastanawiałem się,jak Laura zareaguję na moją dzisiejszą niespodziankę....
                                                                               ~Laura~
Dochodziła 8:35,a Rossa nawet nie było widać.
-Gdzie on jest spóźnie się.-powiedziałam.
-Nie panikuj na pewno zaraz przyjdzie,przecież by cie nie zo..-w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.Bez zastanowienia zerwałam się z krzesła i podbiegłam do drzwi.Otwierając je ujrzałam Rossa.
-Hej-przywitał się.
-Matko gdzie byłeś?!!!!!!!-krzyknęłam.
-Nie krzycz-powiedział.
-Matko martwiłam się-powiedziłam i przytuliłam go co,oczywiście odwzajemnił.Wpuściłam go do środka.
-Van?!-krzyknął i przytulił moją siostrę.-Wróciłaś.?
-To długa historia...
-Zerwałaś z Shanem?-spytał.
-Nie...zmarła jego babcia i musiał wyjechać na 2 miesiące-westchnęła.
-Chodź już Ross jest 8:45,nie zdążymy!-powiedziałam.
-Zgoda chodź chcę ci coś pokazać.
-Ok,lecę Van będę o 13:00.-Pobiegłam na górę,zarzuciłam torbę przez ramię i zbiegłam na dół,po czyn ciągnąc Rossa za rękę,wyleciałam z domu "jak strzała".
-Dzisiaj się raczej nie spóźnimy.
-Ta..jasne-powiedziałam a Ross wskazał palcem na ulicę.Stałam jak wryta z otwartymi oczami,kiedy zobaczyłam motocykl.
-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Usiedliśmy na tej "zabójczej maszynie" i Ross odpalił silnik.
-Trzymaj się mnie-powiedział,bez słowa objęłam go najmocniej jak umiałam.Ruszyliśmy do szkoły.O dziwo chłopak jechał ostrożnie.Kiedy dotarliśmy pod Marino High School zsiadłam z motocykla i uklęknęłam na chodniku.
-Tak ja żyję!-pocałowałam chodnik-wolność.
-No chodź już bo zostało 5 minut-zaśmiał się.Pierwszą lekcją była matematyka.Cały czas myślałam o rozmowie z dyrektorem,nie mam pojęcia co zadecyduję.
-Psss..-usłyszałam głos Rossa-Lau?
-Tak?
-Boisz się tej rozmowy?-spytał.
-Tak nie wiem co to będzie.
-Ja też ale nie martw się będzie ok-pocieszył mnie Ross.
-Panie Lynch proszę wstać-odezwała się pani Rose Dasilva.Chłopak wstał.-Ross jesteś dobrym uczniem i świetnym muzykiem z tego co słyszałam.
-No..no nie wiem-jąkał się chłopak.
-Nie ma z tobą problemów,ale skup się na lekcji dobrze?-powiedziała nauczycielka.
-Tak przepraszam-powiedział Ross i siadając na krzesło posłał mi promienny uśmiech.Co odwzajemniłam.Reszta lekcji minęła mi w spokoju,ale i w stresie.Mieliśmy dwie klasówki,więc lekcji szybko zleciały ja oczywiście kończyłam,przed czasem.Po lekcjach razem z Rossym wrzuciliśmy książki do szafek i poszliśmy pod gabinet dyrektora.Usiedliśmy w poczekalni,czekając na swoją kolej.
-Stresujesz się?-spytał.
-Tak-powiedziałam na co chłopak mnie przytulił-mhym..już mi lepiej-zaśmiałam się.
-Zapraszam-powiedział dyrektor,który właśnie wyszedł z Gabinetu.Nie pewnym krokiem weszliśmy do środka.
-O czym chcieliście rozmawiać?
-Wie pan...my...-jąkałam się.
-Lepiej jeżeli ja to powiem-przerwał mi Ross-Więc tak..poszliśmy na casting do serialu Austin & Ally no i..-przerwał Ross-dostaliśmy dwie główne rolę.
-Gratulacje dzieciaki-powiedział pan King.
-To wiąże się z sesjami fotograficznymi ,pracami na planie,oraz pomaganiem innym na cele charytatywne.-powiedział Ross.-Więc moglibyśmy....prosić o...wcześniejsze ukończenie szkoły do wakacji i tak nie jest daleko a my kręcimy serial już w sobotę.-Siedziałam w ciszy i czekałam na "osądzenie".
-Hymm...-zamyślił się pan Graham.-Lauro.
-Tak?-spytałam.
-Jesteś jedną z najlepszych uczennic w tej szkole..-zamyślił się-ale przeglądałem twoje papiery i okazało się że masz problemy z w-f.-Ross się zaśmiał.-Za to ty Ross z poezją.
-To nie było śmieszne Ross-powiedziałam.
-Zróbmy tak-powiedział pan King.-Lau,zaliczysz w piątek egzamin z footballu,a Ross z poezji..może z ..."Romeo i Julia"-powiedział a my wyszczerzyliśmy oczy.-Jeśli zaliczycie to wystawię wam świadectwa w piątek około 18:00.
-Co nie ja nie dam rady!-wrzasnęłam.
-Proszę was-powiedział.
-No dobrze-powiedzieliśmy,po długim zastanowieniu i wyszliśmy z gabinetu.Idąc do "maszyny" Rossa zastanawiałam się jak to zaliczę.Tak się zamyśliłam że wpadłam na Dylana,który akurat łaził bezsensownie po szkole razem ze swoją muzą piękną Brianną.
-Uważaj jak leziesz słonico-powiedział.
-Właśnie!-krzyknęła Brianna.
-Zamknij się Brianna-powiedział Dylan.
-Właśnie!-krzyknęła raz jeszcze.
-Odwal się od niej nie zauważyła cię!-wrzasnął Ross.
-Hej wiesz co Laura?-spytał Dylan-Liam opowiadał o tej waszej randce.-Dobił mnie tym-Serio myślałaś że takie ciacho jak on umówi się z taką wywłoką?-W tej chwili nie wytrzymałam kopnęłam go w przyrodzenie i uderzyłam pięścią w twarz.
-Ty gróboskórna świnio-rzuciłam i zostawiłam oszołomionego Dylana i Briannę.Ross przez chwilę stał z otwartymi ustami ale zaraz za mną pobiegł.Dogonił mnie dopiero przy motocyklu.
-Lau..
-Nic nie mów-wrzasnęłam.
-Miałabyś ochotę na pizzę?-spytał.
-Z chęcią-powiedziałam.Pojechaliśmy do pizzerii i zamówiliśmy sobie "hawajską".Wreszcie kelner przyniósł zamówienie.Jedliśmy posiłek rozmyślając.
-I co ja ma teraz zrobić?-spytałam zmartwiona.
-Ty!-krzyknął Ross-a może dyrek kuma tylko po meksykańsku?
-I co jeszcze kupimy mu burrito?-spytałam-miałam grać w serialu..-powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza.
-Hej,tylko mi tu nie becz-powiedział Blondyn ocierając moją łzę palcem.W tej chwili do pizzerii wszedł Dylan z wyraźnie podbitym okiem.-Hej!-krzyknął Ross-Dałaś wycisk Dylanowi.
-I co z tego?
-Masz drobniutkie ciało,ale dużą siłę-stwierdził-wiem!-krzyknął-nauczę cię jak grać w football.
-A ja cię nauczę poezji!-krzyknęłam i zaczęliśmy piszczeć z radości.Tak też zrobiliśmy około 16:00 zaczęłam trening z Rossem.
-Rozgrywając to ty-powiedział Ross-kiedy usłyszysz gwizdek podajesz piłkę graczowi za tobą na razie łapiesz?-spytał.
-Tak.-powiedziałam.Muszę przyznać żę ten trening był przyjemny.Około 19:00 siedziałam z Rossem u niego i uczyłam go poezji.
-"Mam cię porównać do letniego dnia? (...)Piękniejsza jesteś stalsza niż lion,lecz lato za krótko trwa i w maju ścina czułe pęki drzew"-cytowałam ale Ross mi przerwał.
-Czyli,że ona nie jest dla niego jak lekki dzień ,tylko on jest na nią tak jakby napalony?-spytał.
-Tak...-zaczęłam -chociaż sheakspeare (Szekspir) to napisał dla pewnego młodzieńca.
-Był pedziem?!-krzyknął Ross.
-Nie ma pewności.
-Koleś pisze do kolesia że się na niego napalił,a ty nie masz pewności?-spytał-musiałby chyba napisać odę do druta,żebyś uwierzyła.-dokończył a ja posłałam mu zabójcze spojrzenie.-żartowałem-powiedział-ale ja..w ogóle nie rozumiem jak można to komuś powiedzieć,to byłaby niezła wiocha.
-Trzeba mieć komu to powiedzieć Ross-westchnęłam.Chłopak wziął do ręki gitarę akustyczną i zaczął cicho na niej grać.-Co to jest?-spytałam.
-A nic takiego..takie tam..-powiedział.
-No dawaj zaśpiewaj-zachęciłam go.Chłopak zaczął grać i po chwili usłyszałam jego melodyjny głos.:
                                                    Chcę tego czego,nie mogę mieć.
                                                         Chcę żebyś była moja...
                                                 Nie obchodzi mnie,co przez to stracę..
                                              Nie ma żadnego strachu,w moim sercu..
                                                      Zajmę jakiekolwiek miejsce.
                                                  Nie obchodzi mnie jeśli to pęknie...
                                Chcę ci powiedzieć coś,czego nigdy sobie nie mówiłem.
                                                       Te tajemnice są jak zabicie!!!!

                                        Nazwij mnie wariatem,może i jestem szalony.!
                        Nigdy nie miałem nic przeciwko,ale to nigdy nie zmieniało mojej fazy!
                                 Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
                                        Jestem buntownikiem,nawet jeśli mam kłopoty!
                                                     Wycofam cię z całego gruzu!
                                Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
                                       Powiedz mi że się mylę....Odwróć się i biegnij..
                                         Ale ja i tak zachowam moje serce dla ciebie!
-Na razie to tyle-powiedział Ross ,odłożył gitarę i zarumienił się po czym,posłał mi promienny uśmiech.
-Jest piękna-westchnęłam i przytuliłam się do jego torsu.-ja nawet nie mam twojego zdjęcia.Ross sięgnął ręką na stolik nocny i podał mi jego zdjęcie .
-Dziękuję-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek.-Chyba już pójdę-westchnęłam.
-Odprowadzę cię.
-Dobrze.-Ross odprowadził mnie pod same drzwi przytulił na pożegnanie i poszedł do domu.Opowiedziałam o dzisiejszym dniu Vanessie,potem umyłam się,przebrałam w piżamę i weszłam do pokoju.Wstawiłam zdjęcie Rossa w ramkę i postawiłam na stoliku nocnym.Byłam bardzo zmęczona,dlatego szybko zasnęłam.
*********************************************
                                                                     Uff skończyłam!
                                                     Pracowałam nad nim aż 3 godziny.
                                               Będę się starać dodawać rozdziały co 3 dni!
                                               PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE!
                                         


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 8.

                                                                 ~Laura~
Dzisiaj,jest poniedziałek,a to oznacza że trzeba iść do szkoły.No tak "life is brutal".-pomyślałam,podchodząc do szafy i wybierając strój na dziś.Kiedy już wreszcie się ogarnęłam zszedłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie.Zjadłam posiłek i czekałam na Rossa.Blondyn po krótkiej chwili pojawił się u mnie w domu.
-Hej-przywitał się-mówiłaś że mogę sobie tu wejść jak bym tu mieszkał,więc jestem.
-Tak...cześć Ross-powiedziałam a on otworzył szeroko oczy.-A ty co masz taką minę?-spytałam.
-Cześć Ross?-spytał-nie powiesz mi "ross skarbie tęskniłam przytul mnie"!-dodał z wyrzutem.
-Nie jestem twoją dziewczyną.-powiedziałam a on posmutniał-Idziemy?
-Jasne-powiedział.Nie przytuliłam Rossa tylko,dlatego że on był z Maią.Nie powinien mnie przytulać.Idąc do szkoły myślałam o tej całej sprawie z Maią.Ross to mój najlepszy przyjaciel,nie chcę by on cierpiał.Gdyby się o tym dowiedział załamał by się.
-Lau!-krzyknął.
-Co?-spytałam.
-Słuchasz mnie?-spytał.
-Tak jasne-oczywiście skłamałam.
-Więc o czym mówiłem?-spytał a ja zaczęłam się jąkać.-No właśnie...Co ci jest?-spytał-Chodzisz jakaś smutna,nawet mnie dzisiaj nie przytu....-Nie skończył bo wtuliłam się w niego.-Hej co ci jest?.
-Nie nic chodzmy już.
-Hej możesz mi powiedzieć-na mieście było dużo ludzi,zaczęłam się gubić.Ross złapał mnie za rękę-Żebyś się mi nie zgubiła.
-Bo widzisz są dwie sprawy-powiedziałam wkońcu.
-Zamieniam się w słuch.
-Pierwsza to......wiesz...
-Co?-spytał.
-Podoba mi się chłopak.-Ross spojrzał się na mnie jakby to chodziło o niego.
-Kto to taki?-spytał.
-Nazywa się Liam Ween,on mi się bardzo podoba.
-Hej,to jest ten kapitan drużyny footballowej.-stwierdził Ross-zagadaj z nim.
-Pogieło cię!!!!!-krzyknęłam tak głośno,że wszyscy się na nas gapili.-Nie dam rady.
-Oj przestań-powiedział Ross i cmoknął mnie w policzek-Jesteś najfajniejszą laską jaką znam poradzisz sobie.-dodał-a ta druga sprawa?.
-Chodzi o Maię-postanowiłam mu powiedzieć,lepiej jak się dowie odemnie.
-O maię?
-Kojarzysz Dylana prawda?-spytałam.
-Taaaa to ten dupek dzięki,któremu cię poznałem.
-Wiesz..bo on i...-nie zdążyłam dokończyć bo w tym momencie podbiegła do nas Maia.Ross puścił moją rękę i przytulił ją.
-Cześć kochanie-powiedziała-hej Laura.
-Cześć-niechętnie odpowiedziałam.
-Ross masz ochotę dziś na kino?-spytała.
-Jasne-powiedział z uśmiechem.
-Dobra to przyjdz po mnie o 19-powiedziała-ja lecę do szkoły paapa.
-Pa-.Zobaczyłam,że Ross naprawdę ją lubi więc postanowiłam nic nie mówić.I dobrze bo on zapomniał o czym gadaliśmy.Do szkoły dotarliśmy około 8:30,i udaliśmy się pod klasę.Czekaliśmy na panna Zegersa,nauczyciela histori.Nagle zauważyłam Liama,który szedł w moim kierunku.
-Pogadaj z nim-szepnął Ross,i udawał że grzebie w telefonie.Liam podszedł do mnie.
-Hej Laura.-zatkało mnie "wie jak się nazywam!"-wrzasnęłam.
-He-j L-ia-am-zacinałam się.
-Miałbyś ochotę dziś wyskoczyć do kina?
-E eemmm.hahaa-zaśmiałam się.-Jasne.
-Ok super spotkajmy się w parku o 19 ok?-spytał.
-Pewnie-powiedziałam.
-Pa-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Aaaaa!!!!!!!!!!-piszczał Ross.-Masz randkę.-Reszta lekcji minęła spokojnie.Około 13:00,wyszłam z Rossem ze szkoły i udałam się do domu.Tam pouczyłam się roli i około 18,zaczełam się szykować na randkę.Ross poszedł z Maią do kina,a ja poszłam w miejsce w którym miałam się spotkać z Liamem.Ku mojemu zdziwieniu spózniał się już 15 minut.Nie powiem,trochę mnie to wkurzyło.Po chwili przysłał mi sms'a :"sorry bejbe,ale byłaś naiwna,myślisz że bym się z tobą umówił chyba w snach".Rozpłakałam się i pobiegłam do domu.Rzuciłam się na łóżku.Jak on mógł.Ale byłam,głupia!Płakałam tak do 21:00.Nagle z dołu usłyszałam,że ktoś mnie woła.Tym ktosiem był Ross.Chyba słyszał,że płacze bo wszedł do mojego pokoju i poprostu mnie przytulił.Posadził mnie sobie na kolanach.
-Liam mnie wystawił-powiedziałam.
-Cicho już-powiedział-nie płacz.Ross poprawił mi humor,siedział u mnie do 22:00.Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.Wzięłam prysznic i założyłam,koszulkę Rossa,którą u mnie zostawił kiedy klęczał mi przed drzwiami na deszczu.Już miałam iść spać,ale nagle drzwi się otworzyły i do domu weszła Vanessa,z walizkami.Widać było,że jest smutna.
-Vanessa!-krzykęłam i przytuliłam siostrę.-Pokłóciłaś się z Shanem?
-Mogę się znów wprowadzić?-spytała.
-Oczywiście że tak,przecież to dalej twój dom!.-Ness weszła do kuchni i usiadła przy stole.Przytuliłam się do niej znów i pocałowałam w czoło.
-Babcia Shane'a zmarła i musiał wyjechać do Londynu,załatwić sprawy związane z pogrzebem.
-Matko..-powiedziałam-jesteście dalej razem?.
-Tak..-powiedziała-ale nie będę się z nim widziała przez 2 miesiące.
-Wy się bardzo kochacie wszystko będzie ok.-powiedziałam-leć się umyć i możesz dziś spać ze mną.Położyłam,się do łóżka i czekałam na Van.Niedługo weszła do pokoju i położyła się obok mnie,przytuliłam ją i zasnęłam...
***************************************
Cześć wam,chcę was na wstępie przeprosić za to że tak długo,nie było rozdziału,ale już jest co myślicie?!