sobota, 21 grudnia 2013

Notka 7 ;D

                                                                       Cześć wam!!!
Więc tak...naprawdę zaskoczyło mnie to że aż tyle osób mnie czyta!.Patrzę aż 6 komentarzy,i normalnie 0_o?.Haahahha.Więc...jednak nie usunę bloga,ale zostawiajcie mi komy bo to jest swego rodzaju "kop" do pracy.Najbardziej to mnie poruszył kom.Cherry Marano ,oraz laury lynch i Weroniki lynch <333333.
Miłego dnia <3 :*
Mrs.Lynch

piątek, 20 grudnia 2013

Notka 6 ;D

                                                                     Cześć wszystkim!!!
Więc tak..jestem trochę zawiedziona niską liczbą komentarzy...:( .Więc tak się zastanawiam,czy warto dalej prowadzić ten blog...wydaję mi się po prostu,że ja piszę sama dla siebie...Dajcie o sobie znać pod tą notką.....

Rozdział 9.

                                                                          ~Laura~
Obudził mnie budzik,ustawiony na 7:30.Śpiąca jeszcze wstałam z łóżka w którym nie było już Van i podeszłam do szafy,w celu wyjęcia z niej ubrań.Dzisiaj razem z Rossem,mamy poprosić o przedwczesne zwolnienie ze szkoły.Oczywiście ze względu na serial.Kiedy się ogarnęłam zeszłam na dół i zastałam w kuchni Vanessę,robiącą naleśniki.
-Cześć kochanie-przywitała się.
-Hej Vanessa-powiedziałam dając jej buziaka w policzek.-I co wyspałaś się?
-Mhymm...-westchnęła-chyba nikt nie przytula czulej niż ty-zaśmiała się.-twój przyszły chłopak będzie szczęściarzem.-Wtedy przypomniałam sobie o tym co zrobił Liam,ale postanowiłam nic nie mówić Vanessie.
-Proszę-powiedziała podając naleśniki.
-Dziękuję,jesteś kochana.-Zjadłam naleśniki i spojrzałam na zegarek była dopiero 7:50,lekcje zaczynają się o 9:00,jak zwykle niecierpliwie czekałam na Rossa.
-Jesteśmy takim dziwnym rodzeństwem-stwierdziłam.
-Co?-spytała Van.
-No bo...ja cię tak bardzo kocham,ty mnie też i wiem o tym-powiedziałam-a inne rodzeństwa skaczą sobie do gardeł.
-Hhaha-zaśmiała się-wiem o tym.-powiedziała-chociaż....pamiętasz jak miałaś 9 lat?-spytała.
-Emm..-zamyśliłam się-czekaj chyba nie mówisz o...-w tym momencie Vanessa i ja wybuchnęłyśmy "nieopanowanym śmiechem".-To była wigilia...
-Mama postanowiła nas poprzebierać-powiedziała-założyła ci czapkę elfa i zielone buty z dzwonkami,a ja byłam reniferem-powiedziała Van.
-Tamtego dnia,przysięgłam sobie że kiedyś cię zabiję-zaśmiałam się-ale jesteś jedną z najważniejszych osób w moim życiu.
-Awww...-wzruszyła się-no chodź tutaj misiaczka!-Bez słowa przytuliłam moją siostrę.
                                                                             ~Ross~
Siedziałem,przy stole z resztą rodziny i jadłem śniadanie,oczywiście nie mogłem się już doczekać spotkania z Laurą.Dlatego też jadłem w pośpiechu.
-Ross,bo się udławisz-szturchnął mnie Ryland.
-Gdzie ci się tak śpiesz?-spytali naraz Rocky i Riker.
-Bo na pewno nie do szkoły-powiedziała a raczej stwierdziła Rydel.
-Jem szybko bo chce się już zobaczyć z Laurą.-powiedziałem,a potem wszyscy spojrzeli się porozumiewawczo-Co?-spytałem z pełną buzią.
-Nie nic tak tylko...to trochę dziwne..-oznajmiła mój tata.Skończyłem jeść włożyłem talerze do zmywarki zarzuciłem plecak na plecy i podszedłem do drzwi.
-Ross?-usłyszałem za sobą głos mamy-Nie zapomniałeś o czymś?
-Błagam mamo przy nich?-mama posłała mi "zabójczy wzrok".Podszedłem do niej, ucałowałem ją w policzek i wyszedłem z domu,nie zważając na "ross słodziaczku",krzyczone chórem przez moje rodzeństwo.Zastanawiałem się,jak Laura zareaguję na moją dzisiejszą niespodziankę....
                                                                               ~Laura~
Dochodziła 8:35,a Rossa nawet nie było widać.
-Gdzie on jest spóźnie się.-powiedziałam.
-Nie panikuj na pewno zaraz przyjdzie,przecież by cie nie zo..-w tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.Bez zastanowienia zerwałam się z krzesła i podbiegłam do drzwi.Otwierając je ujrzałam Rossa.
-Hej-przywitał się.
-Matko gdzie byłeś?!!!!!!!-krzyknęłam.
-Nie krzycz-powiedział.
-Matko martwiłam się-powiedziłam i przytuliłam go co,oczywiście odwzajemnił.Wpuściłam go do środka.
-Van?!-krzyknął i przytulił moją siostrę.-Wróciłaś.?
-To długa historia...
-Zerwałaś z Shanem?-spytał.
-Nie...zmarła jego babcia i musiał wyjechać na 2 miesiące-westchnęła.
-Chodź już Ross jest 8:45,nie zdążymy!-powiedziałam.
-Zgoda chodź chcę ci coś pokazać.
-Ok,lecę Van będę o 13:00.-Pobiegłam na górę,zarzuciłam torbę przez ramię i zbiegłam na dół,po czyn ciągnąc Rossa za rękę,wyleciałam z domu "jak strzała".
-Dzisiaj się raczej nie spóźnimy.
-Ta..jasne-powiedziałam a Ross wskazał palcem na ulicę.Stałam jak wryta z otwartymi oczami,kiedy zobaczyłam motocykl.
-No chodź.-pociągnął mnie za rękę.Usiedliśmy na tej "zabójczej maszynie" i Ross odpalił silnik.
-Trzymaj się mnie-powiedział,bez słowa objęłam go najmocniej jak umiałam.Ruszyliśmy do szkoły.O dziwo chłopak jechał ostrożnie.Kiedy dotarliśmy pod Marino High School zsiadłam z motocykla i uklęknęłam na chodniku.
-Tak ja żyję!-pocałowałam chodnik-wolność.
-No chodź już bo zostało 5 minut-zaśmiał się.Pierwszą lekcją była matematyka.Cały czas myślałam o rozmowie z dyrektorem,nie mam pojęcia co zadecyduję.
-Psss..-usłyszałam głos Rossa-Lau?
-Tak?
-Boisz się tej rozmowy?-spytał.
-Tak nie wiem co to będzie.
-Ja też ale nie martw się będzie ok-pocieszył mnie Ross.
-Panie Lynch proszę wstać-odezwała się pani Rose Dasilva.Chłopak wstał.-Ross jesteś dobrym uczniem i świetnym muzykiem z tego co słyszałam.
-No..no nie wiem-jąkał się chłopak.
-Nie ma z tobą problemów,ale skup się na lekcji dobrze?-powiedziała nauczycielka.
-Tak przepraszam-powiedział Ross i siadając na krzesło posłał mi promienny uśmiech.Co odwzajemniłam.Reszta lekcji minęła mi w spokoju,ale i w stresie.Mieliśmy dwie klasówki,więc lekcji szybko zleciały ja oczywiście kończyłam,przed czasem.Po lekcjach razem z Rossym wrzuciliśmy książki do szafek i poszliśmy pod gabinet dyrektora.Usiedliśmy w poczekalni,czekając na swoją kolej.
-Stresujesz się?-spytał.
-Tak-powiedziałam na co chłopak mnie przytulił-mhym..już mi lepiej-zaśmiałam się.
-Zapraszam-powiedział dyrektor,który właśnie wyszedł z Gabinetu.Nie pewnym krokiem weszliśmy do środka.
-O czym chcieliście rozmawiać?
-Wie pan...my...-jąkałam się.
-Lepiej jeżeli ja to powiem-przerwał mi Ross-Więc tak..poszliśmy na casting do serialu Austin & Ally no i..-przerwał Ross-dostaliśmy dwie główne rolę.
-Gratulacje dzieciaki-powiedział pan King.
-To wiąże się z sesjami fotograficznymi ,pracami na planie,oraz pomaganiem innym na cele charytatywne.-powiedział Ross.-Więc moglibyśmy....prosić o...wcześniejsze ukończenie szkoły do wakacji i tak nie jest daleko a my kręcimy serial już w sobotę.-Siedziałam w ciszy i czekałam na "osądzenie".
-Hymm...-zamyślił się pan Graham.-Lauro.
-Tak?-spytałam.
-Jesteś jedną z najlepszych uczennic w tej szkole..-zamyślił się-ale przeglądałem twoje papiery i okazało się że masz problemy z w-f.-Ross się zaśmiał.-Za to ty Ross z poezją.
-To nie było śmieszne Ross-powiedziałam.
-Zróbmy tak-powiedział pan King.-Lau,zaliczysz w piątek egzamin z footballu,a Ross z poezji..może z ..."Romeo i Julia"-powiedział a my wyszczerzyliśmy oczy.-Jeśli zaliczycie to wystawię wam świadectwa w piątek około 18:00.
-Co nie ja nie dam rady!-wrzasnęłam.
-Proszę was-powiedział.
-No dobrze-powiedzieliśmy,po długim zastanowieniu i wyszliśmy z gabinetu.Idąc do "maszyny" Rossa zastanawiałam się jak to zaliczę.Tak się zamyśliłam że wpadłam na Dylana,który akurat łaził bezsensownie po szkole razem ze swoją muzą piękną Brianną.
-Uważaj jak leziesz słonico-powiedział.
-Właśnie!-krzyknęła Brianna.
-Zamknij się Brianna-powiedział Dylan.
-Właśnie!-krzyknęła raz jeszcze.
-Odwal się od niej nie zauważyła cię!-wrzasnął Ross.
-Hej wiesz co Laura?-spytał Dylan-Liam opowiadał o tej waszej randce.-Dobił mnie tym-Serio myślałaś że takie ciacho jak on umówi się z taką wywłoką?-W tej chwili nie wytrzymałam kopnęłam go w przyrodzenie i uderzyłam pięścią w twarz.
-Ty gróboskórna świnio-rzuciłam i zostawiłam oszołomionego Dylana i Briannę.Ross przez chwilę stał z otwartymi ustami ale zaraz za mną pobiegł.Dogonił mnie dopiero przy motocyklu.
-Lau..
-Nic nie mów-wrzasnęłam.
-Miałabyś ochotę na pizzę?-spytał.
-Z chęcią-powiedziałam.Pojechaliśmy do pizzerii i zamówiliśmy sobie "hawajską".Wreszcie kelner przyniósł zamówienie.Jedliśmy posiłek rozmyślając.
-I co ja ma teraz zrobić?-spytałam zmartwiona.
-Ty!-krzyknął Ross-a może dyrek kuma tylko po meksykańsku?
-I co jeszcze kupimy mu burrito?-spytałam-miałam grać w serialu..-powiedziałam a po moim policzku spłynęła łza.
-Hej,tylko mi tu nie becz-powiedział Blondyn ocierając moją łzę palcem.W tej chwili do pizzerii wszedł Dylan z wyraźnie podbitym okiem.-Hej!-krzyknął Ross-Dałaś wycisk Dylanowi.
-I co z tego?
-Masz drobniutkie ciało,ale dużą siłę-stwierdził-wiem!-krzyknął-nauczę cię jak grać w football.
-A ja cię nauczę poezji!-krzyknęłam i zaczęliśmy piszczeć z radości.Tak też zrobiliśmy około 16:00 zaczęłam trening z Rossem.
-Rozgrywając to ty-powiedział Ross-kiedy usłyszysz gwizdek podajesz piłkę graczowi za tobą na razie łapiesz?-spytał.
-Tak.-powiedziałam.Muszę przyznać żę ten trening był przyjemny.Około 19:00 siedziałam z Rossem u niego i uczyłam go poezji.
-"Mam cię porównać do letniego dnia? (...)Piękniejsza jesteś stalsza niż lion,lecz lato za krótko trwa i w maju ścina czułe pęki drzew"-cytowałam ale Ross mi przerwał.
-Czyli,że ona nie jest dla niego jak lekki dzień ,tylko on jest na nią tak jakby napalony?-spytał.
-Tak...-zaczęłam -chociaż sheakspeare (Szekspir) to napisał dla pewnego młodzieńca.
-Był pedziem?!-krzyknął Ross.
-Nie ma pewności.
-Koleś pisze do kolesia że się na niego napalił,a ty nie masz pewności?-spytał-musiałby chyba napisać odę do druta,żebyś uwierzyła.-dokończył a ja posłałam mu zabójcze spojrzenie.-żartowałem-powiedział-ale ja..w ogóle nie rozumiem jak można to komuś powiedzieć,to byłaby niezła wiocha.
-Trzeba mieć komu to powiedzieć Ross-westchnęłam.Chłopak wziął do ręki gitarę akustyczną i zaczął cicho na niej grać.-Co to jest?-spytałam.
-A nic takiego..takie tam..-powiedział.
-No dawaj zaśpiewaj-zachęciłam go.Chłopak zaczął grać i po chwili usłyszałam jego melodyjny głos.:
                                                    Chcę tego czego,nie mogę mieć.
                                                         Chcę żebyś była moja...
                                                 Nie obchodzi mnie,co przez to stracę..
                                              Nie ma żadnego strachu,w moim sercu..
                                                      Zajmę jakiekolwiek miejsce.
                                                  Nie obchodzi mnie jeśli to pęknie...
                                Chcę ci powiedzieć coś,czego nigdy sobie nie mówiłem.
                                                       Te tajemnice są jak zabicie!!!!

                                        Nazwij mnie wariatem,może i jestem szalony.!
                        Nigdy nie miałem nic przeciwko,ale to nigdy nie zmieniało mojej fazy!
                                 Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
                                        Jestem buntownikiem,nawet jeśli mam kłopoty!
                                                     Wycofam cię z całego gruzu!
                                Jeśli muszę,nie boję się zachowaj moje serce dla ciebie!
                                       Powiedz mi że się mylę....Odwróć się i biegnij..
                                         Ale ja i tak zachowam moje serce dla ciebie!
-Na razie to tyle-powiedział Ross ,odłożył gitarę i zarumienił się po czym,posłał mi promienny uśmiech.
-Jest piękna-westchnęłam i przytuliłam się do jego torsu.-ja nawet nie mam twojego zdjęcia.Ross sięgnął ręką na stolik nocny i podał mi jego zdjęcie .
-Dziękuję-powiedziałam i cmoknęłam go w policzek.-Chyba już pójdę-westchnęłam.
-Odprowadzę cię.
-Dobrze.-Ross odprowadził mnie pod same drzwi przytulił na pożegnanie i poszedł do domu.Opowiedziałam o dzisiejszym dniu Vanessie,potem umyłam się,przebrałam w piżamę i weszłam do pokoju.Wstawiłam zdjęcie Rossa w ramkę i postawiłam na stoliku nocnym.Byłam bardzo zmęczona,dlatego szybko zasnęłam.
*********************************************
                                                                     Uff skończyłam!
                                                     Pracowałam nad nim aż 3 godziny.
                                               Będę się starać dodawać rozdziały co 3 dni!
                                               PROSZĘ O SZCZERE KOMENTARZE!
                                         


poniedziałek, 16 grudnia 2013

Rozdział 8.

                                                                 ~Laura~
Dzisiaj,jest poniedziałek,a to oznacza że trzeba iść do szkoły.No tak "life is brutal".-pomyślałam,podchodząc do szafy i wybierając strój na dziś.Kiedy już wreszcie się ogarnęłam zszedłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie.Zjadłam posiłek i czekałam na Rossa.Blondyn po krótkiej chwili pojawił się u mnie w domu.
-Hej-przywitał się-mówiłaś że mogę sobie tu wejść jak bym tu mieszkał,więc jestem.
-Tak...cześć Ross-powiedziałam a on otworzył szeroko oczy.-A ty co masz taką minę?-spytałam.
-Cześć Ross?-spytał-nie powiesz mi "ross skarbie tęskniłam przytul mnie"!-dodał z wyrzutem.
-Nie jestem twoją dziewczyną.-powiedziałam a on posmutniał-Idziemy?
-Jasne-powiedział.Nie przytuliłam Rossa tylko,dlatego że on był z Maią.Nie powinien mnie przytulać.Idąc do szkoły myślałam o tej całej sprawie z Maią.Ross to mój najlepszy przyjaciel,nie chcę by on cierpiał.Gdyby się o tym dowiedział załamał by się.
-Lau!-krzyknął.
-Co?-spytałam.
-Słuchasz mnie?-spytał.
-Tak jasne-oczywiście skłamałam.
-Więc o czym mówiłem?-spytał a ja zaczęłam się jąkać.-No właśnie...Co ci jest?-spytał-Chodzisz jakaś smutna,nawet mnie dzisiaj nie przytu....-Nie skończył bo wtuliłam się w niego.-Hej co ci jest?.
-Nie nic chodzmy już.
-Hej możesz mi powiedzieć-na mieście było dużo ludzi,zaczęłam się gubić.Ross złapał mnie za rękę-Żebyś się mi nie zgubiła.
-Bo widzisz są dwie sprawy-powiedziałam wkońcu.
-Zamieniam się w słuch.
-Pierwsza to......wiesz...
-Co?-spytał.
-Podoba mi się chłopak.-Ross spojrzał się na mnie jakby to chodziło o niego.
-Kto to taki?-spytał.
-Nazywa się Liam Ween,on mi się bardzo podoba.
-Hej,to jest ten kapitan drużyny footballowej.-stwierdził Ross-zagadaj z nim.
-Pogieło cię!!!!!-krzyknęłam tak głośno,że wszyscy się na nas gapili.-Nie dam rady.
-Oj przestań-powiedział Ross i cmoknął mnie w policzek-Jesteś najfajniejszą laską jaką znam poradzisz sobie.-dodał-a ta druga sprawa?.
-Chodzi o Maię-postanowiłam mu powiedzieć,lepiej jak się dowie odemnie.
-O maię?
-Kojarzysz Dylana prawda?-spytałam.
-Taaaa to ten dupek dzięki,któremu cię poznałem.
-Wiesz..bo on i...-nie zdążyłam dokończyć bo w tym momencie podbiegła do nas Maia.Ross puścił moją rękę i przytulił ją.
-Cześć kochanie-powiedziała-hej Laura.
-Cześć-niechętnie odpowiedziałam.
-Ross masz ochotę dziś na kino?-spytała.
-Jasne-powiedział z uśmiechem.
-Dobra to przyjdz po mnie o 19-powiedziała-ja lecę do szkoły paapa.
-Pa-.Zobaczyłam,że Ross naprawdę ją lubi więc postanowiłam nic nie mówić.I dobrze bo on zapomniał o czym gadaliśmy.Do szkoły dotarliśmy około 8:30,i udaliśmy się pod klasę.Czekaliśmy na panna Zegersa,nauczyciela histori.Nagle zauważyłam Liama,który szedł w moim kierunku.
-Pogadaj z nim-szepnął Ross,i udawał że grzebie w telefonie.Liam podszedł do mnie.
-Hej Laura.-zatkało mnie "wie jak się nazywam!"-wrzasnęłam.
-He-j L-ia-am-zacinałam się.
-Miałbyś ochotę dziś wyskoczyć do kina?
-E eemmm.hahaa-zaśmiałam się.-Jasne.
-Ok super spotkajmy się w parku o 19 ok?-spytał.
-Pewnie-powiedziałam.
-Pa-powiedział i cmoknął mnie w policzek.
-Aaaaa!!!!!!!!!!-piszczał Ross.-Masz randkę.-Reszta lekcji minęła spokojnie.Około 13:00,wyszłam z Rossem ze szkoły i udałam się do domu.Tam pouczyłam się roli i około 18,zaczełam się szykować na randkę.Ross poszedł z Maią do kina,a ja poszłam w miejsce w którym miałam się spotkać z Liamem.Ku mojemu zdziwieniu spózniał się już 15 minut.Nie powiem,trochę mnie to wkurzyło.Po chwili przysłał mi sms'a :"sorry bejbe,ale byłaś naiwna,myślisz że bym się z tobą umówił chyba w snach".Rozpłakałam się i pobiegłam do domu.Rzuciłam się na łóżku.Jak on mógł.Ale byłam,głupia!Płakałam tak do 21:00.Nagle z dołu usłyszałam,że ktoś mnie woła.Tym ktosiem był Ross.Chyba słyszał,że płacze bo wszedł do mojego pokoju i poprostu mnie przytulił.Posadził mnie sobie na kolanach.
-Liam mnie wystawił-powiedziałam.
-Cicho już-powiedział-nie płacz.Ross poprawił mi humor,siedział u mnie do 22:00.Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.Wzięłam prysznic i założyłam,koszulkę Rossa,którą u mnie zostawił kiedy klęczał mi przed drzwiami na deszczu.Już miałam iść spać,ale nagle drzwi się otworzyły i do domu weszła Vanessa,z walizkami.Widać było,że jest smutna.
-Vanessa!-krzykęłam i przytuliłam siostrę.-Pokłóciłaś się z Shanem?
-Mogę się znów wprowadzić?-spytała.
-Oczywiście że tak,przecież to dalej twój dom!.-Ness weszła do kuchni i usiadła przy stole.Przytuliłam się do niej znów i pocałowałam w czoło.
-Babcia Shane'a zmarła i musiał wyjechać do Londynu,załatwić sprawy związane z pogrzebem.
-Matko..-powiedziałam-jesteście dalej razem?.
-Tak..-powiedziała-ale nie będę się z nim widziała przez 2 miesiące.
-Wy się bardzo kochacie wszystko będzie ok.-powiedziałam-leć się umyć i możesz dziś spać ze mną.Położyłam,się do łóżka i czekałam na Van.Niedługo weszła do pokoju i położyła się obok mnie,przytuliłam ją i zasnęłam...
***************************************
Cześć wam,chcę was na wstępie przeprosić za to że tak długo,nie było rozdziału,ale już jest co myślicie?!


sobota, 16 listopada 2013

Notka 5 ;D

                                                                 Okropne wieści!
Moja mama,wysadziła prąd w całym mieszkaniu!Wiecie kompa nie mam,a siedze na tablecie zostało mi tylko 7% baterii.!Jak tylko naprawią prąd to podłącze tablet i dodam rozdział naprawdę przepraszam!

Rozdział 8.

Bardzo was przepraszam,ale spalil mi sie ruter nwm kiedy bd rozdzial ale macie tutaj taki fragmet:                                                                      ~Laura~
Dzisiaj jest poniedziałek a to niestety oznacza że trzeba iść do szkoły."Life is brutal"-pomyślałam podchodząc do szafki i wybierając,strój na dziś.Poszłam,do łazienki i tam ogarnęłam również moje sterczące,na wszystkie strony świata kłaki.Zszedłam na dół,i zrobiłam sobie śniadanie.Zastanawiałam się czy dzisiaj przyjdzie po mnie ross,ale wciąż nie miałam pojęcia czy mam wyznać,chłopakowi prawdę o Mai.Około ósmej trzydzieści ktoś zapukał do moich drzwi.Tym ktosiem był oczywiściem Ross.Pzywitałam się z nim i poszłam z Blondynem do szkoły.Cały czas zastanawiam się czy wyznać chłopakowi prawdę. A co jeśli on się załamie?, nie chcę tego chyba musiałam się nieźle zamyślić bo ,dopiero teraz dotarło do mnie że Ross od kilku chwil próbuje przywrócić mnie na ziemię.
-Lau ty mnie wcale nie słuchasz!!!-wrzasnął-co się stało?
-Coś do mnie mówiłeś?-spytałam- przepraszam ale myślami jestem gdzie indziej.
-Co cię gryzie pamiętaj że mnie możesz powiedzieć-wyznał.Nie mogę okłamywać Rossa musiałam mu to powiedzieć.
-Bo widzisz jest taka sprawa....... to znaczy chodzi o Maię- powiedziałam.
-O Maię?-spytał.
-Widzisz bo....- nie zdążyłam dokończyć bo właśnie w tym momencie Maia podbiegła,do nas i przytuliła blondyna.

piątek, 15 listopada 2013

Notka 4 ;D

                                                                       Cześć wam!
                                    Wiem,że tutaj raczej spodziewaliście się rozdziału...
                    Ale muszę pisać nową piosenkę i nie wyrobie się dziś z rozdziałem!...
                                                                  Sorry raz jeszcze.
                     No właśnie rozdział już zaczęłam pisać,więc napewno będzie jutro!
                                                                     Kocham was!!!